- Wody było o, dotąd. Jakieś dwadzieścia centymetrów – mieszkanka placu Paderewskiego pokazuje, jak mocno zalała ją woda. Ile krwi psuje jej znajdująca się w pobliżu fontanna widać na pierwszy rzut oka. - Już w ubiegłym roku obiecali, że to się nie powtórzy, a tu mąż zszedł do piwnicy i trafił na powtórkę z rozrywki – oburza się Grażyna Laskowska.
Obiecać jej to mieli pracownicy Miejskiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji w Złotowie. Spółka co prawda zajmuje się fontannami w mieście, ale nie jest ich właścicielem. Podobnie jak pani Grażyna nie jest właścicielką zbiornika na wodę z fontanny. - Chciałabym gdzieś to urządzenie przenieść, ale nie mam gdzie. To jest ogromny problem – przyznała nam blisko dwa lata temu, gdy po raz pierwszy pisaliśmy o tej sprawie, prezes MZWiK Edyta Iwańska.
Zimą, gdy fontanna na placu Paderewskiego była nieczynna, wody w piwnicy pani Grażyny nie było. Teraz znowu się pojawiła. - W ubiegłym roku wymieniliśmy część kształtek z tworzywa sztucznego, które nie wytrzymały uderzeń wody. Teraz stało się to samo z kolejnymi, zwłaszcza że dzieci bawiące się w fontannie czasem zatykają wylot wody – mówi wodociągowiec Tadeusz Rugowski. Kierownik ma nadzieję, że po wymianie reszty kształtek na stalowe problem nie powróci. Obiecać tego jednak nie może. - A ja tylko czekam na kolejną awarię – G. Laskowska nie wierzy, że doraźne naprawy zmienią jej sytuację. Martwi się tym bardziej, że za chwilę będzie zapełniać piwnicę drewnem. Może tym razem to na drewnie wyrośnie jej grzyb? W końcu miała go już na ścianach i pieczarkę na podłodze.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze