Uciekający "lis", za którym niósł się dźwięk uderzających w ziemię kopyt, to tylko jedna z atrakcji tegorocznego Hubertusa w Dźwiersznie, bo działo się tam dużo więcej
Jedną z nich był pokaz przygotowany przez Mariusza Chruścińskiego, który zajmuje się sokolnictwem. Publiczność mogła nie tylko posłuchać o zwyczajach ptaków drapieżnych takich jak jastrząb czy sokół, lecz również wziąć w nim udział. Ci którzy jednak obawiali się twardych dziobów i ostrych pazurów, mieli okazję z bardzo bliska przyjrzeć się zdecydowanie mniej bojowo nastawionej sowie płomykówce, która pozwalała gładzić się po piórach nawet najmłodszym. W tym czasie jeźdźcy, powoli przygotowywali się już na polanie otaczającej padok. Tegoroczna edycja Hubertusa zorganizowanego przez państwa Paprockich przyciągnęła 34 jeźdźców gotowych do podjęcia walki o miano najlepszego. Główne zadanie to przechytrzenie „lisa” w tradycyjnej gonitwie i zdobycie trofeum w postaci przytroczonej do jego ubrania kity. Paweł Skrętny na koniu Bawarka, któremu ta sztuka udała się w zeszłym roku tym razem zamienił się w ściganego. Wyróżniając się odblaskową kamizelką, bardzo skutecznie udawało mu się gubić pościg- co komentowali przyglądający się gonitwie widzowie. Gdyby nie został złapany przez 7 minut, zachowywałby zeszłoroczny tytuł, jednak w ostatnich minutach lepsza okazała się Milena Barczyk- Najdowska na koniu Kora, która zdobyła trofeum w postaci lisiego ogona. Po wręczeniu nagrody oraz chwili przerwy dla zregenerowania sił w końskich kopytach nastał czas na wyścig o Puchar Burmistrza Łobżenicy. Tutaj rywalizacja również była widowiskowa, gdyż liderzy zmieniali się do ostatniego zakrętu liczącej dwa okrążenia trasy. O dodatkowe emocje, za sprawą adekwatnej do chwili muzyki zadbała orkiestra z OSP w Krajence. Ostatecznie linię mety jako pierwsza przekroczyła Milena Barczyk- Najdowska, drugi był Krzysztof Seren, trzeci- Paweł Kotowski. Jednak ten festyn to nie tylko święto dla hodowców koni i jeźdźców, którzy mogą zaprezentować swoje umiejętności. To również okazja do spróbowania swojskiej kuchni (bigos myśliwski, grochówka wojskowa, pieczone prosię, chleb ze smalcem czy domowej roboty ciasta) i pomocy innym. Jak co roku bowiem była to także impreza charytatywna, z której dochód trafił na konto Szkoły Podstawowej w Dźwiersznie oraz na rzecz zmagającej się z chorobą Zuzi Zdręki. Hubertus zakończył się tradycyjnie wspólną biesiadą w stodole.
Sz.Chwaliszewski
[[reklama]]
[[gal=645]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze