- Złotów wydaje się małym, sennym miasteczkiem, ale dzieją się w nim takie rzeczy, że włos na głowie się jeży - mówi psycholog Hanna Olencka. O przemocy wśród dzieci rozmawia z nią Łukasz Opłatek
Z badań Ośrodka Rozwoju Edukacji wynika, że co czwarty uczeń szkoły podstawowej jest ofiarą przemocy. Tak to rzeczywiście wygląda?
Jeśli jakiś dyrektor mówi, że u niego w szkole nie ma tego problemu, to nie mówi prawdy. Przemoc jest wszechobecna w szkołach, bo jest na nią duże przyzwolenie w naszym środowisku. Wystarczy popatrzeć, jak zachowują się młode mamy wobec swoich dzieci na ulicy. Gdy dziecko płacze, krzyczy, źle się zachowuje, od razu jest „klap, klap, klap” i koniec. Wówczas to dziecko wzrasta w poczuciu, że właściwie nie powinno wykonywać polecenia rodzica dopóki nie zostanie przywołane fizycznie do porządku.
Akcja wywołuje reakcję.
A dokładniej-chęć odwetu. Nawet w małym człowieczku jest coś takiego, że w złości rączka wędruje w górę. Jeżeli takie zachowania się powtarzają, to następuje ich eskalacja.
Przemoc, agresja towarzyszy nam na co dzień od najmłodszych lat.
W przedszkolach zwraca się na to dużą uwagę i tam przemocy jest mniej. W szkole, z powodu licznych klas, nie ma takiej szansy. Nauczyciel nie jest w stanie zapanować nad wszystkimi uczniami. Wystarczy, że dwoje z nich zachowuje się agresywnie i już jest problem, z którego nauczyciel musi się tłumaczyć.
Źródłem przemocy najczęściej jest rodzina. Problem wychowawczy jest wówczas, gdy dzieci nie słuchają rodziców, ale większy problem powstaje wówczas, gdy dzieci naśladują niewłaściwe zachowania rodziców
My, dorośli, jesteśmy modelami dla dzieci, które wzorują się na osobach dla siebie ważnych. Jeżeli mama i tata zachowują się agresywnie, wrzeszczą, mówią o sobie brzydko, to dzieci, słysząc to, robią tak samo. Potem rodzice dziwią się zachowaniu dzieci.
Agresji dziecko uczy się nie tylko w domu.
Jeżeli nie jest ono akceptowane takim, jakie jest w domu, to szuka akceptacji w innych grupach. Wśród rówieśników łatwo jest zabłysnąć przekleństwem czy czynem powszechnie nieakceptowanym. To jednak jest zła sława.
[[reklama]]
Gdy zachowania niewłaściwe się powtarzają, to karzemy dzieci.
Można pójść w kary, ale one bardzo szybko doprowadzą nas do ściany. Dzieci tak się w końcu na nie uodparniają, że kompletnie przestają reagować.
Przemoc w szkole to realny problem. Jak powinien zachować się nauczyciel, gdy widzi zachowania agresywne?
Z całą pewnością wyrazić dezaprobatę. Dziecko musi usłyszeć, tu i teraz, że to jest niewłaściwe. Natychmiastowe muszą być też konsekwencje. Czasami zwykłe powiedzenie: „słuchaj, jest mi przykro, że tak się zachowałeś” powoduje, że dziecko się tym strasznie speszy. Mało zwraca się na to uwagi, a takie zawstydzenie przynosi bardzo pozytywne efekty. To jest dotarcie do jestestwa dziecka, ale nie zniszczenie go. Chodzi o podanie dziecku ręki. Nie wolno mówić: „ale ty jesteś głupi”.
Nauczyciele są przygotowani do tego, by właściwie reagować na przejawy agresji?
Myślę, że tak, chociaż dziś szkoła zajmuje się nie do końca tym, co powinna. Liczą się wyniki, rankingi, papiery, a nie faktyczne wychowanie dzieci. Gdyby obdarzono nauczycieli większym zaufaniem i dano im więcej czasu na wychowanie dzieci, to sytuacja wyglądałaby odmiennie. Większość nauczycieli jest wrażliwa na potrzeby i rozwój emocjonalny dzieci, niestety spora część z nich czuje się w wielu sytuacjach wychowawczych bezradna, bo mają tysiące innych rzeczy do zrobienia.
Zdarza się, że odwracają głowy, dając nieme przyzwolenie na przemoc w szkole?
Podobno się zdarza, choć ja osobiście tego nie widziałam. Słyszałam jedynie o takich przypadkach od rodziców. To jest delikatna sprawa, bo łatwo można kogoś osądzić. Nie mówiłabym tu o przyzwoleniu, raczej o nieuwadze.
Wokół nas panuje swego rodzaju kultura przemocy. Stykamy się z nią na ulicy, w domu, w telewizji.
Media, pokazując przemoc, wychowują trzy rodzaje osobowości. Pierwszą jest obserwator – osoba tak znieczulona, że nieważne, czy widzi przemoc w filmie, czy w realu – ona nie reaguje. Drugim rodzajem jest agresor, który w postaci filmów, gier, bajek otrzymuje instruktaż, jak stosować przemoc. I stosuje ją. Trzecim typem jest osoba lękliwa, która boi się i reaguje strachem na każdy rodzaj przemocy.
I staje się jej potencjalną ofiarą.
Daje sygnał otoczeniu, że jest słabsza, a agresor takich osób szuka. Tak czy inaczej, żadna z wymienionych opcji nie służy prawidłowemu rozwojowi osobowości i rodzice powinni mieć to na uwadze. Nie twierdzę, że mają zamknąć telewizor i komputer na cztery spusty, ale muszą mieć kontrolę nad tym, co ogląda ich dziecko.
Badacze przemocy w szkołach wyróżniają trzy jej rodzaje: dziecko – dziecko, dziecko - nauczyciel i nauczyciel - dziecko.
Najczęściej agresja występuje między uczniami. Coraz częściej niestety dzieci używają przemocy wobec nauczycieli. Pedagodzy wiedzą, że nie mogą okazać cienia agresji wobec dzieci i mimowolnie stają się ofiarami. Nasz system oświatowy nie broni nauczyciela. Jest co prawda zapis w Karcie Nauczyciela, że nauczyciel prowadzący zajęcia jest traktowany funkcjonariusz publiczny i osoba stosująca wobec niego przemoc fizyczną czy też agresję słowną odpowiada karnie. Proszę mi wierzyć, że tego rodzaju doniesienia były w Złotowie składane. Są tutaj szkoły, w których ten zapis traktowany jest absolutnie serio i uczniowie o tym wiedzą.
Ci w podstawówkach i gimnazjach również?
Tam za mało się o tym mówi, a dzieci wiedzą, że do trzynastego roku życia nie ponoszą prawnej odpowiedzialności za swoje zachowania. Powinny jednak wiedzieć, że konsekwencje ich czynów ponoszą rodzice. Nie twierdzę, że trzeba od razu karać, ale trzeba ich uprzedzić o możliwości takich konsekwencji.
Dziś agresja dzieci wobec nauczycieli czasem ma miejsce przy aprobacie rodziców. Dziecko mówi, że pokłóciło się z panią, a rodzic: dobrze zrobiłeś, trzeba o swoje walczyć. Gdzieś jest takie przekonanie, że swoje racje trzeba wykrzyczeć, bo inaczej nikt nas nie wysłucha.
[[reklama]]
A wysłucha?
Wszystko można powiedzieć, np. że zostałam źle oceniona, ale ważna jest forma tej wypowiedzi. Jeśli to wykrzyczymy, to nie ma szans, że nauczyciel nas wysłucha. On będzie się bronił i wykorzysta do tego swoją pozycję. Jednak jeśli uczeń powie to spokojnie, to nie wierzę, że nauczyciel nie weźmie jego stanowiska pod uwagę.
Mówiła Pani, że karanie to zły pomysł.
Karami niczego dobrego się nie zdziała. Karaniem wzmacniamy to, co nam się w zachowaniu dziecka nie podoba. Wyłącznie nagradzanie jest efektywne w wychowaniu – powinniśmy wzmacniać zachowania przez nas aprobowane. Takie stanowisko wymaga dużego wysiłku ze strony nauczycieli, wychowawców i rodziców ale gdybyśmy poszli w tym kierunku, to mielibyśmy lepsze rezultaty zapobiegania przemocy w szkole.
Nauczyciele mówią, że dzieci bawią się, bijąc. Agresja w szkole jest na tyle normalna, że pojawia się zjawisko fali.
To jest bardzo groźne. Nauczyciele, dyrektorzy zwracają na to uwagę i próbują temu zapobiegać. Udaje się to z różnym skutkiem, bo dzieje się to gdzieś „pod skórą”. Miałam taką sytuację, że dziecko naraziło się osobie ważnej w klasie, po czym ta „ważna” osoba zakazała pozostałym uczniom rozmawiać z tym dzieckiem. To trwało kilka miesięcy. Wyobraża pan sobie sytuację psychiczną tego dziecka? Ono było u kresu wytrzymałości psychicznej, na skraju załamania nerwowego.
Przemoc zaczyna się zwykle od agresji słownej. Dziś nazwanie kolegi debilem czy nauczycielki kretynką to nic niezwykłego.
Dlatego, że na to nie reagujemy. Dziecko musi wiedzieć, że to jest niedopuszczalne.
Może wynika to z braku jasnych norm zachowania w szkole, rodzinie, społeczeństwie?
Wszystko zaczyna się i kończy na rodzinie. Jeżeli dziecko trzyletnie mówi w obecności matki „kuwa”, to nie oszukujmy się – ono tak samo powie do człowieka na ulicy, bo uznaje to za normę. A mama się śmieje, bo to fajnie brzmi, jak takie maleństwo mówi „ kuwa”. Kiedyś jednak ono wyartykułuje to „r” soczyście i wówczas nie będzie już tak wesoło.
Dlaczego przemoc w szkołach to coraz częstszy problem?
Z powodu rozluźnienia relacji rodzinnych i mniejszego poszanowania wartości. Czasem w wyniku pogoni za dostatkiem, a czasem przez walkę z biedą. Przez to wszystko gubimy to, co ważne – dobro dziecka. A nasze dziecko jest małe tu i teraz, i teraz trzeba w nim nagradzać to, co robi dobrego, a złe zachowania spokojnie wyrugować.
Póki co to szkoły proszą o zatrudnienie psychologów, bo wiedzą, że problemów wychowawczych przybywa.
To dobry kierunek, choć na początek warto by było zmniejszyć liczebność klas, by nauczyciel miał więcej do powiedzenia.
To jest ekonomicznie nieuzasadnione – tak powiedzieliby samorządowcy.
Wiem, ale jeżeli będziemy wszystko przekładać na pieniądze, to nie dziwmy się potem, że pewne rzeczy zostały zaniedbane. Bo później będziemy jako państwo wydawać więcej na resocjalizację jednostek aspołecznych, a potem na ich utrzymanie w zakładach karnych.
Konsekwencja niepowstrzymania rozwoju agresji mogą być dla społeczeństwa poważne.
Jeżeli nie zareagujemy na zachowania opozycyjno-buntownicze dzieci, to dochodzi do pełnych zaburzeń zachowania. Dzieci wówczas wagarują, kradną, piją alkohol, narkotyzują się, szybciej dochodzi do inicjacji seksualnej. Robią wszystko to, czego rodzice się boją. 95% dzieci z zaburzonym zachowaniem, bez pomocy specjalistycznej kiepsko z tego wychodzi. W ostateczności to z nich wyrastają pensjonariusze zakładów karnych, niebieskie ptaki, osoby które nie potrafią być odpowiedzialne. To już są ludzie pokrzywieni psychicznie. Jeśli mamy, więc zadbać o przyszłość naszych dzieci i naszą, to musimy to zrobić
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze