Rafał Filipkowski postanowił wziąć udział w manifestacji przedsiębiorców w Warszawie. Protestuje przeciwko niewystarczającej pomocy państwa
Żona pana Rafała jest przedsiębiorcą z Krajenki. Do tej pory współpracowali z branżą hotelarską od wybrzeża Morza Bałtyckiego po powiat złotowski.
– Przyszedł koronawirus i wszystko stanęło – mówi pan Rafał, który, tak jak cała rodzina, pomaga swojej żonie prowadzić firmę.
– Jest dramat, liczba zleceń spadła o 95 procent – mówi lokalny społecznik, który jeszcze niedawno angażował się w pomoc dla złotowskiego Szpitala Powiatowego. Dziś wspólnie z przedsiębiorcami z całego kraju woła o ratunek, twierdząc, że pomoc państwa dla przedsiębiorców jest absolutnie niewystarczająca.

– Państwo funkcjonuje dzięki płaconym przez nas podatkom. Teraz oczekujemy, że to państwo uratuje nasze firmy – mówi krótko. Dlatego pojechał do Warszawy, głośno zamanifestować swój sprzeciw przeciwko niewystarczającej pomocy, którą przewiduje tzw. tarcza antykryzysowa.
– Nie pojechałem tam protestować przeciwko rządowi, polityka mnie nie interesuje. Interesuje mnie przyszłość mojej rodziny, pracowników – o nich najbardziej się boję – opowiada, dodając, że do wyjazdu namówili go właściciele hoteli, znajomi, osoby, z którymi współpracuje.
– Wszyscy pojechaliśmy razem, tylko każdy z nas swoim samochodem. Jak bym nie pojechał, miałbym gigantyczne pretensje do siebie, że nic nie zrobiłem. Muszę mieć czyste sumienie, zachowując sto procent bezpieczeństwa – mówi.
Na manifestację Rafał Filipkowski zabrał pomalowaną na czarno trumnę. Trumnę wykonał złotowski zakład stolarski. Ma symbolizować sytuację, w jakiej znaleźli się przedsiębiorcy. W związku z tym, że w czasach koronawirusa przepisy zabraniają zgromadzeń, będzie protestował za kierownicy samochodu, używając sygnałów dźwiękowych i świetlnych.
Mariusz Leszczyński
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!