Blues Express ma coraz większą konkurencję, często dużo zamożniejszą. Jednak parowóz wciąż ma moc i co roku wyjeżdża w jedyną taką w Polsce trasę. Muzyczny objazd z zakrzewskim finałem
– Wszystko bardzo się profesjonalizuje, ale też kosztuje. Trudniej wykrzesać inicjatywę społeczną, sprawić, żeby ludzie się angażowali. Żeby czuli, organizując wspólnie muzyczną imprezę, że w fajny sposób można się zintegrować, spędzić razem sympatyczne chwile – mówi Henryk Szopiński na kilka dni przed dwudziestą drugą edycją Blues Expressu. – To oczywiście również wynik tego, że wsie się wyludniają. Przede wszystkim z młodzieży, która zawsze najchętniej garnęła się do pomocy przy organizacji festiwalu – ocenia to, dlaczego po wielu latach organizacja Blues Expressu nie jest łatwiejsza, a tendencja jest wręcz odwrotna. – Jesteśmy zmuszeni korzystać z usług wyspecjalizowanych firm, ale nas na to nie stać – podkreśla.
[[reklama]]
Silna konkurencja
Budżet tegorocznego Blues Expressu jest o blisko 40 tys. zł mniejszy niż w ostatnich latach. To spora część kwot przeznaczanych w minionych latach na organizację festiwalu. – Wielu sponsorów, którzy byli z nami przez wcześniejsze lata, w tym roku nam podziękowało – podkreśla nasz rozmówca, dodając jednak, że nie jest to absolutnie powód do dramatyzowania. – Owszem, apetyty zawsze są większe, ale takie jest życie – dodaje Szopiński, podkreślając, że pomniejszony budżet w żaden sposób nie zagraża funkcjonowaniu imprezy. – Tyle, że sami czujemy po prostu, że na niektóre rzeczy nie wystarcza nam pieniędzy.
Mniejszy budżet w pierwszej kolejności ogranicza możliwości doboru zespołów. Zawsze pozostają negocjacje, ale z takim budżetem na gwiazdy światowej rangi trudno sobie pozwolić. Tym bardziej, że, jak podkreśla Henryk Szopiński, w ostatnich latach w Polsce przybyło bluesowych festiwali, więc muzycy mają gdzie grać. Obecnie takich imprez jest kilkadziesiąt rocznie, niektóre z tak potężnym zapleczem finansowym, że ich organizatorów stać absolutnie na każdego muzyka czy zespół. Tam jednak budżety wynoszą od kilkuset tysięcy złotych wzwyż. – Mając dzisiaj takie pieniądze nie ma żadnego problemu zorganizować festiwal i zaprosić najlepszych – porównuje H. Szopiński.
Mocne uderzenie
– Ale spokojnie. Jak na nasze możliwości, w kwestii tegorocznych zespołów jest dobrze – podkreśla, wyliczając, kto zagra w finałowym koncercie nad jeziorem. – B.B. & The Blues Shacks to super zespół z Niemiec, absolutnie pierwsza liga europejskiego bluesa – zapewnia. Ciekawą muzyczną postacią będzie Carvin Jones z Texasu, którego występ udało się zakontraktować dzięki temu, że w tym okresie gra w innych miejscach Polski. Po kilku latach przerwy w Zakrzewie ponownie zagra też Sławomir Wierzcholski z Nocną Zmianą Bluesa. Szczególną uwagę Henryk Szopiński zwraca na kapelę Harmonijkowy Atak. – Ośmioosobowy zespół z czterema najlepszymi harmonijkami w Polsce. Naprawdę warto ich usłyszeć, to prawdziwy muzyczny atak – przekonuje nasz rozmówca, podkreślając, że jeden z muzyków ma zamontowany na instrumencie specjalny moduł sprawiający, że harmonijka brzmi jak organy Hammonda. W finałowym koncercie pojawią się również Nalepa Band oraz Boogie Boys.
Blues Express rozpocznie się w najbliższy piątek koncertem w Pile. Dzień później parowóz wyruszy z Poznania o 13.25. Na wszystkich stacjach przygotowano koncerty. W Krajence pociąg będzie od 17.45 do 18.15, w Złotowie od 18.26 do 19.08, w Zakrzewie ma się zjawić o 19.18. Finał, jak zawsze, w niecce nad jeziorem. Początek koncertu zaplanowano na 19.30.
Piotr Steffen
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze