Nigdy nie byłem dobry z WF–u
– Dariusz Mańkowski, w świecie biegaczy popularny „Maniek” zaskakuje nas tą informacją.
Na metę zawsze przybiegałem ostatni. Nauczyciel z reguły wyciągał mnie na trzy minus, a jak się nie dało – to na trzy z dwoma
– uśmiecha się jastrowianin. Kto by przypuszczał, że chłopak, który od sportu wolał trzymać się z daleka, pokona swoje słabości (a przy tym i „paru” innych zawodników), robiąc osiemdziesiąt kilometrów w górach podczas bieszczadzkiego Biegu Rzeźnika? Prawdziwy hardcore.
Kto sądził, że, by sprawdzić siebie i coraz dalej przesuwać granicę wytrzymałości, będzie biegać w dzień – choćby w Karkonoskim Maratonie na Śnieżkę, w nocy – w Wałbrzychu, a nawet pod ziemią – w kopalni soli w Bochni? Bukmacherom nawet nie śniły się takie zakłady.
Darek takiego scenariusza też nie zakładał. Ruszać się zaczął krótko przed trzydziestką i, jak przyznaje, pierwsze treningi miały pragmatyczne tło. Tu i ówdzie przybyło, a...
A ja chciałem być piękny i młody
– śmieje się maratończyk. Postanowienie niewiele później szlag trafił.
Kupiłem sobie fiata 126 p, wtedy poważne auto i taki byłem zadowolony, że jeździłem nim nawet do sklepu, do którego miałem z domu trzysta metrów
– wysiłek ustąpił miejsca komfortowi. Czasowo, konkretnie na pięć lat.
W `95 na sylwestra miałem jedno postanowienie noworoczne: zacznę biegać
– owszem, okazuje się, że przyrzeczeń składanych samym sobie można dotrzymać. Nawet gdy okoliczności ku temu są niezbyt sprzyjające.
Budowałem w tamtym czasie dom, więc ani czasu, ani pieniędzy nie miałem w nadmiarze
Reklama
– wspomina Darek. Dlatego wybrał bieganie. Po pierwsze: było ono najbardziej dostępną dyscypliną, po drugie: nie trzeba było mieć specjalnego sprzętu. A przynajmniej tak się wówczas naszemu rozmówcy wydawało... Pogląd ten zweryfikowała rzeczywistość. Żeby był precyzyjnym: piąta edycja pilskiej piętnastki.
Do pierwszego startu w zawodach Darek przygotowywał się przez niemal dziewięć miesięcy. By dobrze wypaść kupił sobie[[pay]] pierwsze „adidasy”. Podobno do biegania.
Z Polsportu, „wałbrzychy”. Trudno było je wtedy dostać. Uprosiłem sprzedawcę, żeby mi je odłożył. Koniecznie białe, bo taki był lans
Reklama
– takie rzeczy zapamiętuje się na całe życie. I w tych Wałbrzychach, twardych jak cholera, Darek stanął do pierwszych zawodów. Katorżniczych – i to wcale nie przez wzgląd na dystans. Buty niemiłosiernie piły go w stopy.
Odciski leczyłem dłużej niż przygotowywałem się do samego biegu
– uśmiecha się Darek.
Do maratonu dojrzewałem pięć lat
– przed 2000 rokiem na dystans 42 kilometrów Darek się nie porywał. Na linii startu stanął u schyłku biegowego sezonu, w Poznaniu.
Mój pierwszy maraton to Hansaplast
Reklama
– jastrowianin ma sentyment do medalu, który wtedy wywalczył. Pomyśleć, że o mały włos zabrakło by go w pokaźnej kolekcji, która zdobi ściany jednego z pokojów domu sportowca.
Pojechałem na ten maraton na stopa. Stałem w Pile na Poznańskiej i liczyłem na łut szczęścia
– w ten konkretny dzień dało ono o sobie znać co najmniej dwukrotnie. Łaskawy kierowca pędzący w kierunku stolicy Wielkopolski owszem, znalazł się, niestety na Maltę Darek dotarł w chwili, gdy biuro zawodów było już zamknięte. By dopisano go do listy startowej był gotów blefować. Wraz z drugim spóźnialskim, żołnierzem z Wrocławia, oznajmili organizatorom, że nie ruszą się z biura, dopóki nie pozwolą im pobiec.
Ten żołnierz mówił wtedy, że musi wystartować, inaczej dostanie od przełożonych burę, a ja, przyznaję się, podłączyłem się pod ten argument
– spryt okazał się kluczem do startu. Darek pobiegł. Na mecie zameldował się z czasem trzy godziny dwadzieścia sześć minut.
Piętnaście lat później powtórzyłem ten wynik
– cieszy się jastrowianin.
Wtedy jednak koszty, jakie poniósł, były większe od tych dzisiejszych. – Kiedy jechałem tramwajem za Zachodni mięśnie tak mi się „zastały”, że ledwo co byłem w stanie wysiąść na swoim przystanku. Najgorsze było jednak przede mną... Schody w dół, na dworzec. To była prawdziwa masakra – wspomina maratończyk.
Darek przyznaje: jest uzależniony. Od endorfin, które eksplodują w chwili, gdy przekracza się linię mety, od adrenaliny. Jej skoki zapewnia właśnie bieganie. Pokonywanie kolejnych dystansów, własnych słabości. Te nigdy nie wzięły nad naszym rozmówcą góry.
Opcji „nie dobiegnę” nawet nie rozważam. Skoro startuję, to muszę pokonać dystans
– jastrowianin w kwestii sportu jest dla siebie surowy.
Nigdy się nie poddaję
– zaznacza. Teraz przed sobą Darek ma kolejny cel: triathlon. Morderczego wysiłku się nie obawia, przed startem powstrzymuje go... pływanie.
Jakoś nigdy nie było okazji, aby się nauczyć, ale spokojnie... Mam jeszcze czas
– uśmiecha się nasz rozmówca. Dlatego triathlon to tylko kwestia czasu. Zwłaszcza, że jazda rowerem to drugi konik jastrowianina, współinicjatora zawiązania międzynarodowego klubu rowerowego Stramme Kette, zbudowanego na polsko–niemieckich podwalinach.
Póki co jednak biega. Po pierwszym starcie w 2000 roku, w 2001 do kolekcji „wpadło” już sześć medali. Kolejne dochodziły latami. W 2015 podczas dwudziestu maratonów (owszem, to nie przejęzyczenie) udało się wypracować dwadzieścia krążków.
Przed dystansem czterdziestu dwóch kilometrów na linii startu Darek stawał dwieście razy. Jubileuszowym maratonem był ostatni, jastrowski.
Cieszę się, że pomysł chwycił, ponieważ jestem pomysłodawcą i organizatorem tej imprezy. To moje „dziecko”
– nie kryje satysfakcji.
Kiedyś maratonów było w kraju dwanaście. Dzisiaj nawet Jastrowie ma swoją imprezę i to całkiem niezłą, bo w 2009 zaczynaliśmy od czterdziestu sześciu zawodników, w tym roku mieliśmy sto trzydzieści osiem osób
– podkreśla sportowiec. Sam przebiegł już w życiu ponad trzydzieści cztery tysiące kilometrów. I to nie koniec.
Od jakiegoś czasu nie zależy mi na wyniku. Czas to dla mnie kwestia trzecio–, a może nawet czwartorzędna. Rywalizuję sam ze sobą
– podkreśla Darek, dodając, że bieganie, przynajmniej w jego przypadku, nie odbiera sił. Wręcz przeciwnie – daje je, by móc stawiać czoła życiu na co dzień.
Człowiek zaczyna wierzyć w siebie. Wie, że jak przebiegnie maraton, to jest w stanie zrobić w życiu naprawdę wiele rzeczy. Nawet obiec kulę ziemską.
Mrzonka? Cel! Przecież Darek się nie poddaje. [[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
to ten sam...
to ten sam...