Reklama

Mam szacunek do siebie

14/11/2014 00:00
Pracuje, choć nie płacą. Obok żadnego skrzywdzonego dziecka nie przejdzie obojętnie i wierzy, że w Złotowie ludzie chcą pomagać najmłodszym. Rozmowa z wiceprezes Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w Złotowie Danielą Manikowską

Wszystkie dzieci nasze są – to powiedzenie w dzisiejszym, nastawionym na „ja” świecie brzmi jak frazes, a Pani w nie wierzy.


Oczywiście i to najbardziej na świecie. Nie ma dzieci obcych. Nie rozumiem ludzi, którzy przechodzą obok płaczącego dziecka i nie zwracają na nie uwagi. Był taki przypadek w pobliżu jednego z marketów, że około czteromiesięczne dziecko płakało w aucie, a mamusia była na zakupach. W pierwszym odruchu chciałam wezwać policję, ale mama się po jawiła, więc kazałam jej samej posiedzieć w tym nagrzanym samochodzie... Każdy z nas powinien posiadać na tyle empatii, by zwrócić uwagę na krzywdę dzieci.

Reklama


Nie dostaje Pani pieniędzy, ale inwestuje swój czas i energię w działalność Towarzystwa Przyjaciół Dzieci – jak Pani tłumaczy znajomym, rodzinie, że na tym nie traci?


Czasem mój mąż ma delikatne pretensje, że zamiast swój czas przeznaczać na spędzenie czasu z rodziną lub zarabianie pieniędzy przeznaczam go na pomaganie. Mało tego, często wydaję na nie własne pieniądze. Jednak moja mama zawsze powtarzała, że dobro, które dasz, wróci do ciebie dwukrotnie. Tej maksymy będę się trzymała do końca życia. To wiedzą nie tylko dzieci, ale też moi przyjaciele i znajomi. Pomaganie drugiej osobie wzmaga mój szacunek do samej siebie.

Reklama


Kiedyś TPD prowadziło domy dziecka, przedszkola, sanatoria, kuchnie mleczne. Co dziś robicie Państwo w Złotowie?


Przede wszystkim prowadzimy cztery świetlice socjoterapeutyczne: „Wesołe urwisy”, „Oaza”, „Sportowcy” i „Przystań”. Chodzą do nich dzieci z rodzin ubogich, a także z rodzin dysfunkcyjnych. Przychodzą tam około 14:30, panie pomagają im odrobić lekcje, podają ciepły posiłek, zapewniają im opiekę. Jesteśmy współorganizatorami różnych konkursów i festiwali, a także organizatorami półkolonii letnich i koloni, np. na Słowacji.

Reklama


Jedno z haseł TPD głosi, że źródeł dziecięcych krzywd i niepowodzeń należy upatrywać przede wszystkim w rodzinie.


Co dziecko jest winne, że urodziło się w takiej, a nie innej rodzinie? To, że tata pije, a mama jest niewydolna wychowawczo, to wcale nie znaczy, że dziecko nie może zostać np. prezydentem. Może być kimkolwiek zechce, tylko trzeba mu dać szansę i stworzyć warunki. TPD stara się właśnie to robić. Często w rodzinach dysfunkcyjnych działa wyuczona bezradność – skoro rodzice są tacy, to i dziecko będzie. To nieprawda.

Reklama


Ma Pani takie poczucie, że pomaga dzieciom „gorszych szans”?

Mam poczucie, że pomagam wszystkim dzieciom. Pewnie, że TPD pomaga dzieciom, które mają gorszy star t, ale też biednym i bogatym, sprawnym i niepełnosprawnym.


Jakie problemy dzieci mają najczęściej?


W rodzinach patologicznych przede wszystkim bieda, głód i chłód, bierny alkoholizm. Z nimi stykamy się w św ietlicach i tam z dziećmi rozmawia psycholog i terapeuta. W przedszkolach natomiast spotykamy się np. z agresją wśród dzieci. Worek z problemami dzieci nie ma dna.


Skoro źródło problemów jest w domu, to chyba tam trzeba by je rozwiązywać – u źródła.

Reklama


Są tam rozwiązywane, mamy zatrudnionych terapeutów, którzy są do dyspozycji dzieci i ich rodziców. Raz byłam na interwencji z prezes Alicją Andrzejewską w domu, gdzie był problem alkoholowy. Ta interwencja była skuteczna, ale trzeba zaznaczyć, że interwencja w domu była możliwa dzięki temu, że pani Ala jest w Zespole Interdyscyplinarnym i pełni funkcję Społecznego Rzecznika Praw Dziecka.


Gros rodziców jednak angażuje się w Państwa pracę.


Mój przykład jest najlepszy. Gdy syn poszedł do przedszkola, weszłam w skład rady rodziców, dostałam odznakę „Przyjaciel dziecka”, a potem zostałam „wepchnięta” w struktury TPD. I tak to trwa blisko dziesięć lat. Inni rodzice pomagają przy swoich dzieciach np. w przedszkolach, czego przykładem jest Olimpiada Przedszkolaka – fantastyczna impreza integrująca dzieci, rodziców, przedszkola.

Reklama


W Złotowie są ludzie skorzy do bezinteresownego działania?


Jest ich mnóstwo, tylko trzeba dać im szansę się wykazać. W „Jedynce” np. mamy teraz rewelacyjną radę rodziców – jesteśmy ze sobą zżyci i chcemy pomagać, więc nie ma dla nas rzeczy niemożliwych. Ludzie chcą pomagać, ale muszą mieć ku temu okazję. Najlepszą okazją do pokazania bezinteresownego działania są Ogólnopolskie Zbiórki Żywności, w których wolontariusze TPD biorą czynny udział i jest ich każdorazowo około siedemdziesięciu.

Reklama


Pisarz Wiesław Brudziński powiedział: Ciekawe, że z pokolenia na pokolenie dzieci są coraz gorsze, natomiast rodzice coraz lepsi, a więc z coraz gorszych dzieci wyrastają coraz lepsi rodzice. Zgadza się Pani z nim?


Nieprawda. Nie ma dzieci gorszych, zmienia się jedynie sytuacja. Teraz np. dzieci żyją komputerami i to też jest dobre, ale z umiarem. Z moimi dziećmi jestem umówiona tak, że w tygodniu nie używają komputera. Mogą to robić w weekend, ale też nie godzinami. To jest wina rodziców, że mamy dzieci takie, jakie mamy. Wiem, że dzisiaj rodzice dużo pracują, ale dla dzieci czas znaleźć muszą. To, co dziecko wyniesie z domu, to będzie realizowało w dorosłym życiu.

Reklama


TPD jest nam potrzebne?


Najbardziej na świecie. TPD integruje ludzi i instytucje w Złotowie, opiekuje się dziećmi i organizuje mnóstwo fajnych imprez. Gdyby nas nie było, to w mieście tak dobrze by się nie działo.


Rozmawiał Łukasz Opłatek

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości