Wydawało się, że czyn społeczny wszechobecny (i obowiązkowy!) w czasach Polski Ludowej bezpowrotnie przepadł w otchłani zmian ustrojowych i że dziś nikomu nic za darmo i kosztem własnego czasu robić się nie chce. Akurat... Mieszkańcy Radawnicy do serca wzięli sobie zasadę 3 razy Z (może i wymyśloną przez nas, ale zrealizowaną). Zaplanowali cel, zjednoczyli się i – po prostu – zrobili – podbudowę pod chodnik. Najpierw jednak spółki wodne wyprofilowały dno rowu, nad którym ten w przyszłości ma biec, potem mieszkańcy Radawnicy zaczęli układanie kamiennych kręgów, które następnie trzeba było scalić. To pierwszy etap robót. W drugim betonową rurę trzeba było zasypać, w kolejnym – wybrać ziemię z pobocza drogi, przy którym postępowały prace, i wysypać je tłuczniem. Efekt: teren pod budowę chodnika gotowy. Ten, na około 160-metrowym odcinku od radawnickiego kościoła pw. św. Barbary do cmentarza, powstać ma w przyszłym roku i – jak teraz – być efektem pracy mieszkańców wsi. Szczodrych, bo oferujących nie tylko siłę swoich rąk, ale i sprzęt niezbędny do przeprowadzenia robót ziemnych. Ładowarki, ciągniki i przyczepy – radawnicki plac budowy wyglądał naprawdę profesjonalnie, panował na nim też ruch zdecydowanie większy niż przy niejednej gminnej inwestycji. Efekt? Znak informujący o objeździe do cmentarza zniknął po dwóch dniach intensywnych prac, zwinięto też biało-czerwoną taśmę w czasie robót powstrzymującą kierowców przed wjazdem na drogę. - Zagrodziliśmy przejazd ze względów bezpieczeństwa – mężczyźni pracujący przy ul. Cmentarnej woleli dmuchać na zimne. Każdy kto widział ciężkie maszyny przecinające jezdnię w różnych konfiguracjach i transportujące betonowe kręgi mógł zrozumieć tę decyzję. Przy okazji kręgów – zostały one zakupione ze środków wydzielonych z funduszu sołeckiego. W przyszłym roku, korzystając z tego samego źródła, mieszkańcy Radawnicy zaopatrzą się w materiały niezbędne do budowy chodnika. Ten – jak można się domyślać, patrząc na tempo tegorocznych prac – również powstanie błyskawicznie. - Trening czyni mistrza – Tadeusz Brzeziński, jeden z kilkunastu mężczyzn, który uczestniczył w czynie, krótko podsumowuje montaż kręgów, co po osadzeniu pierwszych kilku elementów poszło jak z płatka.
Zajrzyj do galerii i zobacz jak praca dla wspólnego dobra jednoczy mieszkańców:
[[gal=11763]]
Doświadczenie to jedna rzecz, inna – członkinie Koła Gospodyń Wiejskich dbały o to, by panom nie spadł poziom kofeiny i cukru we krwi. W środę ciepłymi napojami i ciastem drożdżowym raczyły ich (i mnie) Grażyna Misiak, Julia Brzezińska i Lucyna Durecka. W czwartek natomiast „zaopatrzeniowcy”, czyli Elżbieta Brzezińska i Dorota Spychała częstowały (tak, i tu się załapałam) szarlotką i plackiem z jabłkami. Przerwa na małe co nieco (za wyjątkiem mojej osoby) była zasłużona – w wietrze, chłodzie, kurzu i – przede wszystkim – w pocie czoła pracowali wspomniany Tadeusz Brzeziński, Tomasz Czornij, Adam Czepulonis, Bernard Radowski, Mariusz Radowski, Marian Misiak, Radosław Misiak, Paweł Spychała, Józef Spychała, Henryk Durecki, Leon Herudaj, Stefan Herudaj, Jan Buława, Krzysztof Biedrzycki, Krzysztof Durecki, Marcin Wiącek, Jarosław Spychała, Mateusz Brzeziński, Gracjan Brzeziński, Janusz Witkowski i Piotr Brewka.
Gratulujemy wytrwałości.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze