– Ilekroć dzwoni ktoś z ofertą przyjęcia uchodźców tłumaczę, żeby podchodzić do tego racjonalnie. Nie pakować ludzi na siłę. Nie na zasadzie: dobra, jakoś się pomieścimy. Nie w tym rzecz. Tym bardziej, że nie wiadomo, ile czasu u nas będą – przyznaje kobieta, która w naszym powiecie koordynuje przyjmowanie do domów uciekających przed wojną. Z Justyną rozmawia Piotr Steffen
Długo się Pani broniła przed tą rozmową…
Dużo się udzielam, ponieważ lubię. Wszędzie mnie pełno, często pomagam. Ale nie uważam, żeby był to powód do nagłaśniania tego.
Dlaczego występuje Pani wyłącznie pod imieniem? To, czego się Pani podjęła, jest przecież jak najbardziej pozytywne, godne pochwały. Należy pokazywać takie postawy. Rozmawiając w ostatnich dniach z wieloma osobami, które włączyły się w działania na rzecz uchodźców w naszym powiecie, słyszę, że Pani jest w tym względzie w gronie kluczowych osób, działających dla uciekających przed wojną Ukraińców.
Tych osób jest znacznie więcej. Nie przeceniałabym mojej roli.
W jak sposób się Pani w to zaangażowała?
Przypadkiem. Zgłosiłam, że też z chęcią przyjmę jedną osobę do naszego mieszkania. Zgłosiłam to do pani Oksany. Nie znałam jej, po prostu zgłosiłam się i zaoferowałam miejsce. Z prywatnych względów ta pani nie mogła kontynuować koordynowania tych spraw. Dostałam notes i musiałam zacząć dzwonić. Było w nim kilka adresów, kilka numerów telefonów. Więc się za to wzięłam.
...
Chcesz czytać dalej? Wykup subskrypcję e-wydania Aktualności Lokalnych! Zapłać za pomocą BLIK lub przelewem ze swojego banku
Pozostało 89% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!