Przewodniczący Rady Miejskiej Złotowa nie ma takich aspiracji – na razie. Czy ma je Agnieszka Jęsiek-Barabasz? - Chyba jeszcze nie – odpowiada Stanisław Wojtuń. Z przewodniczącym rady rozmawia Piotr Steffen
Dlaczego radnym spoza waszego klubu „Połączył nas Złotów” nie oddaliście funkcji wiceprzewodniczącego rady? W poprzedniej radzie tak było – większość, jaką miał klub „Zadbajmy o Złotów”, oddała wam to stanowisko – przewodniczącym był Krzysztof Żelichowski, a jego zastępcą Pan.
To wcale nie jest regułą. Owszem, we wcześniejszej kadencji zastępcą był Roman Głyżewski, a przewodniczącym Stanisław Pikulik, ale z kolei jeszcze wcześniej przewodniczącą była pani Chorabik, a ja byłem zastępcą, gdzie tworzyliśmy przecież koalicję. Czyli tej zasady nie było. Natomiast trzeba pamiętać, że cztery lata temu sytuacja podziału funkcji w prezydium wynikała z tego, że wtedy ośmiu radnych z klubu „Zadbajmy o Złotów” obsadziło funkcje przewodniczącego i przewodzenie wszystkim siedmiu komisjom. Tylko dlatego oddali stanowisko wiceprzewodniczącego rady. My mamy dwie osoby w prezydium, za to oddamy część przewodniczenia w komisjach. Szczerze mówiąc, nawet nie wiem, kto w obecnej sytuacji z drugiej strony miałby być wiceprzewodniczącym, natomiast jestem przekonany, że dobrze będzie mi się współpracowało z Agnieszką Jęsiek-Barabasz. Rozmawialiśmy o tym i podzieliliśmy już między sobą obowiązki, m.in. w zakresie dyżurów. Podobnie będzie z reprezentowaniem miasta na oficjalnych wydarzeniach.
Mówi się, że Pana wybór jest o tyle niefortunny, że jest pewna zależność wynikająca z prowadzonej przez pana działalności deweloperskiej czy związanej ze spółdzielnią mieszkaniową.
Szczerze mówiąc nie bardzo rozumiem te wątpliwości. Nie widzę tych zależności.
Jest Pan skazany na relacje zawodowe z urzędem, m.in. szukacie terenów pod inwestycje, zależy panu na prowadzeniu interesów deweloperskich w mieście, oczekujecie pewnej przychylności ze strony samorządu. Rodzą się też pytania, czy będzie Pan bardziej reprezentantem mieszkańców, czy deweloperem, gdzie na pewno będzie dochodzić w tym względzie to spornych sytuacji. Nie brak komentarzy, że będzie Panu trudniej o niezależność w stosunku do burmistrza, a i on może od Pana oczekiwać czegoś w zamian za swoją przychylność.
Nigdy nie byłem traktowany w uprzywilejowany sposób w porównaniu do innych przedsiębiorców działających w tej branży. W przypadku terenów inwestycyjnych, one są sprzedawane w przetargach, do których może przystąpić każdy. Ogłoszenia i informacje o przetargach są jawne. Nie widzę tutaj problemu. Natomiast obsługiwani jesteśmy jak każdy inny mieszkaniec miasta. Inna sprawa, że jeśli chodzi o domysły, to kto chce, ten zawsze będzie ich szukał. Bez względu na to, kto byłby przewodniczącym rady.

- Zważywszy na personalną obsadę tej rady, muszę się przygotować na to, że niejednokrotnie będę musiał tonować pewne sytuacje - przyznaje Stanisław Wojtuń
Skąd mieliście pewność, że Pana kandydatura na stanowisko przewodniczącego rady przejdzie? Jak to sobie policzyliście? Były jakieś rozmowy z którymś z klubów?
Nie. Po prostu nie mieliśmy informacji, że będzie jakikolwiek kontrkandydat. Układ w radzie jest teraz taki, że założyliśmy, iż pozostali radni nie dogadają się i nie stworzą jakiejś koalicji z prostej przyczyny: to obozy obecnego i byłego burmistrza.
Mieliście pewność, że się nie dogadają?
Wydawało się to niemożliwe. Poza tym jest trzech radnych w komitecie burmistrza i trzech, którzy są w klubie będącym w opozycji. To za mało.
W samorządach i lokalnej polityce działy się już różne cuda. Tym bardziej, że do „zagospodarowania” są jeszcze radni Żelichowski i Chamarczuk.
Mięliśmy jednak przekonanie, że nie będzie zjednoczenia, a tym samym i kandydata z drugiej strony rady. Nie wiem, kto miałby się tam wyłonić do takiej funkcji.
Z żadną ze stron nie prowadziliście jakichkolwiek rozmów? Choćby indywidualnych z radnymi?
Były rozmowy, choć prawda jest też taka, że nie ze wszystkimi udało nam się skontaktować.
Gdy po wyborach rozstawił Pan już sobie wszystkie karty w talii, było dla Pana oczywistym, że rola przewodniczącego może być tylko dla Pana?
Oczywiste to nie było, tym bardziej, że początkowo nie miałem wcale pewności, że chcę pełnić tę funkcję.
Kiedy rozmawialiśmy po sesji inauguracyjnej, otwarcie Pan przyznał, że się do tego nadaje.
Tak, ale było to już po pewnych przemyśleniach. Faktycznie mam dużo zajęć, sporo pracy, ale prawda jest taka, że im człowiek ma jej więcej, tym lepiej to wszystko sobie układa. Mam doświadczenie i wiedzę samorządową, więc nie widzę powodów, żeby się tym nie podzielić. Przewodniczący to w pewnym sensie łącznik między radą a burmistrzem i wydaje mi się, że mój charakter, podejście do pewnych spraw predysponują mnie do tego zajęcia. Jestem zwolennikiem dialogu, rozmów, kompromisów i porozumienia. I to mogę zagwarantować. Sądzę, że burmistrz również jest zadowolony z tego, że jestem przewodniczącym.
Chce Pan powiedzieć, że jest większym gwarantem kompromisu niż Krzysztof Żelichowski w poprzedniej kadencji?
Ta kadencja nawet zaczyna się inaczej niż poprzednia. Wtedy już na samym początku była postawiona wyraźna bariera. Grupa radnych, która wygrała wybory od razu powiedziała, że nie będzie współpracować z burmistrzem. My nie mamy większości, jest nas siedmioro, ale deklarowaliśmy współpracę. Burmistrz również, więc zaczynamy od porozumienia, od próby dogadania się. Mam nadzieję, że się uda. Najważniejsze, że jest dobra wola.
Mówi Pan, że w poprzedniej kadencji już na początku postawiono mur. Minęły jednak cztery lata i z bliska wszystko Pan obserwował. Wie Pan, kto kiedy zawinił: kiedy radni, a kiedy burmistrz. Jak z dzisiejszej perspektywy rozdzieliłby Pan winę za to, że te relacje były tak zaognione przez ostatnie lata?
Myślę, że po połowie, ale powodem tego było to, jak zaczęła się tamta kadencja. Założenie grupy rządzącej od początku było takie, że nie będą współpracować z burmistrzem. Aczkolwiek on nie zrobił, przynajmniej na tyle, na ile ja mam wiedzę, choćby kroku, który byłby próbą porozumienia. Gdyby to zrobił, miałby nawet czyste sumienie, zawsze mógłby powiedzieć, że próbował, a oni powiedzieli: NIE. Natomiast później trudno już było ten stan zmienić i tak zostało do końca kadencji. Na początku, pewnie za sprawą braku doświadczenia, burmistrz myślał, że bez radnych sobie poradzi. Na swój sposób radził sobie, ale ostatecznie rady do siebie nie przekonał, nie wszystkie jego zamierzenia udało się zrealizować.
Kiedy na ubiegłotygodniowej sesji głos zabrała radna Mariola Wegner, obserwowałem Pana. Burmistrza również. Wymieniliście Panowie porozumiewawcze spojrzenia i uśmiechy. O czym to świadczyło?
Ja tego nie zauważyłem (uśmiech).
Zapewniam, że tak było. Do kogo więc w tym nowym układzie jest Panu mentalnie bliżej – do burmistrza czy do rady?
Oczywiście, że jestem z radnymi. I od razu muszę zaznaczyć, że nie mam żadnych bliskich relacji z burmistrzem, w takim sensie, że wcześniej o czymś rozmawialiśmy, mimo tego, że w poprzedniej kadencji rzeczywiście było mi to zarzucane. I to nie raz. Powiem natomiast wprost, że poprzedni układ mi się nie podobał. To było toksyczne. Próbowałem to zmieniać i czasami byłem jak jedyny w tym gronie „rozmawiacz”. Dochodziło do takich sytuacji, że pomimo iż mieliśmy na początku ustalone z burmistrzem, że spotykamy się przed ułożeniem porządku obrad w składzie: przewodniczący rady i klubów, radni niezrzeszeni, to w pewnym momencie sam przychodziłem na te spotkania. Nie było więc sensu tego kontynuować. Chcę przez to powiedzieć, że bywały takie sytuacje, kiedy jako jedyny w poprzedniej radzie chciałem rozmawiać. I nadal chcę. Od początku mamy taki zamysł, żeby wszyscy radni spotykali się z burmistrzem. W pierwszej kolejności chcemy wspólnie ustalić kierunki działania na najbliższe pięć lat. Chcemy to zrobić jeszcze w grudniu, czasu jest w sumie mało i może to się w tak krótkim terminie nie udać. O takich kwestiach wszyscy powinni rozmawiać, cała piętnastka radnych plus burmistrz.
Gdy rozmawialiśmy po sesji wspomniał Pan, że nie było wewnątrz waszego klubu głosowania nad tym, komu powierzyć funkcję przewodniczącego i zastępcy, że sami uzgodniliście to w rozmowie z Agnieszką Jęsiek-Barabasz. Jak ta rozmowa wyglądała? Bardzo zależało jej na funkcji przewodniczącego, czy od razu ją Panu odstąpiła?
Właściwie od razu. Nie widziała się w tej roli.
Od początku wiedział Pan, że to ona będzie drugą potencjalną kandydatką do roli przewodniczącego, ewentualnie do funkcji zastępcy?
Gdy nasza grupa zdobyła swoją liczbę mandatów, szczerze mówiąc nawet nie zastanawiałem się, jak będzie to wyglądać. Natomiast odnosząc to do tego, co działo się w starostwie powiatowym, nie chciałem takiej sytuacji w radzie miejskiej. Zresztą powszechnie wiadomo, że niestety tam jest już zabawa w politykę, tutaj niekoniecznie. Wchodzimy do rady indywidualnie, nawet jeśli tworzyliśmy jakiś komitet, a dalej klub. Chcemy utworzyć klub radnych, ale gdyby okazało się, że ktoś chce iść teraz własną drogą, też nie miałbym nikomu niczego za złe. Inna sprawa, że rzeczywiście mamy pewne wspólne plany. Powiem więcej, one w dużej mierze są zbieżne z zamierzeniami burmistrza.
Są w tej radzie osoby, które z racji stażu w samorządzie, ale też doświadczenia, merytoryczności i wiedzy, bardziej niż A. Jęsiek-Barabasz zasługiwały na funkcję Pana zastępcy?
Nie wiem, czy takie atrybuty powinny o tym decydować, skoro ta funkcja jest jednak dość ograniczona.
Chociażby w kontekście prestiżu, docenienia w tym sensie takich atrybutów?
Ja bardziej patrzyłem na tę sytuację pod kątem współpracy. Nie w odniesieniu do tego, czy ktoś na to zasługuje, bo jest wieloletnim radnym. Nie jesteśmy w radzie po to, żeby przejmować stanowiska, tylko po to, żeby pracować.

Stanisław Wojtuń odbiera zaświadczenie o wyborze na radnego wręczone podczas sesji inauguracyjnej przez przewodniczącego miejskiej komisji wyborczej Mariusza Skrentnego
Pomysł z wiceprzewodniczącą Agnieszką Jęsiek-Barabasz był jej propozycją, Pana czy klubu?
Kierowaliśmy się ilością głosów otrzymanych w wyborach. Tak wyszło, że z naszego komitetu Agnieszka i ja zdobyliśmy ich najwięcej.
Mówi się, że zarówno Pana zastępczyni jak i osoby, które za nią stoją, mają dużo większe aspiracje co do jej samorządowej przyszłości. Pytam o Pana odczucia w tym względzie.
Nie wiem. Zresztą jako klub namawialiśmy ją do tego, żeby kandydowała na burmistrza.
Co powiedziała?
Chyba, że jeszcze nie, lub ja to tak odebrałem. Być może zatem te aspiracje faktycznie są większe.
Po sesji inauguracyjnej przyznał Pan, że trochę obawia się możliwych sytuacji – chodziło tylko o to, jak może postępować Krzysztof Koronkiewicz, który wydaje się najbardziej emocjonalnie działającym radnym w waszej grupie?
Prawdą jest, że jest raptusem i czasami niepotrzebnie mówi pewne rzeczy, nie zawsze powinien to robić oficjalnie, publicznie. Nie jest to potrzebne, bo stwarza złą atmosferę. Mam nadzieję, że będzie nad tym pracował, inna sprawa, że nie wiem, czy mu się to uda. Natomiast osobiście bardzo jestem też ciekaw postawy, jaką przyjmie Stanisław Wełniak, który wiele lat był burmistrzem – jak on podejdzie do funkcji radnego.
Czego Pan się spodziewa?
Nie zastanawiałem się nad tym. Natomiast mam świadomość, że zważywszy na personalną obsadę tej rady muszę się przygotować na to, że niejednokrotnie będę tonować pewne sytuacje.
Wasz klub jest bardzo specyficzny. „Połączył nas Złotów” brzmi górnolotnie, a ja już mam informacje, że między wami na samym starcie pojawiły się tarcia i to dość ostre.
Ta nazwa faktycznie jest trochę przewrotna, bo pomimo dużych indywidualności, potrafiliśmy się połączyć. Nie będzie u nas jakiejś wielkiej dyscypliny, każdy ma prawo do przedstawienia swojego zdania. Nie wiem, jak to będzie, ale wierzę, że dla dobra miasta uda nam się przekonać do tego, żeby wspólnie podejmować jak najlepsze decyzje. Oczywiście może się zdarzyć tak, że indywidualnie osoby będą się wyłamywać, że nie będzie jednomyślności. Mamy w radzie jakąś większość, ale nie większość bezwzględną, więc musimy wziąć odpowiedzialność za to miasto, bo naszymi głosami będą podejmowane konkretne decyzje. Jednak muszę podkreślić, że jako klub nie jesteśmy ludźmi burmistrza.
Chyba najlepszym obrazem skrajności w waszym klubie są radni Koronkiewicz i Piosik. Pierwszy to zdeklarowany przeciwnik burmistrza, drugi… Wielu jest zaskoczonych, że kandydował wspólnie z waszym gronem, bo też sporo osób utożsamia go z bardzo bliskim środowiskiem burmistrza. Jak trafił do klubu?
Szukaliśmy chętnych do kandydowania, próbowaliśmy obsadzić wszystkie okręgi. O ile pamiętam, jego kandydaturę zaproponowała Agnieszka Jęsiek-Barabasz. Niczym się nie kierowaliśmy. Osobiście znałem go jedynie za sprawą artystycznej działalności, głównie z organizacji „10 kolęd dla przyjaciół”. Natomiast nie wiem nic o tym, jakie ma preferencje.
Jak przebiegał między radnymi waszego klubu podział funkcji w komisjach? Z tego co wiem, nie było łatwo. Ponoć niektórzy liczyli bądź nadal liczą na dużo, a wy jasno dajecie do zrozumienia, że trzeba znać swoje miejsce w szeregu.
Myślę, że się dogadaliśmy. Podział w zasadzie jest już dokonany. Indywidualności faktycznie jest dużo, ale sądzę, że będziemy dobrze współpracować.
Kto kim będzie?
Tego nie mogę zdradzić, ponieważ to może się jeszcze zmienić.
Komisji będzie pięć, mniej niż poprzednio, ale pieniędzy macie otrzymywać więcej. Te finansowe kwestie to jedyna przyczyna aspiracji tych, którzy koniecznie chcieliby funkcji przewodniczącego komisji?
Nie mnie należy o to pytać. Nie wiem. Natomiast fakty są takie, że żyjemy w takich czasach, że niestety za wszystko trzeba płacić, również za poświęcony czas, także w samorządowej pracy. Sam wiem, że rzeczy, które kiedyś robiłem nawet w ramach pracy ponad moje obowiązki, niestety nie były doceniane. Jestem zwolennikiem tego, żeby to wynagradzać, bo jest to jednak jakieś poświęcenie. Czy to są duże pieniądze? Niekoniecznie.
Dla kogoś, kto pracuje za najniższą krajową na pewno: od miesięcznego ryczałtu dla szeregowego radnego w wysokości około 1200 zł do ponad 2 tys. zł dla przewodniczącego – to nie jest mało.
No właśnie, chyba powinniśmy wyjaśnić, skąd doszły do was te informacje…
Efekt może być taki, że radni dostaną w skali miesiąca więcej pieniędzy za mniejszą ilość pracy niż w poprzedniej kadencji, bo będzie mniej posiedzeń komisji stałych.
To ile pracy wykonuje radny nie zależy jedynie od posiedzeń stałych komisji i sesji. Wcale nie jest powiedziane, że posiedzeń będzie mniej, bo jeśli przewodniczący komisji będą działać aktywnie, tych posiedzeń może być więcej. Zmiana, jaką chcemy wprowadzić, czyli wypłata ryczałtu, a nie diet za posiedzenie, powoduje, że nikt nie będzie miał wyrzutów sumienia, że zorganizował pięć komisji więcej, gdy będzie taka potrzeba, i weźmie za to dodatkowe pieniądze. Poza tym chciałbym, żebyśmy częściej spotykali się z burmistrzem. Obojętnie czy oficjalnie, czy nieoficjalnie, to nie ma akurat znaczenia.
Pan miał już indywidualną rozmowę z burmistrzem?
Dłuższej nie.
Co powiedzieliście sobie w trakcie tej krótszej?
Zadeklarowaliśmy wzajemną współpracę. Widzę u niego tę wolę.
Jaka będzie ta kadencja?
Wierzę, że dobra. Miasto jest w dobrej sytuacji finansowej. Myślałem ostatnio o tym, co należy zrobić dla Złotowa, żeby się rozwijał. Chyba nie jesteśmy w stanie ściągnąć inwestorów, którzy stworzą wiele miejsc pracy, bo nasza lokalizacja jest jaka jest. Miasto chyba nie musi jakoś specjalnie zabiegać o takiego inwestora, choć oczywiście byłoby dobrze, gdyby był.
Natomiast trzeba oddać, że tutaj ludzie są przedsiębiorczy. Sami bardzo dobrze sobie radzą, trzeba im tylko pomagać i tworzyć dobre warunki do życia.
Okazało się, że nie tak dawno miasto zabiegało jednak o takiego inwestora. Co Pan myśli o sytuacji, jaka wyniknęła z pomysłu lokalizowania tutaj wytwórni mas bitumicznych?
Burmistrz chyba nie do końca zdawał sobie sprawę, co miałoby być tutaj zrobione, aczkolwiek z drugiej strony już sama nazwa ewidentnie się kojarzy i mówi, z czym można mieć do czynienia. Mam wrażenie, że burmistrz podpalił się tym, że stworzyliśmy plan zagospodarowania przestrzennego dla tego obszaru i od razu jest inwestor. Chciał osiągnąć szybko sukces, ale chyba do końca tego nie przemyślał.
A to, co działo się w kolejnych tygodniach w konsekwencji tego zdarzenia?
Gdyby burmistrz przyznał się do tego na zasadzie: chciałem ściągnąć inwestora, miałem dobre intencje, ale macie racje ten tu nie pasuje, byłoby to w porządku.
Tak się jednak nie zachował – jak ocenia Pan jego postawę? Czy to burzy Pana poczucie zaufania do niego, wpływa na jego wiarygodność w Pana oczach?
Jak to było naprawdę, rzeczywiście trudno ocenić. Natomiast moim zdaniem zachował się jak polityk, a powinien jak gospodarz – uderzyć się w pierś i powiedzieć: popełniłem błąd. I tego nie zrobił. To może nie najlepiej o nim świadczy, ale błędy popełnia każdy.
Funkcja przewodniczącego jest spełnieniem Pana samorządowych ambicji czy to kolejny szczebel do tego, żeby za pięć lat spróbować czegoś więcej – już dzisiaj słychać głosy, że w kolejnych wyborach może Pan zabiegać o fotel burmistrza.
Rzeczywiście ludzie mnie pytają, dlaczego nie kandyduję na to stanowisko lub nawet stwierdzają, że byłbym dobrym burmistrzem. Na razie, póki co, nie mam takich aspiracji. Oczywiście wszystko może się zmienić.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
A o mnie ludzie mówią ze byłbym dobrym złodziejem
Kadencja deweloperów? Kiedy na Złotów spojrzymy w kontekście planu przestrzennego zagospodarowania? Galeria obok której stoi piękny budynek Urzędu Miasta-szok!!! Gdzie był/jest architekt miejski??? Architekturę Galerii można było dopasować do budynku Domu Polskiego,Urzędu Miasta i in. Patron ks.Domański siedzi na ławeczce i nie może się nadziwić pomieszaniu stylów budownictwa złotowskiego. Nowemu przewodniczącemu powodzenia w pracy i szerszego spojrzenia na architekturę swoich "realizacji".
kto ci to mowi niby? rodzina, sasiedzi, najblizsi znajomi czy odbicie w lustrze? ja czlowiekiu nie mam nawet pojecia o twoim istnieniu i nic takiego nie mowilem. chory swiat
Nie jest to na pewno do końca klarowne ,ale jest jeszcze jeden radny który na pewno świadczył usługi dla UM ale nie wiem czy jeszcze aktualnie.
szok
Narcyzm wszyscy mnie chcą tylko niepotrafię wywiązać się z tego co robię.Interes własny ponad wszystko
Ludzie mówią też co innego?Raczej nagannego,tzn. działalność gospodarcza i.t.d.?
A może miałeś zostać prezydentem, trochę pokory, jakbyś startował to zdziwił by ciebie jak niski wynik byś otrzymał, jak dla mnie to nie powinno być ciebie w radzie bo to jest konflikt interesu radny_ deweloper
Na pewno bylby dużo lepszym burmistrzem od obecnego
Tak wychwalać się publicznie trzeba mieć tupet. Ci co działają nie muszą tego robić bo to widać. Niejeden by się wstydził ale trzeba mieć wstyd i honor ten potrafi się lansować.
Po trupach do celu. Kupić kolejną działkę budowlaną administrować kolejny budynek za spore pieniądze a miasto jakoś się pokula.
Uwiera im wszystkim Koronkiewicz, że głośno mówi o wszystkim, nie na rękę w interesach. A ja się cieszę że mam takiego radnego bo przynajmniej bliżej mu do ludzi niż własnych interesów. Brawo Panie Krzysztofie niech pan nadal tak działa my trzymamy z Panem.
Koronkiewicz jemu przeszkadza mówi prawdę publicznie a przewodniczący chciałby żeby tylko jemu słodzić. Z jego wypowiedzi wynika że prawda w oczy kole. Tym wywiadem sobie tylko zaszkodził bezradny radny Ale przewodniczący prawie burmistrz
Co ta Rada chce zrobić w najbliższych 5 latach??? Panie Wojtuń-proszę o plan! Plan Miasta,nie firmy Wojtuń????:?
Zaczęła się era, miasta z siporeksowego, rozwalić stare budynki, po co remonty?, sprzedać grunty, i co się da. I co dalej?. Wszyscy zostaną rozliczeni, za łapówki i mieszkania od dewelopera, tego i tamtego przyjaciela burmistrza
Jak zwykle, znowu sami krytykanci, znawcy "wszystkiego" ,wredni zazdrośnicy i tchórze. Ludzie, jeśli nie macie nic mądrego do powiedzenia, to zamilczcie!
Nareszcie odezwała się rodzina albo przdupas radny bo wyglądało źe go już nikt nie cierpi hi hi
Jest rodzina w obronie albo radny przdupas bo wyglądało źe go już nikt nie kocha
No cóż, następny cichociemny z uśmiechem niewiniątka wyznający zasadę, że jak ciebie nie chwalą to pochwal się sam . Tak, tak pokorne cielę dwie matki ssie "ale nie z nami te numery Bruner (czytaj Stasiu).
Wojtuń to żałosny podnóżek. Asystentka, czyli zastępczyni Wojtunia również niczym nie błyszczy. Ma nawet problem z przeczytaniem przez MB interpelacji. Najlepszy radny to ten dotknięty problemem poważnej choroby. Do niego nic nie trafia. Mózg ma zlasowany. Żadna terapia już tu nie pomoże. Takim radnym wszystko można wmówić. Oni wszystko bezkrytycznie przyjmą. Żałosne to wszystko.
A o mnie ludzie mówią ze byłbym dobrym złodziejem
Kadencja deweloperów? Kiedy na Złotów spojrzymy w kontekście planu przestrzennego zagospodarowania? Galeria obok której stoi piękny budynek Urzędu Miasta-szok!!! Gdzie był/jest architekt miejski??? Architekturę Galerii można było dopasować do budynku Domu Polskiego,Urzędu Miasta i in. Patron ks.Domański siedzi na ławeczce i nie może się nadziwić pomieszaniu stylów budownictwa złotowskiego. Nowemu przewodniczącemu powodzenia w pracy i szerszego spojrzenia na architekturę swoich "realizacji".
kto ci to mowi niby? rodzina, sasiedzi, najblizsi znajomi czy odbicie w lustrze? ja czlowiekiu nie mam nawet pojecia o twoim istnieniu i nic takiego nie mowilem. chory swiat