Od lat nie żałuje grosza na lokalny sport. Kiedyś sam go uprawiał, w szranki stawał nawet z Władysławem Komarem. "Madro", czyli Mariusz Drążkowski, któremu życie dało ostro popalić: alkohol, rozwód, tragiczna śmierć syna, próby wyłudzenia pieniędzy i wypadek, w którym prawie stracił życie
To prawda, że jest Pan wręcz fanatycznym miłośnikiem sportu? Tak. Mam pod tym względem fioła. Przez lata aktywnie uprawiałem sport, a gdy osiągnąłem słuszny wiek sport zacząłem wspierać organizacyjnie i finansowo. Lubię doceniać, że ktoś coś potrafi i jeśli mogę, chcę pomagać. Tak zaczęła się przygoda z drużyną Madro, która od kilku lat jest niepokonana w zakrzewskiej lidze futsalu. Chłopcy przyszli pewnego wieczora, powiedzieli, że ruszają rozgrywki na nowej hali, a mają tylko 50 zł - to za mało na wpisowe i sprzęt. Zapytali, czy bym ich nie wsparł finansowo. Dołożyłem się do wpisowego, kupiłem stroje, nawet porządne, firmy Zina, do dzisiaj nam służą. Postawiłem warunek, że musimy się jakoś nazywać i padło na Team Madro – to drugie słowo to nazwa mojej firmy od pierwszych liter imienia i nazwiska. Zespół przez lata nieco się zmienił, ale większość gra w nim od początku. W pierwszej edycji sam nawet grałem.
[[reklama]]
To tylko fragment artykułu P. Steffena z AL 06/2014, s.20
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze