Reklama

Konflikt o zdalne nauczanie

09/04/2021 09:53

Rodzice mają problem z opieką nad dziećmi w czasie zdalnego nauczania. Poprosili dyrektora o pomoc, a ten… nasłał na nich kontrolę pomocy społecznej!

To rodzice uczniów Szkoły Podstawowej Nr 3 w Złotowie. Nie doprosili się, aby szkoła wzięła ich dzieci pod opiekę. Choć w innych placówkach w powiecie nie ma z tym problemu. Poprosili dyrektora, aby stworzył możliwość nauki dzieciom w szkole.

– Formalnie do szkoły wpłynęło kilka wniosków, ale z tego, co wiem, problem ma większa ilość rodziców. Po prostu nie wszyscy złożyli wnioski. Ja nie składałam, bo w ostateczności mam taką sytuację, że jeszcze mogę zostać w domu, ale inni pracodawcy nie są już przychylni. Denerwują się, że rodzice znowu mają zostać z dziećmi w domach – mówi jedna z mam. Rodzice boją się wypowiadać pod nazwiskiem. Obawiają się zemsty dyrektora. Zasięgnęli nawet opinii kancelarii prawnej, która potwierdziła im, że mają rację.

Reklama

Miałam nadzieję

– To naprawdę nie jest wymysł z naszej strony. Mamy poważny problem, żeby zapewnić dziecku opiekę w trakcie zdalnego nauczania w domu. Ne jesteśmy w stanie pracować z nimi online, gdy musimy być w tym czasie w pracy. Dlatego napisaliśmy wniosek do dyrektora. Bo wiemy, że w innych szkołach nie ma z tym najmniejszego problemu. Nasz wniosek spotkał się oczywiście z odmową, więc napisaliśmy odwołanie. W międzyczasie kontaktowałyśmy się z władzami miasta – mówi inna z naszych rozmówczyń.

– Dyrektor odpisał nam, że mamy wykazać, iż pracujemy w służbie zdrowia. Tylko wtedy będziemy mogli liczyć na to, że szkoła zaopiekuje się dzieckiem. Nie pracujemy w służbie zdrowa – mówi kolejna mama.

Reklama

– Powołałam się na równość, konstytucję, na prawo oświatowe, przeanalizowałam dokładnie rozporządzenie, jakie obowiązuje w tej sprawie. Zadałam kilka krótkich pytań i ponowiłam prośbę o to, żeby przyjął moje dzieci do szkoły. Dalej bezskuteczne – dodaje kobieta. Przyznaje, że już w ubiegłym roku miała problem z zapewnieniem opieki w czasie zdalnego nauczana – Jakoś to ciągnęliśmy. Na dłuższą metę nie może to jednak tak funkcjonować – przekonuje.

– W rzeczywistości jest więcej rodziców, którzy mają taki problem. Nie składali wniosków, ale dzwonili, rozmawiali. Wiedzieli, że spotkają się z odmową, więc pism już nie składali – przekonuje.

Reklama

– Ja złożyłam, bo chciałam na piśmie otrzymać odpowiedź. Poza tym miałam cień nadziei, że może jednak… – wtrąca kolejna z mam.

Krytyczna sytuacja

– Ja na opiece dostanę tylko 50% wynagrodzenia – argumentuje jedna z kobiet.

– Każdy lockdown skutkuje w moim przypadku tym, że mam dwa razy więcej pracy. Taka jest jej specyfika, nic na to nie poradzę – mówi druga. Pomoc dziadków? Są zgodne, że ci nie są w stanie ogarnąć pracy z komputerem, gdzie jeszcze nauce towarzyszą częste techniczne problemy.

– Poza tym dziadkowie muszą być na miejscu, a nie dziesiątki kilometrów poza Złotowem – podkreśla.

Reklama

– Obecnie znaleźliśmy się w krytycznej sytuacji: albo z widmem rychłego upadku prowadzonych przez nas działalności, albo z widmem utraty etatu. Nasze dzieci, pierwszoklasiści, są natomiast największymi ofiarami zdalnego nauczania. Moje młodsze dziecko jest obecnie pod opieką starszej siostry. Syn nie jest w stanie poradzić sobie z obsługą techniczną zdalnego nauczania oraz z licznymi problemami na Teamsie. Córka często mu pomaga, ale ze szkodą we własnym nauczaniu – uzmysławia jedna z mam.

– Składając wniosek do dyrektora o zorganizowanie zajęć zdalnych na terenie szkoły, oczekiwałam profesjonalnego i merytorycznego rozpatrzenia sprawy. Mając świadomość, że rozporządzenie ministra edukacji narodowej daje takie możliwości oraz na wzgląd, że takie rozwiązania świetnie funkcjonują w innych szkołach – podkreśla kobieta.

Reklama

Demonstracja siły, zastraszenie

– Zwróciliśmy się z prośbą o pomoc, a co otrzymaliśmy w zamian od dyrektora? Pismo odmowne na złożony wniosek z poleceniem skorzystania z zasiłku opiekuńczego oraz donos złożony przez pana Karola Wójcika do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Złotowie, z wnioskiem o interwencję u rodziców, którzy złożyli wniosek. Nie jestem w stanie zrozumieć postawy dyrektora, jego pobudek, jego motywacji w działaniu oraz kompletnego braku empatii względem rodziców, a przede wszystkim swoich uczniów w tej sytuacji. Czy rzeczywiście pan dyrektor był zatroskany bezpieczeństwem naszych dzieci, czy była to demonstracja siły i próba zastraszenia rodziców? Nie jestem w stanie zrozumieć, że jest to dopuszczalne u osoby zajmującej takie stanowisko – przyznaje nasza rozmówczyni.

– Zostaliśmy pozostawieni sami sobie, zaskoczeni i upokorzeni przez czynności kontrolne pracowników socjalnych. Z jeszcze większymi zmartwieniami i troskami niż dotychczas – mówi o sytuacji, w jakiej znaleźli się rodzice.

Reklama

– Pracownik MOPS jest zobowiązany do przeprowadzenia interwencji na wniosek, do tego urzędu nie mam zastrzeżeń – podkreśla.

– Być może nie osiągniemy celu, ale nie można tego przemilczeć. Chodzi o metody. Rozumiałabym, gdyby dyrektor nie miał kogo posadzić z dziećmi na zdalnym nauczaniu. Ale donos do MOPS–u, kontrole pracowników socjalnych? Tak nie załatwia się takich spraw – nie ma wątpliwości.

– Dyrektor nasłał na nas kontrolę… – nie może pojąć inna z naszych rozmówczyń.

Nie rozumiem sytuacji

– Otrzymałem pismo od dyrektora szkoły, że szkoła jest zaniepokojona działaniami rodziców, chodziło o zdalne nauczanie. Treść pisma wskazywała, że grozi to niebezpieczeństwem dzieci. Dla mnie to znak, żeby natychmiast reagować, tym bardziej, że to oficjalny sygnał od dyrektora – kierownik złotowskiego MOPS Piotr Brewka przyznaje, że natychmiast uruchomił pracowników.

Reklama

– Ludzie byli zdziwieni, o co chodzi – mówi o reakcjach rodziców, o jakich informowali go pracownicy. Nie kryje, że w tej sytuacji także był zaskoczony. Co ustalił MOPS? – Że rodzice zapewniają opiekę dzieciom w różny sposób – Piotr Brewka precyzuje, że ośrodek interweniował wobec trzech rodzin.

– Nie wiem, o co chodzi. Nie rozumiem sytuacji – ocenia zdarzenia po kilku dniach.

„Zwracam się z prośbą o zbadanie sytuacji rodzinnej w zakresie sprawowania opieki nad własnymi dziećmi. Z informacji powziętych przez szkołę wynika jakoby rodzice nie mogą zagwarantować opieki dla swoich dzieci w czasie zajęć zdalnych. Szkoła jest zaniepokojona zaistniałą sytuacją, ponieważ oświadczenie rodziców o niemożności zorganizowania opieki podczas obecnej formy kształcenia naraża małoletnich na niebezpieczeństwo” – to część pisma, jakie dyrektor skierował do MOPS.

Reklama

– Dobrze, że siedziałam na krześle. Byłam w szoku – jedna z mam mówi o tym, jak zareagowała na telefon z opieki.

– Kobieta wyskoczyła z pretensjami, dlaczego nie ma mnie w domu. Wyjaśniłam, że to, że nie ma mnie w domu akurat w tym momencie, nie oznacza, że syn nie ma opieki. Zapytała: to gdzie syn? Pod opieką. A czyją? Sąsiadki. Której? To jakaś różnica… – przyznaje, że początkowo rozmowa nie była przyjemna.

– Później, kiedy kobieta dowiedziała się, o co tak naprawdę chodzi, zmieniła ton – opisuje mama, podkreślając, że nie ma pretensji do opieki społecznej.

Reklama

– Nie mam tutaj nikogo bliskiego, kto mógłby się zająć dzieckiem – dodaje.

Załamana

– Do nas przyszły, zadzwoniły w domofon. Mąż stwierdził, że chyba się pomyliły, ale panie zapewniły, że nie.  Chciały wejść do mieszkania, totalnie zaskoczony mąż się nie zgodził. Poczuliśmy się tak, jakby wzięli nas, jak jakąś patologię – ocenia jedna z kobiet.

– W całej sytuacji zostaliśmy potraktowani jak wróg numer jeden szkoły. Mówiąc delikatnie, chyba dyrektor się zagalopował – ocenia inna.

– Fatalnie nas potraktował – dodaje.

Reklama

– Myślałam, że to jest osoba, która dba o nasze dzieci. To co się stało, jest naprawdę przykre. Teraz już właściwie niczego nie oczekuję.

Pewnie będzie trzeba jednak sobie poradzić, nie ma co liczyć na pomoc szkoły. W tym wszystkim po prostu zabrakło normalnej rozmowy – uważa.

Jej zdaniem zabrakło jej też z burmistrzem. Kobieta była u Adama Pulita, ale i z jego gabinetu wyszła rozczarowana.

– Przeprosił, bo stwierdził, że nie zapoznał się dokładnie z rozporządzeniem. Usłyszałam też, że jest pandemia i inni rodzice jakoś sobie radzą. Burmistrz powiedział, że można iść na opiekę – te słowa odebrały jej chęć dalszej rozmowy.

– Załamał mi się głos – kiedy od burmistrza usłyszała, że ma złożyć wniosek, odpuściła. Przyznaje, że w sytuacji potrzeby liczyła na szybką reakcję, a nie o wymienianie się z miastem korespondencją.

– Jak tak będziemy o tym rozmawiać, dzieci zaraz wrócą normalnie do szkoły – przekonana jest, że szybciej skończy się problem z lockdownem i zdalnym nauczaniem, niż zakończą biurokratyczne przepychanki.

– Zazdroszczę rodzicom, którzy bez problemów mogą iść na opiekę. Mam własną działalność. Do mnie telefon dzwoni od rana do wieczora. Nie mogę powiedzieć, proszę przełożyć sprawę na za dwa tygodnie – przekonuje.

Dyrektor wyjaśnił wątpliwości

Do magistratu również skierowaliśmy pytania w tej sprawie. Czy burmistrz interweniował u dyrektora szkoły i jaki był efekt interwencji?
„Po otrzymaniu pism z prośbami rodziców burmistrz spotkał się z dyrektorami złotowskich szkół. Dyrektorzy są zobligowani do zorganizowania możliwości realizowania obowiązku szkolnego na terenie szkoły podczas nauki zdalnej jedynie w określonych przypadkach, o których mówi rozporządzenie. Dyrektor SP nr 3 wszelkie wątpliwości wyjaśniał z organem nadzorującym – Kuratorium Oświaty w Pile. Również pracownik urzędu przeprowadził takie rozmowy” – czytamy w odpowiedzi.

Jak burmistrz ocenia to, że skutkiem sytuacji było nasłanie na rodziców kontroli MOPS? „Dyrektorzy szkoły po otrzymaniu wniosków o zorganizowanie zajęć na terenie szkoły wystąpili o przedstawienie dokumentów i podpisanie stosownych oświadczeń. Z informacji pozyskanej od dyrektora Szkoły Podstawowej nr 3 wynika, że złożył do MOPS wniosek o zbadanie sytuacji rodzinnej w sytuacji zaniepokojenia oświadczeniem rodziców o niemożności zorganizowania opieki podczas nauki zdalnej” – to odpowiedź miasta na to pytanie.

Decyzja po analizie

Czy burmistrz podziela zdanie rodziców, że dyrekcja SP3 powinna stworzyć ich dzieciom możliwość nauki w szkole? W odpowiedzi wyjaśniono nam, że jednostki samorządowe i podległe im placówki muszą funkcjonować w oparciu o obowiązujące przepisy prawa i zgodnie z rozporządzeniem. Realizacja zajęć w szkole musi być zapewniona uczniom z niepełnosprawnością, którzy nie mogą w niej uczestniczyć na odległość. Dodano też, że w okresie ograniczenia funkcjonowania jednostek oświatowych, szkoła jest obowiązana prowadzić działalność opiekuńczą oraz realizację zajęć zdalnych na terenie szkoły, wyłącznie dla dzieci osób zatrudnionych w podmiotach wykonujących działalność leczniczą oraz innych osób realizujących zadania publiczne w związku z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID–19.

„Dyrektor szkoły może umożliwić realizację zajęć na terenie szkoły uczniom, którzy nie mają możliwości realizowania zajęć z wykorzystaniem technik i metod kształcenia na odległość z uwagi na miejsce zamieszkania (np. brak dostępu do internetu, brak sprzętu, brak prądu). Rodzice dziecka, którzy chcą korzystać z danej formy opieki wnioskują do dyrektora szkoły o objęcie dziecka opieką. Dyrektor szkoły po analizie sytuacji i dostępnych dokumentów, podejmuje stosowną decyzję” – to też fragment odpowiedzi z miasta, nadesłanej z upoważnienia burmistrza przez jego zastępczynię, Małgorzatę Chołodowską.

Chwilowo nie ma, wrócą

Rodzice zawalczyli o to, żeby szkoła objęła ich dzieci opieką na czas zdalnego nauczania, aby mogło się ono odbywać w murach szkoły wiedząc, że w innych szkołach powiatu, nawet miasta, jest to możliwe. Jak burmistrz Złotowa odnosi się do faktu, że w wielu szkołach takie prośby rodziców są pozytywnie rozpatrywane i dyrektorzy stwarzają dzieciom możliwość nauczania w szkołach? „To dyrektorzy szkół podejmują decyzję po przeanalizowaniu konkretnych przypadków na podstawie dostępnych dokumentów i złożonych oświadczeń. Z informacji pozyskanych od dyrektorów szkół w SP nr 1 taka nauka została zorganizowana zgodnie z przepisami dla 7 uczniów, w SP nr 2 dla 14 uczniów, a od 29.03 żaden uczeń, podobnie jak w Katolickiej Szkole Podstawowej, nie będzie korzystał z nauki zdalnej na terenie szkoły” – odpowiedziała wiceburmistrz Złotowa.

Sprawdziliśmy, jak sytuacja wygląda w szkołach w powiecie. W części z tych, gdzie już znacznie wcześniej rodzicom nie robiono z tego powodu problemów rzeczywiście zdecydowano, żeby obecnie, w kulminacyjnym momencie pandemii, dzieci pozostały w domach. Jak tylko będzie jednak możliwość, a w szkołach zakładają, że będzie tak po świętach, te dzieci, których rodzice prosili o możliwość nauki w szkole, wrócą w mury placówek.

Dobra wola dyrektora

– Przy obecnym ograniczeniu rzeczywiście chodzą tylko dzieci z orzeczeniami, ale wcześniej mieliśmy też dzieci bez orzeczeń – dyrektor SP w Zakrzewie Arletta Tymińska poprosiła, żeby wychowawcy przekazali rodzicom, ażeby do 9 kwietnia dzieci zostały w domach.

– Jeśli nie mają możliwości łączenia, zadania są im przesyłane. Zapowiedziałam też już, że po 9 kwietnia, jeśli nic się nie zmieni, dzieci, które nie będą miały możliwości zdalnego nauczania z domów, będą chodziły do szkoły. Nie wnikałam, czy z powodu braku internetu czy problemów z zapewnieniem opieki nad dzieckiem – przyznaje A. Tymińska.

– Dyrektor ma obowiązek przyjąć dzieci z orzeczeniami, a może przyjąć dzieci w pozostałych przypadkach. Skorzystam z tej możliwości – zapowiada.

– Mam już bardzo dużo telefonów od rodziców i nawet samych dzieci ze starszych klas. Przestają radzić sobie psychicznie. Zdarza się, że płaczą przez telefon, chcą już do szkoły. Nie można na siłę trzymać ich w domach. Tu chodzi już o ich zdrowie psychiczne – podkreśla.
Podobnie jest w SP w Starej Wiśniewce.

– Na moment obecnej fali epidemii wprowadziliśmy ograniczenie, jednak wcześniej, przez cały czas przyjmowaliśmy do nauki w szkole wszystkie dzieci, których rodzice zgłaszali taką potrzebę. Albo były to zajęcia stacjonarne w szkole, albo zdalne ze szkoły – mówi dyrektor szkoły Agnieszka Miela.

– Przy obecnych zapisach w rozporządzeniu, wszystko sprowadza się do dobrej woli dyrektora – przyznaje, że sama informowała rodziców, że jeśli mają taką potrzebę, mogą składać do szkoły wnioski.

– U nas chodziło do szkoły sporo dzieci. Praktycznie cały czas, z przerwami w drugiej klasie. Jeżeli rodzice wyrażą taką potrzebę i będą na to zezwalały przepisy, na pewno wrócę do tego po świętach – podkreśla, że część nauczycieli jest już po szczepieniach, przynajmniej po pierwszej dawce.

Otwartość na dialog

W Szkole Podstawowej Nr 2 w Złotowie, także w murach placówki uczą się dzieci, których rodzice prosili o taką możliwość z uwagi na trudną sytuację związaną ze zdalnym nauczaniem w domu.

– Nauczyciele prowadzą zajęcia równolegle, dzieci są pod ich kontrolą w klasie. Zaapelowałam do rodziców o rozsądek, jeśli chodzi o zgłoszenia, żeby z drugiej strony nie wykorzystywali też sytuacji. Zgodziłam się na maksymalnie pięcioosobowe grupy. Na więcej nie było zresztą potrzeby i nie powala prawo – wyjaśnia dyrektor Beata Buczkowska–Linke.

– Dopiero od poniedziałku, z uwagi na zachorowania i pozytywne wyniki testów, zawiesiłam czasowo te zajęcia. Rodzice podeszli do tego ze zrozumieniem – przyznaje.

– Chodzi o otwartość na dialog. Można wypracować konsensus – uważa.

Wiceburmistrz Jastrowia przyznaje, że także w tej gminie miały miejsce przypadki, kiedy z powodu trudności ze zdalnym nauczaniem w domach, dzieci uczyły się w szkołach.

– Pojedyncze przypadki były właściwie w całej gminie, dzieci miały możliwość nauki w placówkach – mówi Agnieszka Głyżewska–Klofik.
Jak jest w Lipce?

– Mamy w szkole zajęcia dla uczniów, których rodzice zgłaszają taką potrzebę. Było tak we wcześniejszych miesiącach, podobnie jest teraz – dyrektor Ewa Polańska–Ciechanowska precyzuje, że w tej chwili w szkole uczy się w ten sposób ośmioro uczniów z orzeczeniami i siedmioro bez orzeczeń.

– Pracują zdalnie ze słuchawkami, z komputerami, jeśli nauczyciel prowadzi zajęcia zdalnie spoza szkoły. Natomiast, gdy nauczyciel prowadzi lekcje ze szkoły, uczniowie są z nim –wyjaśnia.

Problemów nie ma też w gminie Krajenka.

– Zajęcia organizowane są na wnioski rodziców, również, jeśli nie mają możliwości zapewnienia opieki w domach. Nauczyciele są w gotowości, mamy komputery. Takich uczniów jest kilkunastu – mówi sekretarz gminy, Tomasz Ciechanowski.

– Część nauczycieli pracuje zdalnie z domów, uczniowie są wtedy w szkole pod opieką, a część prowadzi zdalne zajęcia z klas, wtedy uczniowie są z nimi – dodaje.

– Wszędzie można, tylko w naszej szkole znowu jest problem – podsumowuje jedna z mam ucznia złotowskiej Trójki.

Nie przedłożyli dokumentów

Co na to dyrektor Karol Wójcik? Dlaczego nie przychylił się do prośby rodziców, skoro taki sposób nauczania jest stosowany w wielu szkołach? – Działając jako dyrektor SP Nr 3 w Złotowie informuję, iż wszystkie dotychczasowe decyzje zostały podjęte zgodnie z obowiązującymi przepisami, z poszanowaniem porządku prawnego oraz zasad wprowadzonych w związku z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID–19. Przepisy te mówią, że w przypadku uczniów szkół podstawowych oraz szkół ponadpodstawowych, którzy z uwagi na rodzaj niepełnosprawności, nie mogą realizować zajęć z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość w miejscu zamieszkania, dyrektor szkoły ma obowiązek zorganizować dla tych uczniów zajęcia w szkole lub umożliwić tym uczniom realizację zajęć z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość na terenie szkoły. Wnioski rodziców nie wskazywały na zaistnienie takiej sytuacji. Ponadto dyrektor szkoły może umożliwić uczniom realizację zajęć z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość na terenie szkoły w sytuacji braku możliwości realizowania zajęć w domu z powodu np. braku prądu w miejscu zamieszkania, braku Internetu, bądź innych szczególnych sytuacji, do których z pewnością nie należy zatrudnienie obojga rodziców. Dodatkowo okoliczności, na które powołują się rodzice w treści wniosku, powinny zostać wykazane stosownymi dokumentami, a takowych rodzice nie przedłożyli, jedynie wskazali brak możliwości zapewnienia opieki własnym dzieciom – wyjaśnia.

– Jeżeli rodzic w pełni nie wywiązuje się z obowiązków wobec swojego dziecka, szkoła ma obowiązek sprawdzić, czy tak jest – mówi dyrektor „Trójki” Karol Wójcik


W Trójce też można

Dlaczego coś, co jest możliwe w innych szkołach, nie jest możliwe w SP3?

– W SP Nr 3 jest to możliwe, ale tylko dla dzieci, których dotyczy cytowane wcześniej rozporządzenie. Wnioski rodziców nie zostały pozytywnie rozpatrzone, ponieważ byłoby to wbrew obowiązującemu prawu – dodaje dyrektor Wójcik.

Zapytaliśmy go również o to dlaczego do MOPS skierował pismo o to, aby opieka społeczna skontrolowała te rodziny.

– Pisma skierowane do MOPS w Złotowie dotyczyły potrzeby zbadania sytuacji rodzinnej w zakresie sprawowania opieki nad własnymi dziećmi przez ich rodziców. Z informacji powziętych przez szkołę wynikało, jakoby rodzice nie mogli zagwarantować opieki dla swoich dzieci w czasie zajęć zdalnych. Szkoła była zaniepokojona zaistniałą sytuacją, ponieważ oświadczenie rodziców o niemożności zorganizowania opieki podczas obecnej formy kształcenia naraża małoletnich na niebezpieczeństwo. Stąd potrzeba skontrolowania sytuacji w domach rodzinnych naszych uczniów. Do tego zobowiązuje nas prawo. Jeżeli rodzic w pełni nie wywiązuje się z obowiązków wobec swojego dziecka, szkoła ma obowiązek sprawdzić, czy tak jest.

Dyrektor opublikował na stronie internetowej szkoły następujące oświadczenie.

Piotr Steffen
Nazwiska naszych rozmówców do wiadomości redakcji

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Pytajnik - niezalogowany 2021-04-09 10:26:15

    Od kilkudziesięciu lat instytucje realizujące politykę społeczną w Polsce nazywają się pomocą społeczną, nie opieką społeczną. To tak, jakby uważać, że to bez różnicy, czy nazywać Złotowskie gazetką szkolną, czy lokalnym portalem :) Błąd powtarza się cały czas.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Stefan - niezalogowany 2021-04-09 10:54:29

    Takie osoby powinny z automatu być usuwane z takich stanowisk.Śmiech na sali

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    zatroskany - niezalogowany 2021-04-09 10:57:54

    Panie burmistrzu proszę zająć się konkretnie takimi sprawami już sporo było uwag w stosunku do dyrekcji owej jednostki podlegającej panu ,owi urzędnicy są dla nas nie my dla nich .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama