Jego pomysły często rodzą się w wannie. Bywa, że przeklnie, ale dzięki aktorom Matysarka czuje się młodszy. Z Andrzejem Motakiem rozmawia Łukasz Opłatek
Każdy z nas gra w życiu różne role, Pan jakie gra najczęściej?
Ja staram się być zawsze sobą. Jeżeli w społeczeństwie odgrywam jakąś rolę, to przede wszystkim nauczyciela. A w życiu kulturalnym staram się być animatorem kultury. Miałem kilka razy propozycje zaangażowania się w lokalną politykę, ale uważam, że tam nie jest moje miejsce.
Aktorzy boją się zaszufladkowania. Pan został zaszufladkowany przez Matysarka? W końcu prowadzi go Pan od 26 lat.
Tak, pewnie tak. W środowisku bardziej jestem postrzegany jako człowiek od Matysarka niż jako nauczyciel. Zresztą jak robiłem specjalizację jako polonista to wykazałem się przede wszystkim osiągnięciami w teatrze.
To dobrze czy źle?
Ja z teatrem spotkałem się w czasie studiów – teatr prowadził mój kolega Mirek Gliniecki, ale nigdy nie myślałem, by robić teatr w taki sposób jak obecnie. Kółko, które prowadziłem, rozrosło się, miasto zaakceptowało nas jako teatr miejski i tak jest dobrze.
Odpowiada Panu ta rola?
To jest moje hobby. Lubię jeździć z młodzieżą do teatru, staram się propagować tę dziedzinę sztuki, która w Polsce się odradza, bo do dobrych teatrów trudno zdobyć bilety.
[[reklama]] Teatr to świat specyficzny, czasem bardzo odmienny od realnego. To Pana pociąga?
Każdy spektakl tworzy swój świat, a młodym ludziom potrzeba takiego oderwania, bo otaczający ich świat jest trudny. Dlatego aktorzy Matysarka mówią, że najprzyjemniejsze są próby, te spotkania towarzyskie, wygłupy.
To oderwanie od rzeczywistości udziela się również Panu?
Spotkanie z młodymi ludźmi pozwala mi, przynajmniej psychicznie, czuć się dłużej młodym. Pozwala mi to lepiej rozumieć świat uczniów niż tylko poprzez kontakty na lekcjach.
Wzbogaca to Pana?
Zdecydowanie. Poza tym lubię swoją wyobraźnię i przekazywanie jej uczniom. A oni jeszcze pogłębiają moje wizje i z tego powstają nasze spektakle.
A propos pomysłów – budzi się Pan w środku nocy z koncepcją nowego spektaklu?
Różnie, ale bardzo często te spektakle powstają w wannie. A jak nie mogę zasnąć, to najwyżej udoskonalam spektakle. Dzisiejszej nocy właśnie przez godzinę myślałem, jakby ten spektakl lepiej zrobić. [[nowa_strona]] Pamięta Pan najdziwniejszą wizję, jaką przeniósł Pan na scenę?
Najdziwniejsze było zrobienie spektaklu z szalenie trudnej poezji Charlesa Baudelaira. Ja byłem nią zafascynowany i długo zastanawiałem się, jak zrobić z niej przedstawienie. Kiedy mi się udało, to byłem zaskoczony sukcesami, bo zagraliśmy to w języku francuskim na festiwalu w Poznaniu i reprezentowaliśmy Polskę na festiwalu światowym w Pecz.
Jest Pan perfekcjonistą? Dopina Pan wszystko na ostatni guzik?
Gdybym nim był, to miałbym spektakl zrobiony przez siebie od początku do końca. A ja pozwalam innym dużo wnosić do tych przedstawień. Mój pomysł jest gdzieś w tle. Poza tym perfekcjoniści sprawdzają się w teatrach zawodowych, w amatorskich niekoniecznie. Mam kolegów, którzy może i mają spektakle fajne, ale młodzież jest przez nich umęczona.
Czyli dyktatorem na próbach Pan nie jest.
Nie, nie jest to mój styl pracy. Gdybym nim był, to nie byłoby tego teatru, tej przyjaźni, a jedynie grupa wyrobników, a nie na tym polega idea Matysarka.
A jego ideą jest...
Przede wszystkim stworzenie fajnej grupy przyjaciół, dla której teatr jest czymś ważnym. Oczywiście, skoro ktoś nas finansuje i są wobec nas jakieś oczekiwania, to my staramy się je spełniać. Ale gramy przede wszystkim dla widzów, a oni nie spodziewają się po nas nudy. [[reklama]] Z tego co Pan mówi wynika, że jest Pan nie tylko animatorem kultury, ale przede wszystkim przyjaźni. To nowatorskie podejście.
Na pewno w tej grupie nim jestem. Dlatego, że w Matysarku są uczniowie różnych klas, którzy przyjaciółmi stają się często na pierwszej próbie.
Podobno najtrudniej robi się spektakle śmieszne. Jakie jest Pańskie poczucie humoru?
Myślę, że duże, dlatego udało nam się zrobić kilka przedstawień takich, które publiczność zdecydowanie rozśmieszały. A poza tym tak chyba jestem postrzegany jako człowiek raczej pogodny. Rzadko się denerwuję.
A kiedy już się Pan zdenerwuje, to na co?
Zdarzają się dni, że przychodzą ludzie, którym się nic nie chce, że przychodzą się tylko powygłupiać albo gdy za dwa tygodnie jest premiera, a nam nic nie wychodzi. I na pewno denerwuję się na festiwalach, ale to już wewnętrznie. Czasem też, przyznam się, wyrwie mi się przekleństwo w stosunku do tego, co się dzieje na scenie. [[nowa_strona]] Po czym Pan poznaje, że ktoś będzie potrafił przekazać widzowi emocje, które Pan sobie wymyślił?
Może się przechwalam, ale po tylu latach wiem to już po tym, jak ktoś wchodzi na scenę, On nie musi właściwie grać. Niektórzy mają wymuszone teksty i się męczą, a inni, jak w tym roku Agnieszka Szopieraj, improwizują i widać, że nadają się do teatru. Żałuję, że jest wielu ludzi, którzy mają to coś, a nie przyjdą do nas, bo się boją, wstydzą.
Liczy Pan na naturalność?
Naturalność jest ważna i jeszcze oryginalność. Nienawidzę nieudolnego naśladowania innych. Aktor musi mieć coś swojego, tak że wiem, że dostaję człowieka, a nie naśladowcę.
By stworzyć dobry spektakl w zespole musi być mnóstwo pozytywnej energii. Pan przekazuje ją aktorom Matysarka?
Matysarek jest jak wielka kula energetyczna, tyle tej energii mają w sobie ci młodzi ludzie. My przekazujemy ją sobie nawzajem.
Z czego wynika sukces Matysarka? Bo, to trzeba przyznać, to projekt dobrze zrobiony.
Oprócz przyjaźni jest to wielka praca, którą trzeba wykonać. Dla widza, nie dla siebie. Kiedyś Przemek Stippa powiedział mi ciekawe zdanie: jeżeli aktorzy sami dobrze się bawią swoim przedstawieniem, to klapa jest pewna. Aktorzy muszą bawić widzów.
A na festiwalach przekonać do siebie jury. Czasem się to Wam udaje, czasem nie.
My znamy już gusta komisji i wiemy, czego się spodziewać. Są festiwale, gdzie nasz teatr nie zostanie zaakceptowany i tam się nie pchamy. Nie mamy kompleksu porażki, ale po co wydawać pieniądze miasta? Żeby się przejechać?
[[reklama]] Ciągle podkreśla Pan zasługi młodzieży, ale ona regularnie się zmienia. A Pan zostaje. Jak zmienił się przez te lata Andrzej Motak?
Wiadomo, że jak się człowiek starzeje, to staje się mniej tolerancyjny. Ja też muszę walczyć ze sobą, by przenicować się na nowe czasy. Nie podobałbym się uczniom dziś taki, jaki byłem 20 lat temu. Musiałem się zmienić i artystycznie, i emocjonalnie.
Ale były chwile, gdy chciał Pan zrezygnować z prowadzenia teatru?
Tak, gdy zlikwidowano dom kultury, gdy namawiano mnie na założenie stowarzyszenia Matysarek. Ale jak ja mam założyć stowarzyszenie, jak ci ludzie przepływają przez tę grupę i idą w świat? Chciałem zrezygnować, ale na szczęście jakoś się w nowej rzeczywistości odnaleźliśmy.
Panie Andrzeju, powiedzmy to wprost, bo Pan wciąż tego unika – sukces Matysarka to Pańska zasługa.
No tak. W dużej mierze moja, w końcu przez tyle lat ja to prowadzę. Ale w 30% jest to też zasługa ludzi, z którymi pracuję.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze