Reklama

Na fali życzliwości

25/10/2015 19:15
Przerażenie ustąpiło miejsca nadziei. Dwa miesiące po pożarze, w którym spłonęło czternaście sztuk bydła, Kledzikowie zaczęli budowę nowej obory. Roboty idą jak burza, mury rosną w oczach

Andrzej Kledzik ma dla kolegów po fachu, rolników, dwie rady. - Absolutnie nie trzymajcie słomy nad głowami zwierząt, bo kiedy nie daj Boże wybuchnie pożar, nie będzie dla nich ratunku – przestrzega. Mieszkaniec Brzeźnicy wie, co mówi, ponieważ potęgi tego żywiołu jego rodzina doświadczyła na własnej skórze. W końcu lipca bieżącego roku ogień podsycany przez sprzyjający mu wiatr w całości i w mgnieniu oka strawił oborę, w której znajdowało się piętnaście sztuk bydła (ocalał tylko jeden byczek). Dziewięć byków i pięć jałówek padło. Szansy na ratunek dla zwierząt nie było. - Synowa, kiedy zobaczyła pożar, wybiegła z domu, by wyprowadzić z obory bydło. Otworzyła drzwi, ale do środka nie dało się już wejść. Spod dachu spadała paląca się słoma – wypowiadając pierwszą przestrogę pan Andrzej myślał właśnie o tym, że to właśnie słoma odebrała rodzinie szansę na reakcję.

Rada numer dwa też ma związek z lipcowym pożarem. - Nie próbujcie gasić, ratujcie zwierzęta – nasz rozmówca wie, że z żywiołem szalejącym w takiej skali jak u niego nie sposób wygrać. Dziś rozmawiamy o tym spokojnie. Dwa miesiące temu głos naszego rozmówcy nie był tak pogodny. - Byłem całą tą sytuacją przerażony, widziała Pani – przypomina. Dziś w niego i w panią Marzenę, jego małżonkę, wstąpiła nadzieja. Synowi pana Andrzeja hartu ducha od początku nie brakowało – kiedy rozmawialiśmy na początku sierpnia pan Damian był pewien, że lada chwila ruszy budowa nowego obiektu. Miał rację – podczas naszej wizyty w Brzeźnicy 8 października mury pięknie pięły się już ku niebu. - Mówiłem, że tak będzie?! - uśmiecha się mężczyzna.

Reklama

Krajobraz podwórka Kledzików - wcale nie tak powoli - zmienia się 

Przed Wigilią kończymy

Budowa nowej obory ruszyła 27 września – na dwa dni przed upływem dwóch miesięcy od pożaru. Jak zaznaczają nasi rozmówcy, prace udało się zacząć tak szybko dzięki przychylności urzędników starostwa powiatowego i jastrowskiego magistratu, którzy bez zbędnej zwłoki wystawili wszelkie pozwolenia i zgody. - Naprawdę potraktowano nas bardzo życzliwie – pan Andrzej ma na myśli również pracowników Nadleśnictwa Jastrowie, gdzie kupował budulec na więźbę dachową nowego obiektu oraz pracowników banku, który udzielił im kredytu na przeprowadzenie tej inwestycji. - Czasami nawet zastanawiamy się z żoną, jak to się stało, że tak szybko przeskoczyliśmy wszelkie formalności – pan Andrzej się uśmiecha. Zresztą na placu budowy też nikt nie ma czasu do stracenia – robota wre. Widać już, jak zorganizowana zostanie przestrzeń w nowym budynku. W hali o powierzchni około 300 m² przez środek biec będzie ganek paszowy, po obu jego stronach zlokalizowane będą stanowiska dla zwierząt (w sumie będzie ich trzydzieści osiem), a za nimi – korytarze gnojowe. Przy obiekcie powstanie też pomieszczenie sanitarno-socjalne (o powierzchni około 36 m²), w którym docelowo znajdować się będą m.in. zbiornik na mleko i dojarka. Młodzi, tj. syn i synowa naszego rozmówcy, postanowili bowiem hodować bydło mleczne jak do tej pory – w cyklu zamkniętym. Najpierw jednak oborę trzeba zasiedlić, co – jak wiemy – nie jest tanim przedsięwzięciem (za jałówkę zapłacić trzeba od 4 do nawet 6 tys. zł). - Liczymy na to, że szybko uda nam się wypełnić wszystkie stanowiska – przyznaje Marzena Kledzik, przypominając, że szesnaście sztuk, w tym cielne, wciąż jest na stanie gospodarstwa, sześć jałówek zostało zaś już zamówionych. - Wprowadzimy je do obory po nowym roku – uściśla pan Andrzej. Z zakończeniem budowy Kledzikowie chcą zdążyć do wigilii Bożego Narodzenia. - Materiałowo na pewno się wyrobimy, pytanie, czy pogoda będzie nam sprzyjać – zastanawia się.

Reklama

Hala przeznaczona dla bydła liczy niemal 300 m2. Będzie w niej 39 stanowisk dla zwierząt

Za jakością idzie cena

Póki co na budowie zużyto już 80 m³ betonu, a to nie koniec. Nie tylko ta wartość robi wrażenie. Półtora kilometra łat, półtora kilometra prętów zbrojeniowych, pięćdziesiąt cztery belki dachowe... Nic dziwnego, że koszt postawienia obory – jak prognozują nasi rozmówcy – zamknie się niemal w 300 tys. zł. - Musimy postawić na największą jakość, ponieważ budujemy na lata. Nie możemy sobie pozwolić, by beton się kruszył albo by inspektor nadzoru budowlanego zakwestionował jakość któregokolwiek z materiałów – zaznacza Andrzej Kledzik.

Reklama

Będziemy pamiętać

Nasi rozmówcy nie ukrywają, że przeprowadzają inwestycję z udziałem kredytu, który, w stosunku do udziału własnego, stanowić będzie połowę wartości przedsięwzięcia.

Pisaliśmy już, że rodzinę Kledzików w obliczu tragedii wsparli, również finansowo, przyjaciele, sąsiedzi, mieszkańcy Brzeźnicy i okolicznych wsi – Samborska i Brzeźnicy Kolonii (zbiórkę funduszy dwukrotnie przeprowadzono choćby w kościele). - Czuję się tym skrępowany, ponieważ nigdy nie wyciągaliśmy po nic ręki. Zawsze uważałem, że lepiej dać niż brać – wyjaśnia pan Andrzej. - Spotkaliśmy się z ogromną życzliwością. Zawsze będę pamiętać o tych, którzy nas wspomogli – podsumowuje nasz rozmówca.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości