Reklama

Na własne nogi

16/02/2016 18:30
Tomasz Jędrzejewski zakłada tylko jeden scenariusz: pewnego dnia wstanie z łóżka o własnych siłach. I wróci do życia

To, na ułamek sekundy, zatrzymało się ponad dwa miesiące temu, 18 listopada. Padał wtedy rzęsisty deszcz, we znaki dawał się też wiatr. Alina Jędrzejewska była tego dnia u córki w Jastrowiu. - Zrobił się w mieście hałas. Strażacy, pogotowie, policja – wszyscy pędzili gdzieś na sygnale. Zastanawiałam się nawet, dokąd, ale przez myśl mi nie przeszło, że syn mógłby mieć wypadek – wspomina mama młodego mężczyzny. Niestety. Kilka kilometrów od Hajdy, od domu, na wysokości Prądów to Tomasz Jędrzejewski walczył o życie. Wcześniej, wyprzedzając ciężarówkę, wpadł w poślizg. Uderzył w nią, a potem wypadł z drogi. Karetką przetransportowano go najpierw do wałeckiego szpitala, ostatecznie jednak, jeszcze tego samego dnia, 30-latek trafił do Szpitala Specjalistycznego w Pile.

- Uraz kręgosłupa szyjnego, porażenie kończyn dolnych, intubacja, żywienie pozajelitowe[[pay]]. Pacjenta wprowadzono w stan śpiączki farmakologicznej – pani Katarzyna, siostra pana Tomasza odczytuje zapisy zawarte w szpitalnym wypisie. - Przeszedł w Pile jeszcze zapalenie płuc – dodaje od siebie. Po sześciu dniach został przewieziony na złotowski oddział intensywnej opieki medycznej, gdzie pozostaje do dziś.

Reklama

Na dwie zmiany

Przy łóżku pana Tomasza codziennie jest ktoś z bliskich. - Jeździmy na zmianę – wyjaśnia pani Alina – raz ja z córką, raz partnerka syna, czasami jego znajomi. - Jesteśmy w Złotowie już od wczesnego ranka. Najpierw jednak musimy dotrzeć do Jastrowia, dopiero stamtąd do Złotowa – kobieta obrazuje problem z dojazdami. Na komfort podróży samochodem nie może sobie pozwolić. - Żadna z nas, a w domu zostały trzy kobiety i czwórka dzieci, nie ma prawa jazdy. Zresztą i tak nie mamy samochodu – wyjaśniają nasze rozmówczynie. O ile do Złotowa jeszcze uda im się dotrzeć, o tyle gorzej jest z powrotem – połączenia autobusowe w kierunku Wałcza (Jędrzejewscy mieszkają na Hajdzie) zostały ograniczone. - Jak dotrzemy tylko do Jastrowia, to do domu mamy jeszcze kilka kilometrów. Za transport trzeba komuś zapłacić – dodają. Zresztą w porównaniu do wydatków, jakie czekają rodzinę, te rzędu 20-30 złotych to najmniejszy problem. Rehabilitacja pochłonie znacznie większe pieniądze.

Jest nadzieja

Ciężar utrzymania rodziny ciąży na barkach pani Aliny. - Sama już z tym wszystkim nie nadążam – przyznaje kobieta, dodając, że prawdopodobnie czeka ją powrót do pracy do Niemiec. Tam też przed wypadkiem wybierał się jej syn. - Był bezrobotny, ale zaraz miał jechać – syn naszej rozmówczyni lepszego życia chciał szukać na Zachodzie. Miał dla kogo pracować. W domu pod opieką babci i cioci, kiedy partnerka pana Tomasza siedzi przy szpitalnym łóżku, zostają 6-letni Kacper, 4-letnia Hania, 2-letni Antoś i 7-miesięczna Patrycja.

Reklama

Finanse, póki co, schodzą na drugi plan. Najważniejsze, że pan Tomek jest. Jest przytomny, można się z nim porozumieć. - Ostatnio zgrywałam mu nowe piosenki na MP3, bo już mu się znudziły te, które miał – pani Katarzyna stara się uprzyjemnić bratu pobyt w szpitalu, który jeszcze przez długi czas będzie jego drugim domem. - Lekarz powiedział nam, że jest szansa na to, by chodził. Gwarancji na to nie da, ale przyznał, że rehabilitacja przynosi efekty. Na razie jest w stanie przesuwać po łóżku jedną ręką. Druga wciąż jest niewładna, podobnie nogi – tłumaczy, dodając, że ważne jest, by brat jak najszybciej trafił do centrum rehabilitacji. Lekarz wskazał na to białogardzkie.

- Ja już przestałam się załamywać, bo to bez sensu. Teraz musimy walczyć – mówi pani Alina. Jej córka ma podobne nastawienie. - Tomek musi stanąć na nogi, przecież ma czwórkę dzieci – dodaje. Pan Tomek nie zakłada innego scenariusza. - Nie bierze pod uwagę wózka – dodaje jego mama – ale na pewno, choćby czasowo, będzie mu on potrzebny, bo od czegoś to chodzenie trzeba będzie zacząć – zaznacza.

Reklama

Na drodze przemierzanej w walce o sprawność trzydziestolatek napotka zapewne wiele przeszkód. Ograniczenia własnego ciała – te ciężką pracą połączoną z determinacją, której młodemu mężczyźnie nie brakuje, jest w stanie przezwyciężyć. Gorzej z finansami.

Tomasz Jędrzejewski został podopiecznym Fundacji Złotowianka. Jeśli chcecie Państwo wesprzeć go w boju o powrót do rodziny, o normalne życie, zachęcamy do dokonywania wpłat na konto SBL o numerze 25 8944 0003 0002 7430 2000 0010 – koniecznie z dopiskiem J/53. Wszystkie pieniądze przeznaczone zostaną na rehabilitację.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Wilku - niezalogowany 2016-02-22 11:49:03

    śmiech na sali! żebym musiał płacić za informacje na portalu! chciwość prędzej czy póżniej się odbije...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Znajomi z daleka - niezalogowany 2016-02-16 20:02:40

    Zyczymy szybkiego powrotu do zdrowia ☺

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości