Lekarz ze Złotowa wystawiał recepty bez uprawnienia, wykorzystując część bazy danych pacjentów innej firmy. Jego winę uznały sądy: rejonowy i lekarski. Ale sprawa toczyć się będzie dalej
8 listopada 2011 roku. Lekarz medycyny Jerzy Stępień wystawia receptę. Od kilku dni prowadzi własną przychodnię, ale swoją pieczątkę przystawia na druku Zakładu Diagnostyczno–Leczniczego „Medyk”. Nie pracuje w nim od września 2011 roku. Skąd ma dane „Medyka”? - Stwierdziliśmy, że musieli pobrać jakąś część komputerowej bazy danych – o państwu Stępień mówi właściciel przychodni „Medyk”, Krzysztof Brózda. Mężczyzna zawiadamia prokuraturę.
Urodzaj pacjentów
Zakład Diagnostyczno–Leczniczy „Medyk” działa od 2002 roku. Państwo Stępień związani byli z nim od początku. Najpierw na etatach, a później na własnej działalności gospodarczej. Łącznie mieli około 5800 pacjentów, podczas gdy limit wskazany przez Narodowy Fundusz Zdrowia to 2750 pacjentów na jednego lekarza. W szczytowym momencie doktor Stępień opiekował się 3664 pacjentami. Dlatego w czerwcu 2010 roku NFZ zwracał się do właścicieli przychodni z prośbą o „dostosowanie stanu faktycznego do wymaganych norm poprzez zatrudnienie dodatkowych lekarzy”.
[[reklama]]
Krzysztof Brózda: - Zaczęły się niesnaski jak państwo Stępień się zorientowali, że tutaj będzie ktoś następny.
Rafał Brózda dodaje, że chodziło im także o usprawnienie pracy małżeństwa lekarzy. -Musieli pojedynczo na urlopy chodzić i pani Stępień dawała do zrozumienia, że jednak ją to męczy trochę.
Joanna Stępień widzi to inaczej: - To myśmy sobie ten POZ wymyślili i widzimy go jako ciągłość opieki nad pacjentem. Dlatego z mężem pracujemy przez cały dzień, żeby pacjent miał do nas dostęp przed i po południu. Tak chcieliśmy pracować. Nigdy nie prowadziłam jakichkolwiek rozmów z Radosławem Brózdą na temat urlopów i mojego domniemanego zmęczenia. - My nie mieliśmy nic przeciwko zatrudnieniu dodatkowych lekarzy, ale pan Brózda zażądał, abyśmy my jako firma przyjęli w swoje koszty jego pracownika, który nie miałby wobec nas żadnej podległości służbowej. Mógłby siedzieć i pić kawę, bo nie miałby mieć listy aktywnej - dodaje mąż kobiety. - Nie mieliśmy nic przeciwko temu, by nowo zatrudniony lekarz budował własną listę pacjentów na takich samych zasadach jak my - dodaje. [[nowa_strona]] Wrogie przejęcie
Efektem nieporozumień między właścicielem a lekarzami jest wypowiedzenie. 31 lipca 2011 roku państwo Stępień rezygnują z pracy w „Medyku”. Z trzymiesięcznego wypowiedzenia nie mają szansy się wywiązać. - Wtedy zaczęli zbierać deklaracje od pacjentów. Ta sytuacja zmusiła mnie do zerwania umowy w trybie natychmiastowym, 20 września. Potraktowałem to jako konkurencyjną działalność – uzasadnia K. Brózda.
Państwo Stępień twierdzą z kolei, że pacjent musi wiedzieć, że warunki jego leczenia ulegają zmianie. - W kontrakcie jest napisane, że jeżeli pacjentowi mają się zmienić warunki świadczenia usług, to musi być o tym trzy miesiące wcześniej poinformowany. Czekaliśmy miesiąc, aby pan Brózda powiadomił pacjentów o zmianie personelu. Ponieważ tego nie zrobił, więc my wykonaliśmy za niego to zadanie – twierdzi Jerzy Stepień.
[[reklama]]
W listopadzie lekarze rozpoczynają formalnie działalność we własnej przychodni. - A od 24 września do 1 listopada świadczyliśmy usługi dla pacjentów bez kontraktu z NFZ–em, na własny koszt. To były potężne kwoty, które spłacamy do dziś – podkreślają państwo Stępień. - W tym czasie NZOZ „Medyk” realizował w NFZ rachunki za nasze listy aktywne, pomimo uprzedniego wyrzucenia nas z pracy – dodają.
22 lutego 2012 roku Sąd Rejonowy w Złotowie wydaje wyrok nakazowy, bez przeprowadzania rozprawy. Brzmi on: „Obwinionego Jerzego Stępnia uznaje się winnego wykroczenia (...) popełnionego w ten sposób, że w dniu 2 i 8 listopada w Złotowie w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, wykonując usługi medyczne wystawił recepty bez uprawnienia, wykorzystując część nienależącej do niego bazy danych, czym działał na szkodę Zespołu Diagnostyczno–Konsultacyjnego „Medyk” Złotów”. Lekarz się przyznaje i wyjaśnia: - Sytuacja była taka, że przyjmowaliśmy po zmianie miejsca praktyki codziennie po 100-150 nowych pacjentów, odtwarzaliśmy ich historię leczenia, zlecania, aktualizowaliśmy zlecenia kontrolne. I jeśli ja mam do wyboru pracę z pacjentem lub chodzenie po sądach, to wybieram dobrowolne poddanie się karze. [[nowa_strona]] Kara to pięćset złotych grzywny plus pokrycie kosztów postępowania - pięćdziesiąt złotych. Lekarz tłumaczy, że „były drukowane recepty ze źle podczepionego wzorca, które zawierały podwójne dane NZOZ „Medyk” i naszą pieczątkę”. Podobna sytuacja dotyczyła skierowań do specjalistów. - Tylko czyją własnością intelektualną jest aplikacja, którą ja napisałem dla mnie i dla mojej żony, z których myśmy korzystali na rzecz „Medyka”? Jeśli myśmy napisali tę aplikację, to my jesteśmy właścicielami tej myśli, bo to jest innowacja. Używanie dalej tego przez nas jest jak najbardziej uprawnione. Natomiast dalsze użytkowanie tych aplikacji przez personel NZOZ „Medyk” jest bezprawne - uważa Jerzy Sępień.
Biegły powołany przez OSL w Poznaniu stwierdził coś zupełnie innego. Właścicieli „Medyka” wyrok ten zadowolił. - Nie odwoływaliśmy się. Prawnicy twierdzili, że to będzie długa sprawa, a to nas w miarę usatysfakcjonowało. W każdym razie jest ślad, że pan Stępień dopuścił się wykroczenia – mówią K. i R. Brózda.
Lata pracy w gruzach
„Medyk” działa dalej, dziś ma około dwóch tysięcy pacjentów. Zdaniem Krzysztofa Brózdy, Jerzy Stępień przejął dużą część pacjentów jego firmy. - W ustawie jest zapisane, że pacjent ma prawo wyboru lekarza. Myśmy pacjentów nie trzymali pod korcem, to był ich swobodny ruch – o przejściu pacjentów do nowej przychodni mówi lekarz Stępień. Krzysztof Brózda jednak działania lekarza uznał za celowe i niezgodne z etyką zawodową, dlatego zgłosił sprawę do Wielkopolskiej Izby Lekarskiej.
[[reklama]]
W lutym tego roku Okręgowy Sąd Lekarski w Poznaniu, po trzech rozprawach, orzekł, że Jerzy Stępień jest winny przewinienia zawodowego i wymierzył mu karę upomnienia. Lekarz musiał też pokryć koszty postępowania – ponad tysiąc pięćset złotych.
Nieetyczne zachowanie lekarze zarzucają z kolei byłemu pracodawcy. - Dopiero po skargach pacjentów neurologicznych, że kontrakt nie jest realizowany, pan Brózda oficjalnie przyznał Funduszowi, że żona już u niego nie pracuje – wytyka Jerzy Stępień. [[nowa_strona]] Lekarz medycyny rodzinnej, choć w postępowaniu przed Sądem Rejonowym w Złotowie przyznał się do winy i mówił: „z ubolewaniem stwierdzam, że nie zdołałem usunąć wszystkich nagłówków z wszystkich form wydruku, co zaowocowało błędnym umieszczeniem ich na wydrukach wychodzących z LP Panaceum”, jednak od orzeczenia sądu lekarskiego się odwołał. Jerzy Stępień: - Gdyby lekarz pracujący w pogotowiu przez pomyłkę wystawił receptę na tamtym bloczku w przychodni, to czy to jest sprawa, która powinna toczyć się w sądzie i sądzie lekarskim? Pan Brózda nie ma żadnych dowodów, że ja wchodziłem do jego systemu czy serwera.
Wygląda na to, że upomnienie od kolegów - lekarzy boli państwa Stępień bardziej niż orzeczenie sądu powszechnego. - To, że nie usunęliśmy danych „Medyka” z jednego czy dwóch druków nie znaczy, że można z tego robić przestępstwo na poziomie błędu lekarskiego, to już przesada – uważa Joanna Stępień.
[[reklama]]
- Rzecznik powiedział mi, że w ogóle nie kierowałby sprawy do sądu lekarskiego gdyby nie to nieszczęsne orzeczenie sądu powszechnego, na które ja się zgodziłem. Rozprawa odwoławcza w Naczelnym Sądzie Lekarskim w Warszawie odbyła się 23 maja. Jerzy Stępień: - Sąd ten uchylił wyrok Okręgowego Sądu Lekarskiego w Poznaniu i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia ze wskazaniem konieczności uwzględnienia domniemania niewinności oskarżonego.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze