Podczas piątkowej sesji łobżenickiej rady miejskiej zastępca przewodniczącego komisji rewizyjnej Ryszard Biniak pokrótce omówił wynik kontroli, którą objęto jedną z samorządowych inwestycji. Mowa o czwartym etapie budowy sieci kanalizacyjnej w Łobżenicy, Luchowie, Ratajach, Kościerzynie Małym i Szczerbinie, a także o budowie kanalizacji deszczowej w Łobżenicy. Członkowie komisji pod lupę wzięli problem dokonanej w trakcie realizacji inwestycji zmiany głównego inżyniera kontraktu, na której gmina (wraz z odsetkami) straciła około 500 tys. zł. Jako że dokonując jej złamano postanowienia umowy, urząd marszałkowski, który dotował to zadanie ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, nie wypłacił samorządowi części dofinansowania[[pay]].
„Bezwzględnie nastąpiło naruszenie ustaleń warunków umowy. Wykonawca wykonywał zadanie bez należytej kontroli ze strony zleceniodawcy. Wykonawca już w trakcie rozpoczęcia nadzoru starał się o zmianę głównego inspektora kontraktu i, jak wynika z dokumentacji, uczynił to samowolnie. Dalsza nieprzemyślana decyzja zleceniodawcy i powyższa samowola BUD-INWENT przyczyniły się do złej oceny ze strony urzędu marszałkowskiego, a tym samym do niepowetowanych strat finansowych naszej gminy i społeczności” - zapisano w protokole przygotowanym przez komisję rewizyjną.
- Po analizie ponad 200 stron akt doszliśmy do wniosku, że wina za całą tę sytuację leży zarówno po stronie gminy jak i po stronie wykonawcy – w imieniu członków komisji powiedział Ryszard Biniak.
We wspomnianym protokole zaniedbania wytknięto szczegółowo. Oto niektóre z nich: „Wykonawca bez zgody zleceniodawcy sam dokonał zmiany głównego inżyniera kontraktu. Na umowie brak jest widocznej konsultacji prawnej radcy prawnego urzędu” - członkowie komisji są pewni, że gdyby do tej doszło, radca z pewnością ustrzegłby samorząd przed błędem, za który srogo mu przyszło zapłacić.
Dalej – jak wynika z protokołu, w dziennikach budowy widnieją podpisy tylko dwóch inspektorów. „Można wysnuć wniosek, że pozostałe osoby były tzw. słupami” - w dokumencie zapisano również, że poważne obawy co do wiarygodności danych członkowie komisji mieli także w stosunku do pierwszego zaproponowanego głównego inżyniera kontraktu.
Znaków zapytania i niedociągnięć jest więcej. „W dzienniku budowy brakuje wpisów odbioru robót elektrycznych i drogowych. Brak też wpisów o próbach szczelności instalacji, a wpisy inspektora generalnie skupiają się na uwagach o zachowaniu ostrożności i przestrzeganiu przepisów BHP […]. Widoczny jest brak właściwych zakresów czynności pracowników uczestniczących w realizacji zadania ze strony gminy […]. Komisja stwierdza znikome zainteresowanie ze strony rady miejskiej w trakcie realizacji projektu. Pozostawiono wolną rękę burmistrzowi i skarbnikowi, nie interesując się przebiegiem realizacji projektu” - wytknęli członkowie komisji rewizyjnej. Na te słowa zareagował przewodniczący rady. - Nie wiem, na jakiej podstawie taki wniosek został wysnuty – odnosząc się do ostatniego ze stwierdzeń powiedział Antoni Kapeja, po czym zapytał Ryszarda Biniaka: - Czy sprawdził Pan protokoły z komisji, podczas których była omawiana ta sprawa? Zarzut o nieinteresowaniu się przez radę projektem odrzucam – podsumował.
Wcześniej radny Biniak, w imieniu członków komisji, powiedział: - Uważamy, że w związku z narażeniem gminy na znaczne straty finansowe należy rozważyć możliwość wystąpienia na drogę powództwa cywilnego.
- Głównym powodem, dla którego zdecydowałem się startować w wyborach i ubiegać o urząd burmistrza było nasze wieloletnie niezadowolenie z realizowanych inwestycji – głos w sprawie zabrał również burmistrz Piotr Łosoś, który w czasach, gdy realizowano inwestycję, o której mowa (burmistrzem był wówczas Eugeniusz Cerlak), sam zasiadał wśród radnych. - Na wiele rzeczy nie mieliśmy wpływu. Nie mieliśmy wpływu na wybór wykonawcy, nie wiedzieliśmy też, że następowały zmiany w wyborach inżynierów, ponieważ nie nadzorowaliśmy tej inwestycji, a tylko się nią interesowaliśmy. Do głowy by nam nie przyszło, że następowały tego typu sytuacje – wyjaśnił burmistrz, dodając, że fakty, które stały się powodem pracy komisji rewizyjnej ujrzały światło dzienne dopiero w okresie rozliczeniowym inwestycji. Piotr Łosoś zapytał też, przeciwko komu gmina miałaby wystąpić z powództwem – konkretna odpowiedź na to pytanie nie padła, Ryszard Biniak zaznaczył jednak, że konsekwencje w stosunku do odpowiedzialnych za stratę powinno się wyciągnąć. - Odejść od tego tematu? Nie bardzo... - powiedział radny.
Mimo stanowczości Ryszarda Biniaka Piotr Łosoś zalecał daleko idącą rozwagę. - Musimy być ostrożni w dochodzeniu prawdy, bo czasami przyjdzie nam zwrócić całą dotację. Żebyśmy się wszyscy nie zdziwili – powiedział, dodając, że jego zdaniem wszelkie błędy oczywiście trzeba obnażać, przy czym trzeba uważać, by niekorzystnie nie odbiło się to na gminie.
W dyskusję włączył się także Edward Starszak. - Pewne uchybienia były – potwierdził, dodając, że trzeba je traktować jako naukę na przyszłość i liczyć na to, że i radni, i pracownicy urzędu przy realizacji jakichkolwiek innych inwestycji wykazywać się będą szczególną wrażliwością. - Mleko się wylało. Musimy pomyśleć, jak zapobiegać takim sytuacjom na przyszłość – Antoni Kapeja wypowiadał się w podobnym tonie.
Co do odpowiedzialności. - To nie jest tak, że nikt jej nie poniesie – w podsumowaniu dyskusji powiedział Piotr Łosoś, w domyśle mając wszystkich mieszkańców gminy, podatników.
Informacja przygotowana przez komisję rewizyjną została przyjęta jednogłośnie.[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze