- Jesteśmy dobrym duetem. Mamy różne osobowości i dobrze się uzupełniamy - mówią prezes i dyrygent chóru Tęcza, który kilka tygodni temu obchodził 90-lecie istnienia. Z Marią Kaaz-Rożeńską i Krzysztofem Gniotem rozmawia Piotr Steffen
Ludzie chcą jeszcze słuchać pieśni chóralnej? M.K.R. Nie wszyscy. Uczulam chórzystów, że musimy tak śpiewać, żeby chciano nas słuchać, żeby było to maksymalnie piękne i sugestywne. Inna sprawa, że to przekonywanie do słuchania chóralnej pieśni to trochę syzyfowa praca. K.G. Z drugiej strony, kiedy śpiewamy, szczególnie na wyjazdach, a zwłaszcza w kościołach, świątynie są pełne. Jest też w tym pewna zależność, że im dalej na Wschód, tym chętniej słuchają, a nawet głosy są lepsze.
Rzeczywiście tak jest?
M.K.R. Jest medycznie udowodnione, że predyspozycje głosowe u ludzi Wschodu są większe. Tak jak czarnoskórzy mają lepsze predyspozycje do sportu, tak ludzie Wschodu lepiej śpiewają. Cała kultura Wschodu jest bardziej rozśpiewana, kultura zachodnia jest bardziej odbiorcza i bierna. Zachód stawia na indywidualizm, także w śpiewaniu. Wystarczy jakiś poziom wolumenu, dobry podkład muzyczny, mikrofon i można śpiewać. Jak tego podkładu nie ma, jest dużo trudniej. W chórze są tylko głosy, śpiewamy przecież a capella, raczej bez nagłośnienia. Trzeba zadbać o jakość głosu i jeszcze o jego siłę.
Dlaczego Państwo śpiewacie?
K.G. Kiedyś należałem do chóru szkolnego pana Jastra. Wtedy śpiewania unikałem, bo ważniejsza była piłka nożna. Na boisku nauczyłem się działania w drużynie, nabrałem charakteru. Później ćwiczyłem aikido, bo pociągała mnie kultura Wschodu. Od zawsze miałem też zaszczepioną działalność społecznikowską. Po latach do ponownego śpiewania zachęciła mnie Brygida Mańkus, wcześniejsza prezes chóru. Obiecałem jej, że jak skończę z piłką przyjdę do chóru. W 1996 wstąpiłem jako tenor. Wspomniana kultura Wschodu uczy, żeby zawsze dawać z siebie najwięcej, w klasztorze Shaolin nawet najwięksi mistrzowie codziennie udoskonalają techniki. W chórze jest podobnie. Codziennie robię ćwiczenia oddechowe, trenuję koncentrację, przeponę, bo wiem, że dzięki doskonaleniu mogę lepiej śpiewać. W końcu śpiewanie to umiejętne wyciskanie powietrza. Nasza dyrygent często mówi nam o tym, ale nie każdy słucha, a ona wtedy się denerwuje. M.K.R. Jestem miłośniczką śpiewania zbiorowego. Śpiew w grupie zawsze był dla mnie nowym przeżyciem. Im więcej głosów, tym lepiej, tym większa możliwość tworzenia czegoś pięknego. Przez studia muzyczne również miałam możliwość śpiewania w profesjonalnym chórze. Zaczęłam wtedy wierzyć, że nawet przeciętne głosy mogą coś stworzyć. A gdy się zacznie, ciągle dąży się do doskonałości. W przypadku amatorskich chórów nie jest to łatwe, chociaż potencjał w głosach amatorów jest spory. Trzeba tylko umieć go wykorzystać. K.G. Usłyszałem kiedyś, że kto śpiewa, ten dwa razy się modli. Dostałeś głos od Boga, to śpiewaj na chwałę Pana.
[[reklama]] Jak Tęcza prezentuje się na tle innych chórów?
M.K.R. W krajowych przeglądach nie braliśmy udziału. W regionie już tak. Z reguły oceniamy się chyba lepiej, niż te występy w rzeczywistości wypadają. Ostatnio podczas przeglądów, naszych występów nie możemy zaliczać do udanych. Nie wiem, czym jest to spowodowane, ale niestety stało się to regułą. Pracujemy nad przyczynami. Ale są też oczywiście udane występy, chociażby podczas niedawnych obchodów 90-lecia chóru. Koncert we Francji w ubiegłym roku też był udany, a wcale nie śpiewaliśmy tam w komplecie. Wtedy po raz pierwszy występowaliśmy przed tak liczną publiką liczącą kilkaset osób. K.G. Na przeglądach często nasze oczekiwania są większe. To wynika z tego, że nasze cele się zmieniają. Chcemy coraz lepiej śpiewać.
Jak zaczęliście podnosić poziom?
K.G. Spory udział miała w tym pani Lila Czaja, której należy za to serdecznie podziękować. Przełomowym momentem było też objęcie roli dyrygenta przez Marię. Pojawił się ciekawszy i trudniejszy repertuar, chórzyści zaczęli w siebie wierzyć. Dużo dała nam też „Msza o Pokój” odśpiewana w grupie kilku chórów przed czterema laty. Wyniesioną wtedy lekcję pod okiem Jana Szopińskiego słychać w naszym śpiewie do dzisiaj.
[[nowa_strona]] Mam rozumieć, że przez ostatnie lata zrobiliście większy przeskok jakościowy niż przez poprzednie dekady?
K.G. Nie da się mówić o jakości sprzed lat, zwłaszcza kilkudziesięciu. To były inne czasy, inaczej i o czym innym się śpiewało. M.K.R. Inna była tendencja, moda, styl, jakość. Nie sposób dokonywać jakichkolwiek porównań.
Czy jako chór czujecie się doceniani? Przez władze gminy, powiatu, a przede wszystkim przez publiczność, zwłaszcza lokalną?
K.G. Zdecydowanie tak. Jest stała grupa ludzi, podmiotów, instytucji, na których możemy liczyć. To też dowód tego, że możemy czuć się docenieni.
Jakie są relacje między członkami chóru?
K.G. Możemy na sobie polegać. Wytyczamy sobie coraz trudniejsze cele i je realizujemy. M.K.R. Oczywiście, że kryzysy się pojawiają, momenty zniechęcenia, znaki zapytania, jak to w życiu bywa. Zawsze szukamy przyczyn problemu, a nie osób, które za nie odpowiadają. K.G. Sednem jest wspólna praca nad problemem.
Zdarza się, że chórzyści obrażą się i odchodzą?
K.G. Sporadycznie. Na to nie mamy wpływu. Jako prezes czasami muszę mówić słowa, które nie każdemu odpowiadają. Trudno, trzeba to jakoś przeboleć. Najważniejsze, że ci którzy zostają, dalej chcą pracować.
[[reklama]] W ostatnich latach częściej wyjeżdżacie za granicę. To tylko wycieczki, czy coś więcej?
M.K.R. Zawsze jedziemy z jakimś koncertem. One są głównym celem tych wypraw. Mamy trzy partnerskie chóry z Niemiec, Ukrainy i Francji, z którymi współpracujemy i się odwiedzamy. Z Niemcami Tęcza utrzymuje kontakty od ponad 25 lat. Te relacje to często wspólne koncerty. Dla mnie to wyjątkowe doświadczenie, kiedy chóry śpiewają razem. K.G. Jednym z celów istnienia chórów jest niesienie przesłania przyjaźni. Tak osobiście odbieram fakt naszych kontaktów. Relacja z widzem podczas zagranicznych występów jest wyjątkowa. Szczególnie z Polonią we Francji i na Ukrainie. Ostatnio podczas wykonywania starej, mogłoby się wydawać oklepanej pieśni „Marsz Polonia”, ludzie wstali. Ja śpiewałem, im leciały łzy, odczuwałem wtedy niezwykłą więź. Świadomość, że są ludzie, którzy nas potrzebują jest niezwykła. M.K.R. Po tym występie, który tak wzruszył publikę, usłyszeliśmy, że były tam już wcześniej inne chóry, również z wyższej półki. Nie zrobiły jednak na słuchaczach takiego wrażenia jak my. Świadomość, że śpiew dotarł do kogoś tak głęboko, jest ważniejsza niż poczucie mistrzowskiego poziomu.
K.G. Prezes Oddziału Nadnoteckiego Polskiego Związku Chórów i Orkiestr Aleksander Korkowicz przyznał niedawno, że jesteśmy jednym z nielicznych chórów, który śpiewa tyle patriotycznych pieśni.
Młodzi garną się do śpiewania w Tęczy?
M.K.R. Z tym jest problem. Niektórzy by chcieli, a nie mają możliwości. Studiują, nie mają czasu, a mają głosy. Są też tacy, którzy chcą, a nie mają predyspozycji.
[[nowa_strona]] Ile razy w roku odmawiacie członkostwa w chórze kandydatom, bo się nie nadają?
K.G. Staramy się w ogóle tego nie robić. M.K.R. Prawda jest taka, że coraz mniej młodych ludzi ma potrzebę śpiewania w grupie. To ta zachodnia tendencja, indywidualizm, kreowanie gwiazd. Tymczasem w chórze nie ma miejsca na indywidualizm. Trzeba kontrolować swój głos. Mieliśmy takich chórzystów, którzy mieli dobre głosy, ale nie czuli się dobrze w grupie. Dzisiaj młodzież nie jest też cierpliwa, a tutaj na efekty potrzeba czasu.
Jak wyglądają finanse Tęczy? To tylko składki?
K.G. W statucie mamy wpisaną przede wszystkim działalność społeczną. Nie gospodarczą. W ostatnich latach samorządy aktywniej współpracują ze stowarzyszeniami, od 2010 roku też nim jesteśmy i możemy pozyskiwać środki. W ciągu roku pracy, mamy też wiele środków nie finansowych, czyli wkładu określonej pracy, zarówno członków chóru, jak tych, którzy nas wspierają.
Ile wynosi roczny budżet chóru? Licząc wszystkie źródła dochodu i wszelkie ponoszone wydatki – także na wspomniane wyjazdy.
K.G. Trudno precyzyjnie oszacować. Licząc z zagranicznymi wyjazdami, to będzie nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Z tego zdecydowana większość, jakieś 70-80%, pochodzi oczywiście od samych chórzystów.
[[reklama]] Decyzje dotyczące chóru zapadają demokratycznie, czy absolutnie rządzi zarząd, a może nawet wyłącznie prezes?
M.K.R. Istotne decyzje podejmuje zarząd, po czym informuje o tym chór. Zdarza się, że decyzje spotykają się z kontrowersjami, czy nawet odmową. Zawsze można je zmienić. K.G. Wyznaję zasadę, że co dwie głowy to nie jedna, dlatego staram się dużo pytać chórzystów o zdanie. Swoje też jednak mam, ale nigdy go nie narzucam. Zarząd spotyka się na początku roku i ustalamy plan działania na dwanaście miesięcy. Ten plan jest przedstawiany członkom i wspólnie głosowany. Ale wiadomo, że nie zawsze o wszystko pytamy chórzystów. Po to jest zarząd, żeby pewne decyzje podejmować autonomicznie.
Kto wybiera repertuar?
M.K.R. To moja rola. Wiem, co preferuje większość i jakie propozycje powinny zostać zaakceptowane, bo oczywiście wszystkie nie są. Prawda jest taka, że tu nie może być demokracji. W tym względzie dyrygent musi w pewnym sensie sprawować dyktat. Ale zdarza się, że propozycje padają od chórzystów i często włączamy je w nasz repertuar. Staramy się, żeby poszerzał się on w różnych kierunkach tematycznych. Ostatnio częściej sięgamy do starszych utworów. Bardziej współczesne, także obcojęzyczne, również próbujemy opanować.
Śpiewacie społecznie – a co z pracą dyrygenta?
K.G. Praca Marii jest wynagradzana. To nie jest opłacany etat, a wewnętrznie ustalona forma gratyfikowania.
Za pięć i dziesięć lat dalej będziecie Państwo na obecnych funkcjach?
K.G. Demokracja, także w ruchu śpiewaczym, ma to do siebie, że o tym zadecyduje większość.
Pytam raczej o Państwa wolę.
M.K.R. Z mojej strony taka jest.
To prawda, że Pan nie ma ochoty dłużej prezesować Tęczy? Że jest Pan zmęczony pełnieniem funkcji?
K.G. Są chwile, kiedy człowiek jest zmęczony. Do tego dochodzą problemy codziennego, prywatnego życia. One mają ogromny wpływ na pracę w chórze. Ale to nie jest tak, że mam go dość. Absolutnie. Tęcza to już część życia każdego z nas, wszystkich członków.
Macie Państwo spójną wizję Tęczy?
K.G. Bardzo się wspieramy. Jesteśmy dobrym duetem. Mamy różne osobowości i dobrze się uzupełniamy.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze