Na nowych osiedlach nie będzie miejskich dróg, a prywatne. Zasada jest prosta: twoja droga, twoja dziura. - My wtedy nie musimy wykupywać tego gruntu, bo to jest najgłupszy interes jaki może być - ocenia burmistrz
Grunt to cena
Około 15 zł za metr ziemi zajętej pod budowę drogi płacił jeszcze dwa lata temu Urząd Miejski w Złotowie. Cena gruntów budowlanych była wówczas kilka razy wyższa. Właściciele działek tracili na budowie dróg, samorząd "zyskiwał". Zasady naliczania odszkodowań za zajęcie terenu zmieniły się w ubiegłym roku.
- Zgodnie z nowym przepisem rozporządzenia, wartość nieruchomości określana będzie na podstawie cen transakcyjnych, pochodzących z rynków nieruchomości właściwych dla wycenianej nieruchomości – w lipcu 2011 roku podała Polska Agencja Prasowa. Po tym koszty samorządów budujących drogi wzrosły.
Stanisław Wełniak, burmistrz Złotowa: - Teraz ludzie żądają innych cen, natomiast my staramy się je negocjować. Poza tym my kupujemy działki od ludzi tylko w wyjątkowych sytuacjach.
Taką jest planowana przebudowa mostu na ulicy Grudzińskich. Tu właściciel otrzyma za metr zajętego pasa 50 złotych.
Budujemy drogi
Wyjątek ten potwierdza regułę, że Złotów nie zamierza płacić za grunty pod przyszłe drogi. I nie planuje ich w planach zagospodarowania przestrzennego. Przekonają się o tym właściciele działek przy ulicy Chojnickiej. - My w planach, które obecnie robimy, tam gdzie są grunty prywatne ustalamy drogi wewnętrzne. A więc te drogi też są prywatne – mówi wprost Stanisław Wełniak i dodaje: - My wtedy nie musimy wykupywać tego gruntu, bo to jest najgłupszy interes jaki może być. Są gminy, które opracowują wszystkie drogi jako publiczne, a właściciel przychodzi po uchwaleniu planu, robi podział gruntu, drogi przechodzą z mocy prawa na rzecz gminy, a on występuje o odszkodowanie. [[reklama]]
Drogi prywatne są na przykład przy ulicy Grochowskiego. Wówczas to właściciele posesji budują i dbają o drogę.
Stop naciąganiu?
Stanisław Wełniak twierdzi, że to dla gminy najlepsze rozwiązanie. – My o drogi musimy dbać, a nic z tego nie mamy – twierdzi włodarz Złotowa. Podaje też przykład „naciągania” miasta na koszty: - Chodził do nas człowiek z prośbą, żeby zrobić plan zagospodarowania. Mówił, że potem drogę nam da. A później, jak wyczuł bluesa, to przyszedł, żeby za drogę mu zapłacić. Sprzedał wszystkie działki, a od nas chciał pieniądze za drogę. To jest następny bzdurny przepis w tym kraju. Nikt nie patrzy na interes ogółu.
Łukasz Opłatek
Foto: www.sxc.hu
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze