Reklama

Marian wciąż jest na podwórku. Wywiad z Elżbietą Tomke

13/11/2013 13:32
Radna, sołtys, mama, babcia i rolniczka, która z dziećmi pracuje na dużym gospodarstwie. Od kilku lat bez męża, który zginął w wypadku samochodowym. Z Elżbietą Tomke rozmawia Piotr Steffen

Pani Elu, ile właściwie macie hektarów?
Prawie 230. Plus kilkadziesiąt krów mlecznych i jałówek, około setka świń - to typowe gospodarstwo wielokierunkowe. Na najlepszych hektarach mamy pszenicę i rzepak, a na ziemi piątej klasy ziemniaki i zboża. Kilka hektarów zalesiliśmy. Faktycznie, jest przy czym tutaj pracować.

Od kilku lat musi Pani radzić sobie bez męża...
W lutym przyszłego roku minie pięć lat od wypadku.

Poznaliśmy się właśnie w tych smutnych okolicznościach. Po raz pierwszy rozmawialiśmy krótko po wypadku, pisałem wtedy o tym artykuł. Często rozpamiętuje Pani tamten tragiczny dzień czy nie rozdrapuje Pani ran?
Pamiętam tamtą rozmowę i artykuł. A co do rozdrapywania... Chyba przywykłam już do tego, co się stało. Zrozumiałam, że na pewne rzeczy nie mamy wpływu i możemy jedynie się z nimi pogodzić lub nie. Lepiej jest chyba się pogodzić i nie rozpamiętywać tragedii. Zresztą życie nie pozwala zbyt wiele płakać. Wydaje mi się, że dość szybko ogarnęłam się po wypadku. Musiałam. Przede wszystkim dlatego, że trzeba było zająć się gospodarstwem. Syn był już żonaty, urodziła się wnusia. Człowiek nie miał czasu za wiele myśleć.

[[reklama]]

Z samego wypadku dużo Pani pamięta?
Nie. Żadnego huku nawet nie słyszałam. Sama byłam jedynie poobijana. Rozmawiałam jeszcze z mężem, ciągle mówił o bolącej nodze, którą miał złamaną. Później okazało się również, że połamane były także żebra, które przy reanimacji przebiły tętnicę i doprowadziły do śmierci. Sytuacja nie była jednoznaczna, ale nie chciałam grzebać w tej sprawie. Przekonano mnie, że źle wpływałoby to na moją psychikę. Ciągłe wracanie do tej sprawy, jej rozdrapywanie mogłoby negatywnie wpłynąć na mój stan. A przecież wiedziałam, że życia i tak mężowi nie przywrócę.

Być może dzięki temu to Pani w pełni sił wróciła do życia...
Możliwe. Ale prawda jest taka, że głównie było to możliwe dzięki dzieciom: córce, synom, ale też synowej, która dużo pomaga. Dlatego nie bałam się. Wiedziałam, że damy radę. Dzieci naprawdę...


To tylko fragment artykułu Piotra Steffena z AL 46/2013, s.30

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości