Chłopcy tłoczą się przy sztandze. Wiedzą, że Krzysztof Wodecki jest wymagającym trenerem. Jego życiowy rekord w wyciskaniu - 165 kg budzi milczący podziw. Teraz sztanga waży mniej, ale siłacz wypycha ją do góry i nie widać po nim zmęczenia. Niektórym chłopakom udaje się to zrobić dziesięć razy i choć schodzą z ławki purpurowi z wysiłku, są dumni, że dali radę, że oni też potrafią
Z sztangą przez świat
- Spokojniej, nie szarp tak – instruuje trener, siedząc spokojnie na zasłużonym fotelu w swojej siłowni i dalej opowiada swoją historię. Widać nadal w nim ten błysk do sportu, któremu poświecił ładny kawałek życia. Odkrył w sobie pasję uczenia młodych. - Podejście do życia trzeba mieć odpowiednie i tyle. Czasem myślę, że zdrowym jakoś łatwiej życie przecieka przez palce. Ja staram się łapać każdą szansę. I tego, a nie tylko ćwiczeń, chcę nauczyć młodych ludzi, z którymi pracuje, to daje mi radość, że mogę przekazać tyle lat swoich doświadczeń.
Krzysztof Wodecki ma wrodzoną wadę: spastyczne porażenie kończyn dolnych. - Coś trzeba było w szkole na zajęciach rehabilitacyjnych robić. Pomógł mi bhp-owiec. Były spartakiady, szukali młodych, którzy chcieli coś w sporcie osiągnąć. I tak to się zaczęło. Od 1990 roku nie przegrałem w mistrzostwach Polski – z dumą w głosie mówi K. Wodecki, który zaczynał od kategorii 52 kg, a obecnie dźwiga w wadze do 72 kg. -Pół świata zwiedziłem: Anglia, Francja, Hiszpania, Portugalia, Malezja. Jak instruuje mnie mieszkaniec Jastrowia w tej chwili od pięciu lat nie ma mistrzostw Europy. -Chyba Europa się sypie – mówi sportowiec. Trofea nazbierane przez 20 lat trwania kariery nie mieszczą się już na kredensie u Państwa Wodeckich. – Żona część kazała mi wynieść do siłowni, na każdy jednak medal czy puchar musiałem ciężko zapracować – mówi jastrowianin. [[reklama]]
Wygrasz, przegrasz - życie
Ostatni znaczący medal Krzysztof Wodecki przywiózł z mistrzostw Polski. – Powiem nieskromnie, że od dawna jestem niepokonany w swojej kategorii wagowej. Z nutką żalu sportowiec wspomina o braku pieniędzy na organizowanie dużych imprez. - W PRL-u był kryzys, teraz mamy kryzys, takie już nasze życie. Jak przyznaje pasjonat sportu brakuje również nowego narybku, młodych, którzy jakby mniej garną się do sportu. - Im się po prostu nie chce, wolą siedzieć przed komputerem, a ta dyscyplina, to ciężka harówka. Nie ma lekko. Zdjęcie z Barcelony z A. Gołotą, to pamiątka do końca życia.- Z chłopaków z Barcelony tylko ja jeszcze zostałem czynnym sportowcem. Jak przyznaje 45-letni zawodnik cieszą go każde pieniądze: i te ze stypendium od Starostwa Powiatowego w Złotowie i te od drobnych sponsorów. K. Wodecki pracował w Spółdzielni Inwalidów, ale zakład upadł i od 1988 roku mieszkaniec Jastrowia jest na rencie, wraz ze swoją żoną. Ma 18-letnią córkę z czego jest bardzo dumny. Pan Krzysztof, to wielokrotny reprezentant Polski, mistrz Europy, świata. –Były sytuacje , w których miałem już dość. Na zawodach bodajże mistrzostwach Europy, do których przygotowywałem się cały rok, było wiele wyrzeczeń, wysiłku - na darmo, jak się później okazało. Mówię sobie zacznę od 150 kg i potem pójdę wyżej. Niestety, wszystkie trzy próby spalone. Przyjechałem do domu i powiedziałem stop, mam wszystkiego dość. No, ale czegoś brakowało, snułem się po domu, nie wiedziałem, co z sobą zrobić. I zrozumiałem, że tak jak w życiu, są lepsze i gorsze momenty i trzeba się z tym po prostu pogodzić. Wróciłem na salę ćwiczeń i odbudowałem się psychicznie i fizycznie, by w następnych zawodach wygrać. Żeby być w formie trzeba ćwiczyć cały czas. Nie można robić sobie wolnego. U mnie trening to 8-10 ton, 10 serii po 100 kg. Jak ktoś nie leżał pod sztangą, trudno jest mu to zrozumieć - rozważa. [[nowa_strona]]
Mięśnia nie oszukasz
Siłacz z Jastrowia był na mistrzostwach świata w Kuala Lumpur, jeździł po całym świecie. - Kiedy usiądę w fotelu i wiem, że będę mieć, co wspominać – to też ważne. Każdego coś boli w życiu, każdy na coś narzeka. Ale najgorsze, to użalać się na sobą. Ja na to czasu nie mam - śmieje się sportowiec. Marzy mu się turniej w wyciskaniu, może o mistrzostwo powiatu Złotowa. Raz żeby pokazać innym, że mimo 45 lat inni będą musieli się napracować, żeby pokonać mistrza Polski. – Może inni zainteresują się tym sportem, każdy ruch jest lepszy niż siedzenie w fotelu. Dla niego przedszkole to ciężar poniżej 100 kg. Potem zaczyna się dopiero wyciskanie. Jak w każdym innym sporcie nie wszystkiego można się wyuczyć, trzeba mieć iskrę bożą, żeby osiągnąć takie wyniki. - Ręce mam zdrowe i mogę się w tej dyscyplinie pokazywać. – U mnie najważniejsza jest siła, nie wytrzymałość tzw. chwilówka, jak ja ją nazywam. Siła jest najważniejsza, nie wytrzymałość. Trzeba mięsień motywować do pracy, żeby nie wpadł w rutynę, wszystko ma również, jak widać, przełożenie w życiu codziennym - śmieje się rencista a jednocześnie mistrz. Zapewnia, że nigdy w życiu nie posiłkował się dopingiem. -Najlepszą odżywką jest golonka, dobre mięso. To najlepiej wyciąga mięśnie. Mięsień wypracowany nie zwiotczeje. Zrobisz, to sztucznie, zaczyna się problem. Mieszkaniec Jastrowia ćwiczy trzy razy w tygodniu, ma już swoje lata i, jak przyznaje, organizm potrzebuje trochę więcej czasu na regenerację. [[reklama]] Orzełek na kulach
Jego dyscyplina to obecnie niezapisana karta. Pozmieniano wszystkie kategorie wagowe, anulowano wszystkie wyniki, rekordy. Wszystko zostało zresetowane do zera. Od 2013 roku weszły nowe przepisy. - Prawdopodobnie teraz w Rosji odbędą się mistrzostwa Europy, ale zobaczymy jak będzie – zastanawia się. Krzysztof Wodecki występuje pod szyldem Startu Koszalin. –Jestem dla siebie i menadżerem i trenerem, sponsorem nawet. Trenuję tyle lat i nie potrzebuje wsparcia trenerskiego. Wiem jak trenować – mówi pewnie. -Trzeba uważać na siebie, z ciężarami żartów nie ma. - Sport u „sprawnych” mam wrażenie, że się zagubił, jest straszna komercjalizacja. U niepełnosprawnych jest chyba inaczej, więcej tego romantyzmu sportowego - mówi mistrz Wodecki. Od ministra sportu za wybitne osiągnięcia otrzymał brązowy i złoty medal.- To są lata pracy, ale nie żałuję, jak coś boli to znaczy, że żyję – śmieje się sportowiec. - Miałem państwowe stypendia, ale to też nie były pieniądze porównywalne do tych, które mają pełnosprawni. Nie powinno być dyskryminacji. Jak grają mi hymn Polski, to ten orzełek jest na kulach? –pyta retorycznie sportowiec. – Grają mi taki sam hymn, jak A. Małyszowi i innym. Jak przychodzi docenienie wysiłku, to jest różnica i nie rozumiem tego, przecież w każdej grupie musisz być najlepszy. Moje motto: „Jak mówią, że nie dasz rady, to pokaż, że możesz” .Traktujmy wszystkich tak samo - jasno mówi K. Wodecki. - Chciałbym jeszcze raz zmierzyć się z najlepszymi w Europie, nie wiem czy będzie mi to dane, bo weszły jakieś ograniczenia. Jednak czuje się spełniony i na razie w Polsce jeszcze wygrywam, ale kiedyś trzeba powiedzieć „pass”, żeby gryf mnie nie przygniótł. Nie rozmieniać się na drobne, wiedzieć kiedy powiedzieć dość, a nie tak, jak nasz wybitny bokser A. Gołota, mimo że to bardzo sympatyczny gość – stwierdza.
Karol Zabel
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze