Właściciel Przedsiębiorstwa Komunalnego Sanikont-Bis Waldemar Zawistowski nie chce działać wbrew woli mieszkańców wsi, w rejonie której miał zamiar zlokalizować bazę magazynowo-transportową, od realizacji inwestycji w tym miejscu najprawdopodobniej zatem odstąpi. Szef złotowskiego przedsiębiorstwa nie skapitulował jednak od razu – nim skłonił się w stronę rezygnacji usiłował doprowadzić do organizacji zebrania wiejskiego, w trakcie którego zainteresowanym mógłby szczegółowo objaśnić przeznaczenie wspomnianej bazy. Szansy na to nie dostał.
Wójt szczerze powiedział, że zna społeczne nastroje i na ich podstawie może stwierdzić, że zgody dla mojej inwestycji nie będzie, na rozmowy szkoda więc czasu
Reklama
– wyjaśnia Waldemar Zawistowski. Przedsiębiorca żałuje, że na drodze do realizacji zadania stanęła, jego zdaniem, niewiedza mieszkańców, którzy uznali, że działalność firmy mogłaby być dla nich uciążliwa.
W żądnym wypadku
– dementuje Waldemar Zawistowski i wyjaśnia:
Firmy takie jak moja nie zajmują się ani składowaniem, ani przetwarzaniem odpadów. Nie pozwalają na to przepisy
– zaznacza, tłumacząc, że tego typu zadania leżą w gestii regionalnych instalacji przerobu odpadów.
Sanikont dynamicznie się rozwija. Baza w której aktualnie parkują nasze samochody i w której przechowujemy m.in. toy toy’e czyli przenośne toalety zrobiła się zbyt ciasna, dlatego postanowiliśmy poszukać więcej przestrzeni. Tylko tyle
Reklama
– wyjaśnia Waldemar Zawistowski, podkreślając, że mieszkańcy Blękwitu nie odczuliby obecności bazy.
Nasze samochody, puste, wyjeżdżają w teren o 7.00, wracają około 15.00, też puste i pół godziny później już jest po pracy
– precyzuje.
Nasz rozmówca ubolewa nad tym, że do transakcji z gminą nie doszło, nie ukrywa jednak, że ma w zanadrzu plan B – otrzymał już propozycję zakupu działki w obrocie prywatnym, o szczegółach póki co nie chce jeszcze mówić. Szczerze zaznacza przy tym, że na współpracy z nim gmina, a konkretnie jej mieszkańcy, mieli zyskać coś więcej niż wpływy z podatków.
W Debrznie i Człuchowie, a więc na terenie, który nasza firma obsługuje, wspieramy społeczne inicjatywy. Zakładaliśmy, że w przypadku gminny Złotów nie będzie inaczej
– przyznaje Waldemar Zawistowski. Na zmianę nastawienia ze strony samorządowców i społeczeństwa nie ma jednak co liczyć – wójt gminy Złotów otwarcie mówi, że o budowie bazy w tym konkretnym miejscu trzeba zapomnieć.
Jako samorządowiec oczywiście jestem zainteresowany rozwojem przedsiębiorczości w gminie, ale uważam, że nie powinien on następować wbrew woli mieszkańców
Reklama
– mówi Piotr Lach, zapewniając, że wola tych, którzy protestują, zostanie uszanowana.
W związku ze wszczęciem postępowania administracyjnego dotyczącego wydania decyzji o warunkach zabudowy dla wspomnianej inwestycji do mieszkańców Blękwitu, właścicieli nieruchomości bezpośrednio sąsiadujących z gruntem, który inwestor chciał nabyć rozesłano pisma, w których zobowiązano ich do wyrażenia opinii na ten temat. Wszystkie odpowiedzi, które do urzędu wpłynęły, miały wydźwięk negatywny – zainteresowani zaprotestowali przeciwko przedstawionym im planom. Nie tylko oni – gotowe jest już pismo protestacyjne, pod którym podpisało się ponad pięćdziesięciu mieszkańców wsi. Gdyby wójt wycofał się z deklaracji odejścia od sprzedaży działki na rzecz Sanikontu sołtys Piotr Zych dostarczy je do urzędu. Aktywność ta dowodzi, że szef wsi, podobnie jak jej mieszkańcy, są zdeterminowani i zrobią wszystko, aby baza tu nie powstała. Dlaczego?
Jak wynika z dokumentu, obawy mieszkańców Blękwitu budzi głównie magazynowa funkcja bazy. Piotr Zych jest zdania, że to właśnie ona może być źródłem wspomnianych uciążliwości. Nawet jeśli nie w początkowej fazie działalności firmy, to być może później, w jego opinii bowiem naturalne jest, że dobrze prosperujące przedsiębiorstwa z czasem poszerzają swoją działalność.
„Kto nam, mieszkańcom, zagwarantuje, że składowiska w najbliższym sąsiedztwie naszych domów w przyszłości nie będzie?”
- pytają protestujący w piśmie.
Argumenty Waldemara Zawistowskiego, opierające się m.in. o zapisy prawa, ich nie przekonują.
Wolimy dmuchać na zimne
– to stwierdzenie w czasie sondowania przez nas tematu z różnych ust padało kilkakrotnie.
Mieszkańcy Blękwitu przeciwko inwestycji protestują z kilku względów. Lista ich obaw jest długa. Pierwszy punkt dotyczy nieprzyjemnego zapachu, który może się unosić w pobliżu bazy.
„Można sobie tylko wyobrazić, jakie zapachy zapanują bezpośrednio za naszymi płotami, w sąsiedztwie naszych domów i ogrodów. Ile owadów i insektów baza do siebie ściągnie, dla ilu będzie swoistą wylęgarnią […]. Oddzielną sprawą jest ryzyko rozprzestrzeniania się gryzoni: szczurów i myszy oraz innych szkodników, których byt od zawsze kojarzony jest ze śmieciami i innymi nieczystościami”
- to fragment wspomnianego pisma protestacyjnego. Inny dotyczy ruchu drogowego – protestujący obawiają się hałasu oraz uciążliwości związanych z regularnymi przejazdami ciężkich samochodów bezpośrednio przy ich domach. Dalej – pojawia się też aspekt finansowy. Konkretniej – mieszkańcy Blękwitu obawiają się spadku wartości ich nieruchomości: działek przeznaczonych do sprzedaży, gruntów rolnych, budynków mieszkalnych i gospodarczych.
„Kto nam, mieszkańcom, zwróci straty, które w wyniku tego feralnego sąsiedztwa poniesiemy?”
- w piśmie pada kilka pytań. Są i wyjaśnienia.
„Osiedliliśmy się w Blękwicie głównie dlatego, że bardzo liczyliśmy na spokojną okolicę, ciszę, czyste powietrze i wodę, niekłopotliwe sąsiedztwo oraz przychylność władz gminy”.
Wszystkie wymienione walory, łącznie z tymi krajobrazowymi, protestujący chcą zachować.
Nie po to kupowałam działkę z widokiem na las, żeby teraz patrzeć przez okno na jakąś bazę
– podsumowuje jedna z pań.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Blękwit stanie się częścią miasta kiedyś i prędzej czy później spokój zniknie, jak ktoś chce spokój to min. 10 - 15 km od miasta a nie zaraz pod miastem gdzie granice miasta i wsi już się prawie zacierają a z pewnością za kilka lat nie będzie widać gdzie się kończy miasto i zaczyna wieś i już nie będzie cicho i spokojnie
Wystarczyło zapewnić ludzi, że co miesiąc będzie zakupywane kilka tysięcy choinek zapachowych i rozwieszane na ogrodzeniu. :) A tak naprawdę to tego typu działalność powinna w okolicach złotowa funkcjonować nie opodal oczyszczalni ścieków. Zawsze z takich samochodów będzie się wydobywał przykry zapach. I doskonale rozumiem stanowisko mieszkańców Blękwitu. Nie po to posprzedawali swoje mieszkania i uciekali z miasta na wieś aby teraz za miedzą mieć uciążliwego sąsiada.
Blękwit stanie się częścią miasta kiedyś i prędzej czy później spokój zniknie, jak ktoś chce spokój to min. 10 - 15 km od miasta a nie zaraz pod miastem gdzie granice miasta i wsi już się prawie zacierają a z pewnością za kilka lat nie będzie widać gdzie się kończy miasto i zaczyna wieś i już nie będzie cicho i spokojnie
Wystarczyło zapewnić ludzi, że co miesiąc będzie zakupywane kilka tysięcy choinek zapachowych i rozwieszane na ogrodzeniu. :) A tak naprawdę to tego typu działalność powinna w okolicach złotowa funkcjonować nie opodal oczyszczalni ścieków. Zawsze z takich samochodów będzie się wydobywał przykry zapach. I doskonale rozumiem stanowisko mieszkańców Blękwitu. Nie po to posprzedawali swoje mieszkania i uciekali z miasta na wieś aby teraz za miedzą mieć uciążliwego sąsiada.