On ma 165 cm. Bramka - 2,44 cm. Jak bronić silne strzały pod poprzeczkę? - Rzucałem się napastnikom pod nogi, a obrońcy mieli nie dopuszczać do uderzeń z daleka - mówi Jerzy Gnat, przez 17 lat strzegący bramki Jedności Tuczno i Polonii Jastrowie
Piwnica w bloku. – To teraz moje królestwo – oznajmia pan Jerzy. Pomieszczenie jest niewielkie, po środku stół, a na nim transformator z żyłką do przecinania i formowania różnych rzeczy ze styropianu. Jerzy Gnat stoi, nie chce siadać. - Jeszcze dobrze się trzymam – mówi.
12 lat w Jedności
Uwielbiał grać w piłkę. Mieszkaniec Jastrowia w 1956 roku występował w C klasie w Tucznie, gdzie grał przez 12 lat. Rok później przeprowadził się do Jastrowia, gdzie dostał pracę jako inkasent. Mimo to nadal dojeżdżał na mecze do Jedności Tuczno. Przez dwa lata. – Stwierdziłem, że jest to zbyt uciążliwe. Po prostu wracałem nieraz do domu o godz. 2-3 w nocy, bo nie wracaliśmy przez Jastrowie i żona uznała, że to gruba przesada.
- W Polonii też zaczynaliśmy od C klasy, ale awansowaliśmy po jakimś czasie o klasę wyżej. Mieliśmy dobrą paczkę. Takie nazwiska jak Zieliński, Ciula, Cielas mówią wszystko lokalnym kibicom.
[[reklama]]
Potem był kolejny awans. - W A klasie zdobyliśmy mistrzostwo grupy i zagraliśmy w barażu z Gwdą Wielką. Na neutralnym terenie w Czaplinku niestety przegraliśmy.
Jerzy Gnat grał w piłkę do 1973 roku.
Upolowany
Co przerwało przygodę sportową? - W czasie meczu zakładowego, kiedy pracowałem w GS-ie, jeden zawodnik był na mnie cięty i w końcu mnie upolował - złamał mi nos. Fatalnie to wyglądało. Wstyd było wyjść na ulicę. Potem bałem się o swoje zdrowie.
Mieszkaniec Jastrowia do wielkoludów nie należy. - Jestem niski, ale nie przeszkodziło mi to przez 17 lat strzec bramki. 165 cm to doprawdy niewiele. „Mały bramkarz z wielkim sercem” – tak o nim mówili. - Rzucałem się napastnikom w nogi, a obrońcy nie mieli dopuszczać do strzałów z daleka.
Sylwetka 75-latka nadal jest nienaganna. Pamiętny mecz? - Kiedyś graliśmy w spartakiadzie czterech województw (Szczecin, Poznań, Zielona Góra, Gniezno) w LZS-ach. Pan Jerzy pokazuje zdjęcie. - Połowa piłkarzy już niestety nie żyje… To były fajne czasy - zamyśla się... - Byłem pyskaty na bramce, nie dałem się innym. Nie można się dać. Myśleli, że jestem niski, to dam sobie w kaszę dmuchać – mówi stanowczo.
Z piłki na styropian
W latach 70-siątych w Jastrowiu otworzyli pierwsze delikatesy. - Prezes poprosił mnie, żebym zrobił napisy ze styropianu. Postanowiłem spróbować.
Do dzisiaj Jerzy Gnat wycina różne rzeczy ze styropianu. Gdy stracił pracę zaczął robić szablony sakralne. Sprzedawał je, jeżdżąc po całym województwie koszalińskim i pomorskim. Pracował po 15-16 godzin na dobę. Wszystko dla syna, żeby wystarczyło dla niego na studia. - Najwięcej zarobiłem, jak przyjechał papież – wspomina.
***
W sercu pana Jerzego jest zadra. - Żal mam, że nawet meczu pożegnalnego mi nie zrobili, ani w Tucznie, ani w Jastrowiu. Człowiek trochę zdrowia zostawił na boisku. Innych jakoś uhonorowali, mnie nie. Cóż, nic już na to niestety nie poradzę, ale smutek pozostał…
Karol Zabel
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze