Reklama

Mama rzekła: rozejdźcie się

11/05/2015 08:24
Wydawało się, że ta para nie ma szans przetrwać. Trwają jednak od pięćdziesięciu lat, choć los nie oszczędził ogromnego bólu

Po pięćdziesięciu latach związku państwo Szczerbiak chętnie opowiadają o wspólnej drodze życia. Towarzyszy temu wiele ciepłych gestów, żartów, uśmiechów, ale też zdecydowania przy wypowiadaniu opinii. Nie ma się co dziwić – trafiły na siebie dwie silne osobowości. Mężczyzna, który wie, czego chce, ale i – jak mawiają – bardzo konkretna baba. Początki tej znajomości sięgają lat 60-tych ubiegłego wieku. Pani Janina pracowała wtedy w miejscowym banku. Przyszły małżonek, pochodzący z Bartoszkowa, pojawiał się od czasu do czasu w Tarnówce. Pani Janina widywała go przez okno, gdy przechadzał się chodnikiem. Sporo o nim słyszała, był powszechnie znany, choć pracował w Wałczu. – Eee tam, jakiś taki mi się wydał – wspomina moment, gdy przez okno widziała go po raz pierwszy. – No więc pewnego dnia jestem w tym banku, kończę powoli pracę, mam tzw. godzinę gospodarczą. Nagle ktoś puka. Otwieram, a tu gość w prochowcu. Ładny, ale ja ze wstydu ciach te drzwi... – wspomina. – On mi na to, że mam je otworzyć, bo ten płaszcz mu przytrzasnęłam – oboje serdecznie się uśmiechają.

Nie zdawałam sobie sprawy

Kawaler chciał się umówić. – A ja mu wprost na to, że się nie umawiam, że jak chce, to może przyjechać na pogaduszki do mnie do domu. No i przyjechał. Te pogaduszki trwały dwa lata – opowiada jubilatka. Spotykali się rzadko, bo przez pracę w wałeckich zakładach młynarskich pan Dyonizy pojawiał się w rodzinnych stronach rzadko, bywało, że raz na kilka tygodni. Jego rodzice mieszkali w tym czasie w Bartoszkowie. – Ojciec zajmował się uruchamianiem Państwowych Gospodarstw Rolnych. Gdy w okolicy budowali nowe, kierowali go tam na prezesa i je rozkręcał – opowiada o tym, jak rodzina trafiła do tej miejscowości. Narzeczeństwo na odległość nie służyło młodym. – Często były między nami awantury – przyznają szczerze. – Tak to jest ze związkami na odległość. Często wypominał mi, że poszłam na zabawę. Zazdrosny chyba był, bo zawsze miał pretensje – ocenia małżonka. – Nie miałem żadnych pretensji – odpowiada natychmiast z uśmiechem pan Dyonizy. – W tym Wałczu też pełno dziewuch było – pani Janina nie kryje, że i jej udzielało się poczucie zazdrości. – Ale wtedy nie zdawałam sobie sprawy, że to może być rzeczywiście przyszły mąż – szczerze przyznaje. – Mama, słuchając tych kłótni, powiedziała w końcu kiedyś: wy się lepiej rozejdźcie, bo ja sobie małżeństwa z was nie wyobrażam.

Razem suszyli, wspólnie mieszali

To najwyraźniej zmobilizowało zakochanych. Pierwsza z konkretami wyszła pani Janina. – Napisałam list, że albo na poważnie się spotykamy, albo się rozstajemy – zerka z ukosa na małżonka. – Trawił to, trawił jakiś czas, aż w końcu przyjechał – wspomina. Nadszedł też moment podjęcia decyzji o wstąpieniu w związek małżeński. Wesele zorganizowali w rodzinnym domu panny młodej. Młody Dyonizy musiał się też określić w kwestii zawodowej przyszłości. Miał do wyboru: prezes do spraw handlu w gminnej spółdzielni albo praca u ojca w PGR Bartoszkowo. – Wprowadzano tam wtedy pewną nowość podpatrzoną w Holandii. Budowano suszarnię, a przy tym mieszalnię zielonek do pasz dla zwierząt. Wybrałem to drugie zajęcie i zostałem kierownikiem w PGR w Bartoszkowie – wspomina małżonek. Z czasem pani Janina z banku trafiła do GS-u, a w końcu także do PGR Bartoszkowo, gdzie została specjalistką do spraw mieszalnictwa i suszarnictwa.

Żadna towarzyszka

– To Wy Państwo szychy byliście!? – zagadujemy jubilatów. – A jak! – mówi pół żartem, pół serio pani Janka. W PGR Bartoszkowo pracowali wspólnie do samego końca jego istnienia, do 1992 roku. Mieszkali w pobliskiej posiadłości stanowiącej część kombinatu. – W końcu naszła nas refleksja: co z tego, że mieszkamy w pałacu, jak nic nie mamy. Dlatego później przeprowadziliśmy się do Tarnówki, gdzie pobudowaliśmy się na działce, którą dostaliśmy od mojej mamy.
Zaczął się okres rent, emerytur. Pan Dyonizy to od dawna wielki pasjonat myślistwa, którym para się od ponad czterdziestu lat. Jest członkiem kół Bóbr i Sęp. Z kolei małżonka od lat aktywna jest w publicznej sferze życia gminy. Jeszcze w latach przed przełomem ustroju była członkinią gminnej rady narodowej. – Ale bezpartyjną – natychmiast zaznacza. Od lat mocno jest też zaangażowana w działalność miejscowego koła emerytów, gdzie od ponad dwóch dekad pełni funkcję przewodniczącej.

Ból rodziców

Jak to w życiu bywa, również u Szczerbiaków nie zawsze było różowo. U pani Janiny w zasadzie już od dzieciństwa nie było łatwo. Jest kombatantką – na świat przyszła w obozie hitlerowskim w Łodzi w 1944. – Byliśmy tam kilka miesięcy i wróciliśmy w rodzinne strony – wspomina opowieści swojej mamy. Jednak najbardziej los doświadczył małżeństwo przed kilkoma laty, kiedy przyszło im pochować czterdziestoletnią córkę. – Umarła na naszych rękach – wspominają w zamyśleniu. – To na zawsze zostaje, z takim czymś nigdy nie można się pogodzić. Z czasem nabiera się jedynie dystansu – podkreśla mama, która wie, że nie w takiej powinno się to wszystko odbyć kolejności. – Rodzice nie powinni chować swoich dzieci. Pozostało jedynie pogodzić się z losem i dalej brać życie na własne barki – mówi zdecydowanym głosem. Dziadkowie dochowali się czwórki wnucząt. – Rodzina jest najważniejsza – zgodnie oceniają jubilaci. – Ze sobą też żyjemy w zgodzie. Jak na razie – mówi z charakterystycznym przekąsem jubilatka. – To wcale nie jest tak, że ja rządzę w tym związku – obala dość powszechnie panującą opinię. Chwilę później małżonkowie siadają po obu stronach stołu, za nimi kwiaty otrzymane z okazji jubileuszu. Łapią się za dłonie, błyska flesz aparatu. Jest kolejna pamiątkowa fotografia…

Piotr Steffen

[[reklama]]
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości