Koniec świata traktują z przymrużeniem oka, jak dobry żart - tylko u nas jedyna wypowiedź Majów o wyznaczonym na 21 grudnia końcu świata
Jeśli wierzyć w przepowiednie Majów, w tym roku mamy nie doczekać Świąt Bożego Narodzenia, bo 21 grudnia nastąpi ostateczna zagłada ludzkości. To już kolejna data, na którą wyznaczono koniec świata. W jaki sposób miałoby do niej dojść? Istnieje mnóstwo teorii - odwrócenie biegunów, trzęsienia ziemi, pożary, fale tsunami, rozbłyski na Słońcu, promieniowanie elektromagnetyczne. Brak konkretnej wiedzy sprawia, że ludzie w różnych zakątkach naszej planety gromadzą zestawy przetrwania na koniec świata. Wierzą, że ocalą życie jeśli zaopatrzą się w naftę, świece, zapasy żywności, sól, latarki i termosy. Zestawy na koniec świata popularne są na Ukrainie. Sklepy internetowe sprzedają specjalne zestawy, na które składa się scyzoryk, sucharki, mydło, sznur, latarka, zapałki. W zestawach dla mężczyzn jest butelka wódki, dla kobiet – szampon i szampan.
W poszukiwaniu potwierdzenia tej tezy jako jedyni dotarliśmy do Majów, by zapytać ich o koniec świata. Zarówno Andrzej jak i Bernadeta Maj ze Złotowa są przekonani, że 21 grudnia końca świata nie będzie. Całe to zamieszanie wokół granicznej daty traktują jak dobry żart. - Po 21 grudnia nic się zmieni, świat będzie trwał nadal - mówi Bernadeta Maj, z którą w stu procentach zgadza się mąż. Co więc z tym końcem świata? [[reklama]]
Jedni się z tego śmieją, inni na tym zarabiają i w większości nie wierzą w koniec świata. Mieszkańcy powiatu złotowskiego ostatni tydzień przed świętami spędzą biegając po sklepach w poszukiwaniu prezentów, karpia i kapusty na pierogi. A 21 grudnia? Część z nas będzie się wyśmienicie bawić na imprezach zorganizowanych na koniec świata.
The world end party
Bo jak sczeznąć – to spektakularnie. W cekinach, obcasach i z kokardą we włosach – to wersja dla Pań. Panowie wypaść przy nich blado nie powinni, koszula z kołnierzykiem to zatem pozycja obowiązkowa. Drink w dłoni, muzyka w głośnikach i uśmiechy na ustach. Huczne obchodzenie końca świata to nic złego, wręcz przeciwnie – zwyczajne wpisanie się w trend, wszak hucznie ma być niezależnie od tego, czy wybierzemy się na imprezę czy nie. Pójść chyba nawet lepiej – kiedy nastąpi ciemność absolutna, mrok pomogą rozproszyć światła stroboskopu, a przejmującą ciszę przerwie najnowszy przebój Bruno Marsa. Zanim na niebie pojawią się dwa słońca (co wróżą zwolennicy teorii Apokalipsy), a naturalny kompas delfinów zostanie zaburzony, warto się wybawić. Oczekiwaniom naprzeciw wyszedł złotowski Generator – 21 grudnia w klubie odbędzie się wyjątkowa impreza: The world end party. - Chyba jak żaden inny klub w tym mieście możemy się pochwalić, że koniec świata przeżywać będziemy już kolejny raz w tym roku. Pierwszy raz miało to miejsce 4 listopada, kiedy to gościliśmy u nas zespół Koniec Świata – opowiada DJ Potap, który poprowadzi piątkową imprezę. - Wierzymy, że jak głosi hasło reklamowe jednego z dealerów samochodów, końca świata nie będzie. Jednak w ten szczególny wieczór Generator stanie się swoistą Arką Noego, która uchroni wszystkich klubowiczów przed zapowiadaną przez Majów zagładą. Z głośników będzie można usłyszeć dźwięki, które przez tysiące lat podrywały ludzkość do tańca – zapowiada. [[nowa_strona]]
Inne kluby tym tropem nie idą, ale to przecież – dosłownie – nie koniec świata. Genesis 21 grudnia jest nieczynne, imprezy zapowiedziano natomiast na pierwszy i drugi dzień Świąt, znakiem czego ziszczenia przepowiedni Majów nikt się nie obawia. - Genesis nie wierzy w koniec świata – ze śmiechem mówi Rafał Kłosowki, menadżer klubu. Cóż zatem możemy poradzić klubowiczom? Nie przeholujcie, bo nawet jeśli świat się nie skończy, następnego dnia będzie was czekał prawdziwy armagedon.
Bez fajerwerków na koniec świata
Koniec świata potrzebuje odpowiedniej oprawy. Kolorowe wybuchy pod samym niebem, feeria barw i zimne ognie na pożegnanie tego, co jest nam znane. Czy złotowianie zadbają o odpowiednią oprawę na koniec świata? A może planują urządzić wcześniejszego Sylwestra, szturmem ruszając do punktów sprzedaży fajerwerków i wykupując całe arsenały? Jak zdradza nam Heniek, 50-letni sprzedawca w jednym ze stoisk z petardami w Złotowie, szczególnego ruchu w swojej branży przed pechowym czwartkiem nie widać. - Osobiście w koniec świata głęboko wierzę, ale nie wydaje mi się, aby nastąpił 21 grudnia. Wszystko wskazuje, że kiedyś to nastąpi: powodzie, tsunami, wojny... - zasępia się. Zdanie kolegi z branży podziela Krzysztof, młody mężczyzna, z innego pokolenia, a jednak także sceptycznie podchodzący do kwestii zagłady świata. - Zamiast myśleć o 21 grudnia ludzie wolą skupić się na świętach, kupić prezenty, choinkę, a nie petardy, żeby szybciej urządzić Sylwestra.
Jednym murem za jasnowidzem
Głos w sprawie zapowiadanego przez Majów końca świata 2012 zabrał Krzysztof Jackowski, najbardziej znany jasnowidz w Polsce, którego przepowiednie wiele razy się sprawdzały. Jackowski jest zdania, że 21.12.2012 nie będzie żadnych kataklizmów, które zniszczą Ziemię. Z przepowiednią jasnowidza z Człuchowa zgadzają się mieszkańcy naszego powiatu.
- Ta cała rozmowa o końcu świata jest moim zdaniem niepotrzebna. Jest dużo ważniejszych spraw do załatwienia. Media za dużo o tym mówią, za bardzo nagłaśniają tę sprawę. Żadnego końca świata nie będzie, a to ciągłe przypominanie sprawia, że zwłaszcza starsi ludzie bardzo to przeżywają i się martwią - uważa właściciel sklepu z Dźwierszna. Skarbnik gminy Zakrzewo Czesława Wilk również nie wierzy w koniec świata. - 21 grudnia będę jechała na urlop w rodzinne strony. Wierzę, że dojadę i że wrócę – zapewnia.
– Kocham życie i wierzę, że będzie trwać, nie przerwie go data 21 grudnia 2012 roku. Grażyna Komorowska – Pająk, prezes Złotowskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku uspokaja seniorów. - Czasem pomyślę, co by było gdyby. Ale w tym przypadku nie ma się czym zajmować. Proponuję, żebyśmy zajęli się tym, na co mamy wpływ. Ja na przykład normalnie przygotowuję się do świąt Bożego Narodzenia. [[reklama]]
W kontakcie z górą
Ks. Karol Glesmer, proboszcz parafii w Łobżenicy cieszy się, że medialnemu szumowi wokół granicznej daty nie dali się ponieść jego parafianie. - Parafianie wierzą w Pismo Św. i graniczna data końca świata nie robi na nich wrażenia. Oczywiście temat ten przewija się w żartach i tylko tyle - mówi ks. Karol, który podobnie jak inni nasi rozmówcy podchodzą do tego z przymrużeniem oka. - Jeśli wierzymy w chrześcijański koniec świata, a nie w przepowiednie Majów, to tak powinniśmy do tego podchodzić. Końca świata nie jesteśmy w stanie określić. Na przestrzeni wieków było już wiele takich prób. Jedyne niebezpieczeństwo, które widzę z pojawiających się terminach to zabawowe podejście do końca świata. A jest to przecież sprawa, która czeka każdego z nas, która powinna skłaniać nas do refleksji i lepszego życia na Ziemi. Bo człowiek wierzący nie myśli o końcu świata jak o jakiejś tragedii, ale przeciwnie, to jest to, do czego pielgrzymujemy i co stanie się, jeśli na to zasłużymy - przejściem do pełni szczęścia.
Zebrała A. Głyżewska-Klofik
fot.www.iluminaci.com
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze