To, na ułamek sekundy, zatrzymało się ponad dwa miesiące temu, 18 listopada. Padał wtedy rzęsisty deszcz, we znaki dawał się też wiatr. Alina Jędrzejewska była tego dnia u córki w Jastrowiu. - Zrobił się w mieście hałas. Strażacy, pogotowie, policja – wszyscy pędzili gdzieś na sygnale. Zastanawiałam się nawet, dokąd, ale przez myśl mi nie przeszło, że syn mógłby mieć wypadek – wspomina mama młodego mężczyzny. Niestety. Kilka kilometrów od Hajdy, od domu, na wysokości Prądów to Tomasz Jędrzejewski walczył o życie. Wcześniej, wyprzedzając ciężarówkę, wpadł w poślizg. Uderzył w nią, a potem wypadł z drogi. Karetką przetransportowano go najpierw do wałeckiego szpitala, ostatecznie jednak, jeszcze tego samego dnia, 30-latek trafił do Szpitala Specjalistycznego w Pile.
- Uraz kręgosłupa szyjnego, porażenie kończyn dolnych, intubacja, żywienie pozajelitowe[[pay]]. Pacjenta wprowadzono w stan śpiączki farmakologicznej – pani Katarzyna, siostra pana Tomasza odczytuje zapisy zawarte w szpitalnym wypisie. - Przeszedł w Pile jeszcze zapalenie płuc – dodaje od siebie. Po sześciu dniach został przewieziony na złotowski oddział intensywnej opieki medycznej, gdzie pozostaje do dziś.
Przy łóżku pana Tomasza codziennie jest ktoś z bliskich. - Jeździmy na zmianę – wyjaśnia pani Alina – raz ja z córką, raz partnerka syna, czasami jego znajomi. - Jesteśmy w Złotowie już od wczesnego ranka. Najpierw jednak musimy dotrzeć do Jastrowia, dopiero stamtąd do Złotowa – kobieta obrazuje problem z dojazdami. Na komfort podróży samochodem nie może sobie pozwolić. - Żadna z nas, a w domu zostały trzy kobiety i czwórka dzieci, nie ma prawa jazdy. Zresztą i tak nie mamy samochodu – wyjaśniają nasze rozmówczynie. O ile do Złotowa jeszcze uda im się dotrzeć, o tyle gorzej jest z powrotem – połączenia autobusowe w kierunku Wałcza (Jędrzejewscy mieszkają na Hajdzie) zostały ograniczone. - Jak dotrzemy tylko do Jastrowia, to do domu mamy jeszcze kilka kilometrów. Za transport trzeba komuś zapłacić – dodają. Zresztą w porównaniu do wydatków, jakie czekają rodzinę, te rzędu 20-30 złotych to najmniejszy problem. Rehabilitacja pochłonie znacznie większe pieniądze.
Ciężar utrzymania rodziny ciąży na barkach pani Aliny. - Sama już z tym wszystkim nie nadążam – przyznaje kobieta, dodając, że prawdopodobnie czeka ją powrót do pracy do Niemiec. Tam też przed wypadkiem wybierał się jej syn. - Był bezrobotny, ale zaraz miał jechać – syn naszej rozmówczyni lepszego życia chciał szukać na Zachodzie. Miał dla kogo pracować. W domu pod opieką babci i cioci, kiedy partnerka pana Tomasza siedzi przy szpitalnym łóżku, zostają 6-letni Kacper, 4-letnia Hania, 2-letni Antoś i 7-miesięczna Patrycja.
Finanse, póki co, schodzą na drugi plan. Najważniejsze, że pan Tomek jest. Jest przytomny, można się z nim porozumieć. - Ostatnio zgrywałam mu nowe piosenki na MP3, bo już mu się znudziły te, które miał – pani Katarzyna stara się uprzyjemnić bratu pobyt w szpitalu, który jeszcze przez długi czas będzie jego drugim domem. - Lekarz powiedział nam, że jest szansa na to, by chodził. Gwarancji na to nie da, ale przyznał, że rehabilitacja przynosi efekty. Na razie jest w stanie przesuwać po łóżku jedną ręką. Druga wciąż jest niewładna, podobnie nogi – tłumaczy, dodając, że ważne jest, by brat jak najszybciej trafił do centrum rehabilitacji. Lekarz wskazał na to białogardzkie.
- Ja już przestałam się załamywać, bo to bez sensu. Teraz musimy walczyć – mówi pani Alina. Jej córka ma podobne nastawienie. - Tomek musi stanąć na nogi, przecież ma czwórkę dzieci – dodaje. Pan Tomek nie zakłada innego scenariusza. - Nie bierze pod uwagę wózka – dodaje jego mama – ale na pewno, choćby czasowo, będzie mu on potrzebny, bo od czegoś to chodzenie trzeba będzie zacząć – zaznacza.
Na drodze przemierzanej w walce o sprawność trzydziestolatek napotka zapewne wiele przeszkód. Ograniczenia własnego ciała – te ciężką pracą połączoną z determinacją, której młodemu mężczyźnie nie brakuje, jest w stanie przezwyciężyć. Gorzej z finansami.
Tomasz Jędrzejewski został podopiecznym Fundacji Złotowianka. Jeśli chcecie Państwo wesprzeć go w boju o powrót do rodziny, o normalne życie, zachęcamy do dokonywania wpłat na konto SBL o numerze 25 8944 0003 0002 7430 2000 0010 – koniecznie z dopiskiem J/53. Wszystkie pieniądze przeznaczone zostaną na rehabilitację.[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
śmiech na sali! żebym musiał płacić za informacje na portalu! chciwość prędzej czy póżniej się odbije...
Zyczymy szybkiego powrotu do zdrowia ☺
śmiech na sali! żebym musiał płacić za informacje na portalu! chciwość prędzej czy póżniej się odbije...
Zyczymy szybkiego powrotu do zdrowia ☺