Reklama

Mówię prosto w oczy

28/12/2011 19:23
Była to już chyba ostatnia próba ratowania szkoły w Pniewie. - Możecie mnie ukamienować, ale zdania nie zmienię - stwierdził burmistrz Andrzej Jasiłek

Tym razem na spotkanie z nauczycielami i rodzicami oprócz burmistrza Andrzeja Jasiłka i przewodniczącej rady miejskiej Lidii Sameć do Pniewa przyjechało również kilku radnych. Podobne spotkanie odbyło się tydzień wcześniej. Zainteresowani uznali, że warto spróbować spotkać się raz jeszcze. Zaczęło się od pytań pod adresem burmistrza. Dyrektor Danuta Gortat spytała burmistrza, jak to się stało, że dane dotyczące kosztów funkcjonowania szkoły, jakie otrzymała z Zespołu Obsługi Placówek Oświaty, różnią się od tych, którymi dysponuje burmistrz. Andrzej Jasiłek wyjaśnił, że być może stało się to na skutek różnych terminów ich wyliczenia. – Chyba Państwo nie sądzicie, że ukryliśmy jakieś kwoty, aby uzasadnić likwidację waszej szkoły. Różnica w wyliczeniach dotyczy kilku tysięcy złotych, a my szukamy dziesiątków, a nawet setek tysięcy. Nie warto więc o takie kwoty kruszyć kopii – uznał burmistrz. Z kolei nauczycielka Marzena Nowak oświadczyła, że również stawka, jaką przeznacza się na jednego ucznia, jest co kilka dni zmieniana. – Która w takim razie jest prawdziwa? – pytała.

Andrzej Jasiłek tłumaczył, że w Szkole Podstawowej w Okonku na ucznia przeznaczy się w przyszłym roku 7.700 zł, jest to jedyna szkoła, która ma możliwość utrzymania się z samej subwencji (w 2012 roku subwencja na jednego ucznia będzie wynosiła 8.800 zł). W Szkole Podstawowej w Lotyniu jeden uczeń kosztuje 10 tys. zł, w gimnazjum w Okonku 9.600 zł, w gimnazjum w Lotyniu również 10 tys. zł. Natomiast w Pniewie na jednego ucznia planuje się przeznaczyć 15.500 zł, czyli do jednego dziecka gmina musi dołożyć 5.500 zł. Jeśli przeliczyć to przez ilość uczniów, da to kwotę około pół miliona złotych rocznie. – Gmina nie jest w stanie tego zrobić i mówię to prosto w oczy. Możecie mnie ukamienować, ale i tak zdania nie zmienię – oświadczył burmistrz.

Proszę konkrety

Włodarz gminy mówił jeszcze o kiepskiej sytuacji finansowej Miejsko–Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej, którego praca z braku pieniędzy została sparaliżowana, zaczął też o tym, ile trzeba będzie przeznaczyć na rekultywację składowiska odpadów. – Prosimy skupić się na problemach naszej szkoły, bo o tym, co Pan mówi, słyszeliśmy już kilka razy – przerwała mu Joanna Siwka.

Radna Jolanta Grzonka wróciła do tematu powołania stowarzyszenia, które miałoby prowadzić szkołę. Prosiła, aby burmistrz w tej sprawie nie zrzucał odpowiedzialności na radę miejską, a wykazał się większą stanowczością. – Po raz kolejny powtarzam: jeśli ktoś przyjedzie do mnie i pokaże papiery, że zaczęto procedury powołania stowarzyszenia, to będziemy rozmawiać. Rada będzie musiała poszukać na to pieniędzy. Na razie wszystko w tej sprawie dzieje się na zasadzie planów– odparł Andrzej Jasiłek.
[[reklama]]
Nauczycielka i radna jednocześnie Ewa Abramowicz przyznała, że przestaje już w tej sprawie cokolwiek rozumieć. Tydzień wcześniej na podobnym spotkaniu burmistrz stwierdził, że na cztery miesiące (od września do grudnia) funkcjonowania szkoły w przyszłym roku rada będzie musiała znaleźć pieniądze, aby nauczyciele mogli otrzymywać minimalne wynagrodzenie. Teraz okazuje się, że być może nawet na to nie będzie pieniędzy, a nauczyciele w ramach stowarzyszenia będą przez ten okres pracować za darmo. – Tak jak tonący chwyta się brzytwy, tak my, aby ratować szkołę, chwytamy się stowarzyszenia - oświadczyła. – Jak będzie stowarzyszenie, to dopiero pogadamy. Na razie nie ma szans, aby ta szkoła przy tym budżecie gminy przetrwała – odparował burmistrz.



Jaki rozwój?


Krystyna Jakubowska, radna poprzedniej kadencji przyznała, że mieszkańcy wsi nigdy się nie zgodzą na likwidację szkoły. W sytuacji gdyby radni uchwalili budżet na przyszły rok, to zostanie kilka miesięcy, aby próbować ją jeszcze uratować. Jej zdaniem pięcio- i sześcioletnie dzieci (wraz z likwidacją szkoły zostałby zlikwidowany oddział przedszkolny) są za małe, by dojeżdżać kilkanaście kilometrów do Okonka. - Dlaczego o takich problemach nie mówił pan przed wyborami? Pewnie inaczej by to wszystko wyglądało – oświadczyła.
- Ja zniosę wszystko oprócz populizmu i takich apeli, jakie pani wygłosiła – odpowiedział natychmiast burmistrz Jasiłek. Przypomniał, że o sytuacji finansowej gminy mówił w kampanii wyborczej, ale jej prawdziwe rozmiary poznał dopiero na początku tego roku. Jedynym ratunkiem jest program naprawczy, który pozwoli w przyszłości gminie się rozwijać.
– Mówi pan, że w programie naprawczym chodzi o rozwój gminy. Czy mówi pan o rozwoju zamykając szkoły, biblioteki? Chyba chodzi tylko o rozwój Okonka - mówiła z sarkazmem Marzena Nowak.

Natomiast ksiądz proboszcz Andrzej Dydko pytał, czy z nauczycielami, którzy mogą odejść na emeryturę były prowadzone jakieś rozmowy, aby w ramach solidarności zostawili swoje miejsca pracy młodszym kolegom. On sam kiedyś zrezygnował z części godzin, aby ratować etat jednego z nauczycieli. Andrzej Jasiłek przyznał, że rozmowy takie toczyły się, ale „każdy jest mądry, dopóki taka sytuacja jego samego nie dotknie”. – Chcę, aby docelowo w gminie nie wypłacało się dodatków wyrównawczych nauczycielom. Niestety, tego nie da się osiągnięć bez zwolnień – stwierdził.

Ewa Abramowicz pytała, czy jest prawdą, że osoba przygotowująca program naprawczy w oświacie (chodzi o dyrektor ZOPO) jest jednocześnie przewodniczącą Rady Rodziców w Szkole Podstawowej w Okonku. – Jeśli to prawda, to jest to bardzo dziwne, bowiem można mieć wątpliwości co do jej bezstronności. Mam wrażenie, że ta pani będzie robiła wszystko, aby w tamtej szkole było jak najlepiej, kosztem innych szkół.
Andrzej Jasiłek oświadczył, że nie wie, kto jest przewodniczącym Rady Rodziców, a nawet jeśli jest nią dyrektor ZOPO, to nie podejrzewa, aby miało to coś wspólnego z jej pracą zawodową.
Co z tym przedszkolem?

Radna punkt po punkcie przeczytała zebranym argumenty, jakimi kierowano się przy projekcie likwidacji szkoły w Pniewie, obalając je. – Pisze się, że w gminie Okonek zmniejsza się liczba dzieci, co powoduje, że zmniejsza się ilość uczniów w szkołach. W przypadku Pniewa, Ciosańca i Borucina jest to nieprawda, bo w najbliższych latach nastąpi wzrost liczby uczniów. Podaje się, że Okonek posiada wykwalifikowaną kadrę pedagogiczną. Chciałam nadmienić, że w naszej szkole ośmiu z dwunastu nauczycieli ma stopień nauczyciela dyplomowanego. Poza tym pisze się, że nasze dzieci będą mogły korzystać ze świetlicy. Okazuje się, że jest ona na 50 miejsc, jak więc zmieszczą się tam jeszcze nasze dzieci? Pracownia komputerowa? Bardzo proszę, my mamy jedenaście stanowisk, każde dziecko na informatyce korzysta z komputera. Stołówka? Ja chętnie zapiszę moje dziecko na obiady, ale przecież nie ma takiej w okoneckiej podstawówce, wydaje się po prostu zupki. Chyba obaliłam już wszystkie argumenty - mówiła Ewa Abramowicz.

Burmistrz stwierdził jedynie, że niektóre sformułowania (np. dotyczące kwalifikacji nauczycieli) były niezbyt szczęśliwe. Dodał, że jego zdaniem i tak w Szkole Podstawowej w Okonku dzieci mają lepsze warunki do nauki niż na wsiach.
Jedna z matek zapytała Andrzeja Jasiłka co będzie z oddziałem przedszkolnym w Borucinie. Okazało się, że zostanie on z dniem 1 stycznia 2013 zlikwidowany. Przeczy to zapewnieniom dyrektor przedszkola w Okonku, która kilka dni wcześniej mówiła, że przedszkole zostanie w dotychczasowej formie (piszemy o tym na stronie A4). Oburzyło to zebranych, którzy uznali, że burmistrz zmienia zdanie co kilka dni.

Zebranie zakończyło się bez porozumienia. Od przyszłego roku szkolnego placówka w Pniewie zostanie jednak zlikwidowana. Chyba że wcześniej stowarzyszeniu uda się załatwić wszelkie formalności i przejmie szkołę.

Ryszard Mikietyński
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama