O współpracy z byłym i obecnym burmistrzem, nadchodzących wyborach i byciu saperem opowiada Tomasz Ciechanowski
Jak długo pełni Pan rolę sekretarza w tutejszym urzędzie? 15 stycznia tego roku minęło 10 lat, od kiedy zacząłem tutaj pracę.
A co było wcześniej? Przez osiem lat byłem m.in. w szczecińskim batalionie saperów.
Tworzył Pan i rozbrajał bomby na potrzeby wojska? Byłem raczej odpowiedzialny za szkolenie w tym zakresie. Mam wiedzę, która mogłaby pozwolić stworzyć ładunek, dlatego tym bardziej zabraniam moim synom zabaw jakimikolwiek petardami czy racami. Zbyt wiele razy widziałem w życiu efekty pomyłek saperów. To nie jest miły widok.
Później przyszedł czas na stabilizację, spokojniejsze, mniej „wybuchowe” zajęcie? Zdecydowanie tak. Do Krajenki trafiłem z Gryfina w 1998 roku, choć te tereny znane też były mi już wcześniej, bo moja mama i dziadkowie pochodzą z nieodległej Wysokiej, więc tam, w Krajence czy w Łobżenicy często spędzało się wakacje. Po wojsku rozpocząłem pracę w pilskiej spółdzielni mieszkaniowej jako kierownik administracji. Później było Starostwo Powiatowe w Złotowie, gdzie byłem dyrektorem wydziału aktywizacji zawodowej, a następnie dyrektorem wydziału promocji.
Tomasz Ciechanowski niegdyś szkolił saperów, od ponad 10 lat jako sekretarz zawiaduje krajeńskim urzędem
A potem trafił Pan do urzędu w Krajence? W jaki sposób to się stało? Stanowisko dyrektora w jednostce powiatowej wydaje się być chyba lepsze, bardziej prestiżowe. Nie powiedziałbym, że bardziej prestiżowe. Człowiek cały czas szuka nowych wyzwań i ja też poszukiwałem. Ofertę pracy sekretarza w urzędzie dostałem od ówczesnego burmistrza Janusza Szczerbiaka, który szukał następcy po odchodzącej wówczas na emeryturę pani sekretarz.
[[reklama]]
Miał Pan okazję współpracować już z dwoma burmistrzami. Za kadencji którego z nich pracuje się lepiej? Zdecydowanie z obecnym burmistrzem Stefanem Kitelą.
Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że jest dużo spokojniej niż było przed 2010 rokiem. Wiąże się to też z większym poziomem bezpieczeństwa.
Bezpieczeństwa Pana jako osoby pracującej w urzędzie czy bezpieczeństwa samego urzędu, bezpieczeństwa gminy? Bezpieczeństwa mojego i moich współpracowników oraz bezpieczeństwa współpracy gminy z innymi samorządami, organizacjami czy jednostkami, zwłaszcza z najbliższej okolicy. W niektórych momentach, za rządów pana Szczerbiaka, można było w pracy spalać się nerwowo ze względu na to, że była to praktycznie ciągła walka. Jak nie z osobami, to z instytucjami, która też generalnie sprowadzała się do walki personalnej. To było przekładane na cały urząd, a przez to na wszystkich pracowników, w tym także i na mnie.
Mamy jednak rok wyborczy i wszystko może się zdarzyć? Nie wiadomo....
To tylko fragment wywiadu Szymona Chwaliszewskiego z AL 08/2014, s. 28
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze