Reklama

Kto i ile za to płaci?

24/11/2019 07:30

Od dwóch lat zakład produkcyjny Tivolo w Zakrzewie podczas wzmożonych opadów atmosferycznych jest zalewany. Na ratunek jadą strażacy. – Kto za to płaci? – pytają radni

Ostatnie zalanie tego zakrzewskiego zakładu, produkującego materiały drewniane, miało miejsce 10 września. Wówczas zagrożone zostały budynki produkcyjne, budynki obróbki drewna i magazyny z gotowym na sprzedaż asortymentem. Informacja o podtopieniu zakładu dotarła do Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Złotowie około godziny 8:00. Od 9 września nieprzerwanie padał w Zakrzewie intensywny deszcz.

Na miejsce zdarzenia wysłano dwa zastępy ratowników z miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej. Plac firmy został w całości zalany.

Reklama

– Działania straży pożarnej polegały na wypompowaniu wody przy pomocy pomp szlamowych oraz pomp pływających do studzienek burzowych – mówił Michał Falba, prezes OSP.

– Akcja trwała pięć godzin. Działania strażaków OSP Zakrzewo wsparła jednostka OSP Wersk. Łącznie przy podtopieniu pracowało kilkunastu strażaków.

– Jest tutaj swoista niecka – mówił nam wówczas Mieczysław Gniot, współwłaściciel zakładu Tivolo.

– Cała woda z okolic spływa i gromadzi się właśnie u nas, a że nasza produkcja ma to do siebie, że jest przy niej dużo trocin i pyłu, to te studzienki się szybciej zapychają. Przy normalnych opadach deszczu są one w stanie to przerobić, ale przy dużym i długim deszczu niestety nie.

Reklama

– Strat nie ma – mówi Gniot – bo szybko zareagowaliśmy. Jesteśmy już na to uczuleni i zabezpieczaliśmy szybko towar – wyjaśnia.

– Ale zagrożenie było spore i szybka pomoc strażaków okazała się nieodzowna – podkreślał.

Podobna sytuacja miała w zakładzie miejsce bodajże rok temu. I to właśnie niepokoi niektórych radnych. Na przedsesyjnej komisji rady gminy sprawę corocznego zalewania i pomocy strażackiej zakładowi, której nazwy dosłownie  nie wymienił, poruszył radny Damian Sieg z Werska.

– Dlaczego osoba prywatna, u której zdarza się to samo kolejny raz, nie płaci za interwencję? Każdy przecież jest odpowiedzialny za gromadzenie się wody na swoim podwórku – mówił. Na to pospiesznie odpowiadał mu radny Krzysztof Doroszuk.

Reklama

– To są akurat sytuacje nadzwyczajne – mówił – to tak jakby ktoś się dwa razy palił… i za drugim razem miałby zapłacić za interwencję?

– Moim zdaniem to są wyjazdy do głupstw – oponował młody radny Sieg – i być może dla podwyższenia frekwencji? Gmina ponosi koszty, a ktoś, kto wie przecież, że przyjdzie obfity deszcz, nic z tym od lat nie robi.

– Może rzeczywiście ten zakład mógłby – mówiła Ewelina Orzechowska – przedsięwziąć jakieś środki zapobiegawcze, by się wystrzegać takich sytuacji? Strażacy muszą reagować na wezwanie...

Reklama

– Aktualnie w naszym zakładzie trwa kompletowanie dokumentacji burzowej – mówi Romuald Zdrenka, współwłaściciel firmy – będziemy ją unowocześniać, zwiększać drożność i przekrój rur. Czekamy już tylko na zgody urzędowe i działamy. Specyfika naszego zakładu jest taka, że rury szybciej się zaklejają, na dodatek zbieramy deszczówkę sąsiadów, bo jesteśmy niżej położeni.

Michał Falba, prezes OSP Zakrzewo jest zbulwersowany takim stawianiem sprawy przez niektórych radnych z gminy.

– Straż, a ochotnicza tym bardziej, nie robi niczego dla pieniędzy. Naszym nadrzędnym celem jest pomoc ludziom i ich mieniu czy to w pożarze, wypadku, zalaniu czy przy kocie… Zawsze tam, gdzie ktoś się czuje zagrożony, a zarządzający nami dyspozytorzy dadzą zielone światło do działania.

Reklama

Koszt wyjazdu 2 jednostek OSP do przedmiotowego zakładu we wrześniu tego roku to kwota w przybliżeniu 800 zł, liczona ze sprzętem, paliwem i ekwiwalentem.

– Nie popadajmy w paranoję – mówi prezes Falba – każdy płaci podatki i ma prawo do ochrony. To jest zakład, który zatrudnia naszych mieszkańców. Ponadto w dniach, kiedy są u nas ulewy, pomagamy także innym prywatnym osobom, które walczą z zalanymi posesjami.
10 września tego roku strażacy na terenie Zakrzewa interweniowali trzy razy. Zakład Tivolo jest sponsorem wielu imprez w Zakrzewie, także wspiera lokalną straż pożarną. Radny Sieg, który jest także strażakiem, podkreśla, że celem jego zapytania w kierunku wójta nie było podważanie roli strażaków i ich nieodzownej pomocy, ale tylko i wyłącznie kwestia poprawy pewnego stanu rzeczy w gminie.

Reklama

– Jako radny gminny mam prawo pytać i dociekać w różnych kwestiach – puentuje.

Julita Milczyńska, fot. Andrzej Ławniczak

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Komuch - niezalogowany 2019-11-24 09:01:57

    Kto zapłaci radny z Wersją z diety radnego

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2019-11-24 09:51:24

    Aby woda nie stała wystarczy wywiercić kilka otworów na pół metra głębokości,wsadzić rurkę wąską ,szarą ale w tych najniżej położonych miejscach.
    partacze robili plac ale nie wiedzieli ,że w Zakrzewie padają deszcze.Firmę podać do publicznej wiadomości i już nikt już ich nie weźmie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2019-11-24 15:34:12

    Pod czas deszczu nawalnego rurkę to sobie można wstawić w d**e. Co jeszcze gupjego radni wymyślą, na co w gminie brakuje kasy pewnie na podwyżkę diety radnych ?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości