Reklama

Martyna przestanie pylić!

02/11/2014 00:00
Sąsiedzi tartaku twierdzą, że zakład zatruwa im życie. Władze spółki zapewniają, że zrobią wszystko, aby usunąć problem. - Trzeba żyć w zgodzie z sąsiadami - deklaruje prezes

-Najgorzej jest latem: nie można otwierać okien, nie można posiedzieć w ogrodzie, prania na dworze nie można wywiesić – narzekają niektórzy mieszkający w pobliżu tartaku Martyna. – O! Proszę! Wczoraj myłam okna, a ile tu pyłu – jedna z kobiet ściera palcem kurz z parapetu. – Byłem kiedyś stolarzem, wiem, że tartak nie powinien aż tak pylić – dodaje jej sąsiad. Twierdzi, że właściciel tartaku w Jastrowiu [kilka miesięcy temu przeniósł zakład do Podgaj – przyp. red.] mieszkał dosłownie kilkanaście metrów od zakładu.

– Dlaczego u niego nie pyliło? – pyta.
Tartak w tym miejscu działa od ponad pięćdziesięciu lat. Przez ostatnie lata wielokrotnie zmieniał się jego właściciel. Od kilku lat zakład wchodzi w skład spółki Martyna, produkującej galanterię ogrodową. W sąsiedztwie tartaku znajdował się kiedyś żłobek, nieco dalej mieści się też przychodnia zdrowia. Dawniej zakład nikomu nie przeszkadzał, dlaczego więc nagle pojawił się problem? – Nie tak nagle, od kilku lat zwracamy na to uwagę pracownikom tartaku, ale ciągle słyszymy: „chcecie, żeby zamknęli zakład i sto osób poszło na bruk”!? Dlatego też nie skarżyliśmy się właścicielom spółki, ale dłużej już nie można – tłumaczy kobieta, której podwórko graniczy z zakładem.

[[reklama]]

Kierownik tartaku Hieronim Korzep twierdzi, że zmienił się profil produkcji, dlatego też pojawił się problem z pyłami. Kiedyś przywoziło się tu bale, trak ciął je na deski, które się wywoziło. – Trociny, a do tego z mokrego drzewa, nie pylą przecież – tłumaczy. – W tej chwili produkujemy duże ilości galanterii ogrodowej, stąd pojawił się pył. Odwiedziłem niemal wszystkich sąsiadów tartaku, tłumaczyłem im, gdzie leży problem i co zrobimy, żeby temu zaradzić – wyjaśnia. Zdaniem kierownika część urządzeń zostanie przeniesiona jak najdalej od zabudowań mieszkalnych. Zostanie też zmodernizowany cyklop – urządzenie, które wysysa pyły z hal i rurami, znajdującymi się na pewnej wysokości, przenosi je do odpowiednich pojemników. Rury te zostaną zamontowane jak najniżej, żeby było jak najmniejsze pole roznoszenia pyłów.
Prezes zarządu spółki Martyna, której siedziba znajduje się w Rąbczynie koło Wągrowca Waldemar Chudzik mówi, że to na jego polecenie kierownik zakładu odwiedził sąsiadów. – Przyznam się, że o problemie dowiedziałem się od pana. Byłem kilka dni temu w Okonku, zrobiliśmy spotkanie w zakładzie i opracowaliśmy plan działań na dziś. Chcemy na granicy tartaku posadzić wysokie drzewa, które zatrzymywałyby pyły w sposób naturalny. Gdzie się da, postawimy też odpowiednie ekrany. Wszystkich, którzy odczuwali z powodu pylenia dyskomfort, chciałbym serdecznie przeprosić. Zrobimy wszystko, aby problem zniknął. Osobiście bardzo mi zależy na dobrej relacji z sąsiadami – deklaruje prezes Chudzik.

Trzeba przyznać, że reakcja władz spółki na problem była szybka i skuteczna. Przykład z pewnością godny naśladowania.

Ryszard Mikietyński

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama