W nowej kadencji nadal będzie pełnił funkcję przewodniczącego Rady Gminy Lipka. Z Krzysztofem Olczakiem rozmawia Piotr Steffen
Brał Pan w ogóle pod uwagę opcję, że nie będzie przewodniczącym rady w nowej kadencji?
Nie zabiegałem o tę funkcję. Wychodziłem z założenia, że poprzednia kadencja się skończyła, a teraz jest nowe rozdanie i wszystkie możliwości są dopuszczalne. Z drugiej strony już po wyborach rozmawiano ze mną, pytano, czy ponownie chciałbym kierować pracami rady. Nie ukrywam, że miałem chęć po raz drugi podjąć tę pałeczkę. Skoro ileś osób widziało mnie w tej funkcji, nie chciałem odmawiać.
Spodziewał się Pan kontrkandydata?
W demokracji zawsze trzeba się ich spodziewać. Dobrze się stało, że radni mieli wybór.
A przewidywał Pan, że będzie to Ryszard Pacholik?
Przed sesją pojawiały się takie głosy, ale nawet nie próbowałem ich weryfikować, nie zabiegałem o takie informacje. Kandydatury akurat pana Ryszarda można było spodziewać się tym bardziej, że był przewodniczącym rady w kadencji 2006-2010.
Co oznacza dla Pana fakt, że właśnie Ryszard Pacholik zabiegał o funkcję przewodniczącego? Dla grupy radnych z komitetu wójta i dla samego Przemysława Kurdzieko jest to sygnał, że...
W poprzedniej kadencji do rady weszli radni z trzech komitetów i z chwilą rozpoczęcia prac żaden podział nie funkcjonował. Teraz mamy radnych z dwóch komitetów i wierzę, że będzie podobnie. Nie sądzę, żeby kandydaturę pana Pacholika można było odbierać jako pierwszy sygnał o tym, że w radzie funkcjonuje jakiś sztuczny podział. Oczywiście to, jak będzie w przyszłości, będzie zależało jedynie od nas samych.
Przeszło Panu przez myśl, że była to pierwsza próba sił? Że radni spoza komitetu wójta chcieli rozeznać, jak bardzo jesteście skonsolidowani i na ile mogą sobie pozwolić przez kolejne cztery lata?
Początki samorządowej współpracy często bywają trudne i być może rzeczywiście był to swego rodzaju sondaż. Ale wierzę, że tak nie jest. Tym bardziej, że dowodem chęci naszej – radnych z komitetu wójta – współpracy jest to, że w prezydium rady jest osoba spoza naszego grona, Anastazja Ogrodowska. Podobnie jak w przypadku przewodniczącej jednej z komisji, gdzie funkcję powierzono Henryce Drobczyńskiej.
Głosowanie o funkcję przewodniczącego wygrał Pan w stosunku 11:4. Wydawało się, że będzie 10:5, wedle ilości głosów komitetów. Znaczy to, że w drugim komitecie ktoś poparł Pana. O czym to świadczy?
Być może o tym, że po stronie radnych spoza naszego komitetu nie ma jakiejś szczególnej dyscypliny, a to może jedynie dobrze rokować współpracy w całej radzie. Oby rzeczywiście nie było tam tej dyscypliny. Wiem, że z panem Ryszardem się różnimy: wiekiem, doświadczeniem, mentalnością, sposobem myślenia. Ale na pewno możemy dobrze współpracować, a swoim postępowaniem udowodnię przez kolejne cztery lata, że jestem przewodniczącym wszystkich radnych.
[[reklama]]
Jako komitet wójta w 100 proc. podporządkowujecie się jego woli, wizji, pomysłom, czy jest miejsce na Wasze inicjatywy?
Poprzednia kadencja była oparta o autentyczną współpracę. Czasami toczyliśmy trudne dyskusje, że wspomnę choćby temat wody, którego konsekwencje będziemy musieli za chwilę podjąć. Sądzę, że w tej kadencji również wszystko będzie podparte dyskusją wójta z radnymi. Ze wszystkimi radnymi.
Kilkanaście miesięcy temu zrobiło się trochę zamieszania po tym, jak nie zaprzeczył Pan na naszych łamach, że może wystartować w wyborach na wójta. Jak z perspektywy czasu oceniać tamtą wypowiedź?
Był to raczej efekt sugestii, jakie pojawiły się w nieodległej przeszłości, kiedy moje nazwisko pojawiało się wśród potencjalnych kandydatów do tej funkcji. Jednak to było jeszcze przed kadencją 2010-2014, więc powiedzmy, że ta rozmowa sprzed kilkunastu miesięcy była swego rodzaju odpryskiem tych wcześniejszych dyskusji. Przez ostatni okres temat chyba wystarczająco się wyklarował, mamy nowego-starego wójta, więc dzisiaj takich scenariuszy dla siebie nie przewiduję.
Na dzisiaj czy w ogóle?
Na ten moment jestem zaangażowany w pracę zawodową. W samorządową również, ale wyłącznie w roli radnego.
Jestem tak obłożony obowiązkami, że dość mocno zastanawiałem się nad tym, czy w ogóle startować do rady na kadencję 2014-2018. Miałem poważne wątpliwości, dopiero namowy wyborców sprawiły, że wystartowałem w wyborach do rady.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze