- Z sukcesu budzi się obawa przed tym, czy podołam podtrzymać tak wysoki poziom społecznego zaufania. Kredyt trzeba spłacić - mówi Przemysław Kurdzieko. Z wójtem gminy Lipka rozmawia Piotr Steffen
Jak zostaje się drugim w kraju najskuteczniejszym wśród wójtów i burmistrzów?
Najważniejsza jest współpraca z mieszkańcami i dobre relacje z nimi. Myślę, że dałem się poznać jako zwykły, prosty człowiek, który z każdym na każdy temat porozmawia, wysłucha, pożartuje, a jak trzeba, to też doradzi. Zawsze chciałem być tak postrzegany i cieszę się, bo taki wyborczy wynik dowodzi chyba tego, że nie ma między mną a mieszkańcami bariery. Sądzę, że ludzie zagłosowali na Przemysława Kurdzieko jako człowieka, a nie urzędnika. Inna sprawa, że wiele ważnych i fajnych inwestycji udało nam się przez cztery lata dokonać.
Ten sukces jest równoznaczny z przekonaniem, że jest Pan drugim najlepszym wójtem-burmistrzem w Polsce?
Absolutnie nie. To są dwie różne sprawy.
A w skali powiatu, patrząc po wyborczym wyniku, jest Pan najlepszym samorządowcem?
Osobiście najwyżej oceniam rezultat Stefana Kiteli, który zdobył w gminie Krajenka prawie 65% poparcia w pierwszej turze, mając aż trzech kontrkandydatów. Pod tym kątem dla mnie on odniósł w skali powiatu największy sukces. Chociaż moja sytuacja wcale nie była tak łatwa, jak wielu oceniało. Cały czas podkreślałem, że wolałbym mieć kontrkandydata.
Zawsze miałem wrażenie, że z tym kontrkandydatem to raczej kurtuazja...
Nie. Naprawdę obawiałem się tych wyborów, ponieważ był to plebiscyt, którego w historii gminy jeszcze nie było.
Nawet, gdyby nie uzyskał Pan większości głosów, wójta mianowałaby Rada Gminy Lipka, a jest przecież oczywistym, że wskazano by Pana.
Nie przyjąłbym takiej nominacji. Bez mandatu zaufania od społeczeństwa w życiu nie prosiłbym o wsparcie rady.
Aż tak honorowy jest Przemysław Kurdzieko, czy po prostu teraz, po wyborach, może już tak mówić?
Już przed wyborami mówiłem te słowa wśród niektórych osób i wszystkie one mogłyby to dzisiaj potwierdzić.
Co mentalnie dzieje się w głowie człowieka, który zaledwie po czterech latach pracy wdrapuje się na krajowy szczyt społecznego poparcia?
Budzi się obawa przed tym, czy podołam podtrzymać tak wysoki poziom społecznego zaufania. Pracując na rzecz samorządu ciężko jest sprostać tak wielu oczekiwaniom. Każdy mieszkaniec czy wieś ma inne problemy, a budżet nie jest przecież z gumy. Ale jedno jest pewne, jeśli trzeba będzie, dam z siebie 120% zaangażowania. Ten ogromny kredyt zaufania trzeba teraz spłacić.
Został Pan połechtany sukcesem? Chce Pan zająć pierwsze miejsce w takim rankingu za cztery lata?
Na pewno chcę zapracować na jeszcze większe poparcie, a przynajmniej na podtrzymanie obecnego. Wiem, że będzie to niezwykle trudne. Ale z drugiej strony wiem, że gdy za coś się zabieram, zawsze stoi za tym jakiś cel i robię wszystko do końca. Gdy na coś się uprę, realizuję zamiary, choćbym miał poruszyć niebo i ziemię.
Ile prawdy jest w tym, że jest Panu ciasno w gminie i już pojawiają się przed Panem szersze perspektywy?
Na pewno minęły czasy, gdy wójtem czy burmistrzem zostawało się na 20 lat. Mamy coraz większą dynamikę, także w samorządach, które coraz częściej funkcjonują jak przedsiębiorstwa, a ich wójtowie czy burmistrzowie to w zasadzie menadżerowie. Nie może być miejsca na bylejakość. Dlatego nie planuję wójtowania na dwie dekady. Poza tym lubię, gdy coś się dzieje, gdy można postawić sobie nowe wyzwania. Pewnie za jakiś czas takie sobie wyznaczę, bo najgorsze to popaść w rutynę. Ale nie jest też tak, że już stąd uciekam, jak to niektórzy mówią i sam się dziwię skąd biorą te informacje. Mam w naszej gminie jeszcze sporo pracy do wykonania i póki co jestem tutaj. Gdzie będę w przyszłości? Naprawdę nie wiem.
Warszawa wchodzi w rachubę?
Absolutnie nie.
Czyli granice województwa?
Zdecydowanie prędzej.
Przemysław Kurdzieko marszałkiem, wojewodą?
(Uśmiech). Śmieję się, bo coraz częściej słyszę, jak inni piszą moje zawodowe scenariusze.
Mówią, że w każdej plotce jest ziarno prawdy, a Pana niektórzy już dzisiaj łączą z województwem.
Jeżeli w mojej zawodowej przyszłości rzeczywiście stanąłbym kiedyś przed takim wyborem, wziąłbym pod uwagę wszystkie za i przeciw. Tak jak powiedziałem: lubię wyzwania, ale na dzień dzisiejszy to są czyste spekulacje.
Istnieje ryzyko, że w kolejnych latach Pana ambicje nie będą szły w parze z finansowymi możliwościami gminy?
Wydaje mi się, że nie. W życiu trzeba być ambitnym, ale jednak odpowiedzialnym realistą.
Pytam, bo ponoć trochę przeinwestowaliście przez minione cztery lata i trudno było spiąć budżet na 2015 rok.
Cztery minione lata nie były żadną finansową rozrzutnością ponad stan. Fakt, braliśmy czasem kredyty na wkład własny do inwestycji unijnych, ale mimo to zadłużenie dziś wynosi 29%, zaś kiedy obejmowałem urząd wynosiło 33-34%. Jeżeli chodzi o budżet na 2015 rok to planujemy nawet nadwyżkę w kwocie pół miliona złotych.
Przez lata wielokrotnie podkreślał Pan swoją bezpartyjność, apolityczność, a w wyborach do Sejmiku Województwa Wielkopolskiego jednak wystartował Pan pod szyldem PSL.
Cztery lata temu byłem młodszym, świeżym po studiach idealistą. Dzisiaj wiem, że z perspektywy biurka, bez współpracy z samorządowcami wyższych szczebli nie da się wiele zrobić dla gminy. Ta współpraca już umożliwiła zainwestowanie w naszej gminie kilka milionów złotych zewnętrznych funduszy. Wystartowałem do sejmiku, żeby nadal mieć wpływ, mniej lub bardziej bezpośredni, na pewne finansowe kwestie w perspektywie kolejnych rozdań unijnych środków. A będzie o co zabiegać, bo sejmik będzie miał do rozdysponowania w latach 2014-2020 kwotę około 2,5 miliarda euro. Jestem przeciwny przeznaczaniu pieniędzy wyłącznie na duże, miejskie ośrodki tj. aglomeracje, trzeba walczyć o fundusze dla mniejszych gmin. Na liście PSL nie byłem jedynym bezpartyjnym samorządowcem, ponieważ uważamy, że samorządy powinny mieć większy wpływ na podział tych funduszy. Siedząc „cicho” nic nie wskóramy.
Spotkałem się z opiniami negatywnego zaskoczenia odnośnie Pana startu do sejmiku. Otrzymał Pan łącznie około 2,5 tys. głosów w regionie – gdyby zabrakło ich Henrykowi Szopińskiemu, żeby dostać się do sejmiku – miałby Pan wyrzuty sumienia, że rozdarł wyborców i odebrał regionowi szansę na reprezentanta w strukturach województwa?
Byłem przekonany, że Henryk Szopiński dostanie się do sejmiku bez względu na to, czy ja wystartuję, czy nie. Zresztą mi przyświecały cele podane wyżej i zapewniam, że żaden oddany na mnie głos się nie zmarnuje.
Pan również na niego głosował?
Chyba się Pan domyśla, na kogo głosowałem.
Czy Pana start w wyborach do władz województwa oznacza, że Przemysław Kurdzieko nie potrzebuje Henryka Szopińskiego w sejmiku, żeby osiągać swoje cele w gminie, związane np. z budową dróg wojewódzkich?
Z Henrykiem Szopińskim współpracuję i będę nadal współpracował na rzecz naszych gmin. Bez sensu są dywagacje, kto ma jaki udział w poszczególnych inwestycjach. Jego sukcesów na tym polu nikt mu nie odbierze.
Największe dla Pana wyborcze niespodzianki w gminie to...
Dobre wyniki młodych radnych, Macieja Chabrosa i Łukasza Klimka. Jeśli chodzi o nasz komitet, jestem zaskoczony brakiem mandatu dla Waldka Muchy. Sądziłem też, że do powiatu dostanie się Jacek Bieluszko, ale się nie udało.
Ma Pan do niego żal, że mocno zaangażował się w sprawę wodociągów w drugiej połowie poprzedniej kadencji – włożył kij w mrowisko – po czym nie wystartował do rady gminy?
Nie mam takiego odczucia. Natomiast faktycznie jego kompetencje zawsze oceniałem wysoko – nawet pomimo częstych różnic poglądów między nami – i przyznaję, że merytorycznie będzie go w radzie brakować. Wierzę jednak, że jakąś formę współpracy z panem Jackiem zachowamy.
Niedawno na naszych łamach Ireneusz Baran skomentował postępowanie Pana i Henryka Dobrosielskiego w sprawie rozwiązania ZUW Krajna. Padły słowa o (nie)odpowiedzialnym zarządzaniu wójtów gmin Lipka i Zakrzewo.
Ja nie będę robił prywatnych wycieczek. Przypomnę tylko, że chodzi o zarzut, iż stosujemy się do zaleceń Regionalnej Izby Obrachunkowej w kwestii rozwiązania ZUW Krajna. Według mnie to właśnie jest odpowiedzialne postępowanie, zaś według Ireneusza Barana nie ma to znaczenia. My z wójtem Dobrosielskim przychyliliśmy się do sugestii RIO i nie naraziliśmy naszych gmin na problemy. Teraz zaś gmina Tarnówka również będzie musiała dorzucić się do kosztów likwidacji, stąd może rozżalenie Ireneusza Barana. Ale tak mówi statut uchwalony przez wszystkie gminy.
Gminy dogadają się w sprawie rozwiązania ZUW Krajna, czy wszystko zakończy się sądem?
Takich scenariuszy póki co bym jednak nie pisał.
Odchodzi wspomniany Baran, nie będzie Wełniaka – to prawda, że to Pan jest głównym kandydatem do roli przewodniczącego zarządu Związku Gmin Krajny?
Jestem zaskoczony takim stwierdzeniem. Pierwszy raz o tym słyszę. Póki co nie dzielmy funkcji. Poczekajmy z tym do rozstrzygnięć drugiej tury wyborów w poszczególnych gminach. Ja na pewno do tej roli nie będę aspirował, bo uważam, że powinna to być osoba ze Złotowa.
Jak na dzisiaj wygląda kwestia zaległych w gminie podatków? Ile jest tych pieniędzy i czy są w ogóle do odzyskania?
Łącznie toczy się kilkanaście spraw na różnych szczeblach, głównie w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Poznaniu. Niektóre są już prawomocne i skierowane do egzekucji, ale na większość rozstrzygnięć trzeba jeszcze poczekać. Niestety na terminy nie mamy wpływu. Widzimy jednak, że ilość zarzutów czy ciągłe podważanie opinii biegłych powodują, że sądy mogą się z tym borykać kilka lat. Niestety z uwagi na tajemnicę podatkową nie mogę podać wszystkich szczegółów.Jak zostaje się drugim w kraju najskuteczniejszym wśród wójtów i burmistrzów?
Najważniejsza jest współpraca z mieszkańcami i dobre relacje z nimi. Myślę, że dałem się poznać jako zwykły, prosty człowiek, który z każdym na każdy temat porozmawia, wysłucha, pożartuje, a jak trzeba, to też doradzi. Zawsze chciałem być tak postrzegany i cieszę się, bo taki wyborczy wynik dowodzi chyba tego, że nie ma między mną a mieszkańcami bariery. Sądzę, że ludzie zagłosowali na Przemysława Kurdzieko jako człowieka, a nie urzędnika. Inna sprawa, że wiele ważnych i fajnych inwestycji udało nam się przez cztery lata dokonać.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze