- Strażackiego bakcyla albo się ma, albo nie i to punkt wyjścia dla poświęcenia się tej służbie. Mnie to wzięło w 1969 roku i jeszcze mi nie przeszło – mówił Piotr Baranowski, w wywiadzie opublikowanym w czerwcu tego roku na łamach Aktualności Lokalnych.
Nie ma chyba osoby, która negowałaby, że był strażakiem w pełni oddanym służbie. - Przez 33 lata sprawował funkcję naczelnika Ochotniczej Straży Pożarnej w Krajence. Ceniliśmy go bardzo jako strażaka, szkoleniowca i przyjaciela. To niepowetowana strata. Odszedł od nas zbyt szybko. Z pewnością na zawsze pozostanie w naszej pamięci – mówi Andrzej Martin, prezes OSP w Krajence.
Piotr Baranowski urodził się w 1957 roku. Strażacki mundur Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej przywdział już w wieku dwunastu lat, m.in. za sprawą Jana Waldowskiego. - To były czasy, gdy w regionie przez wiele lat nie było na nas mocnych na zawodach strażackich. Straż tak weszła mi w krew, że nigdy nie myślałem, czy mógłbym robić coś innego. Owszem, życie pokazało swoje, bo był czas, że choć chciałem być zawodowcem, miałem zbyt wysokie wykształcenie. Ze średnim wtedy do straży nie bardzo chcieli brać. Tak zostałem kierownikiem młyna w Krajence, także mąkę też potrafię zrobić. Później pracowałem w urzędzie jako inspektor do spraw wojskowych i chociaż to też była styczność ze służbą, tyle że wojskową, to jednak w kamasze mnie nie ciągnęło. Gdy w 1992 roku powstała Państwowa Straż Pożarna, w strukturach, które znamy w dzisiejszym rozumieniu, ponowiłem próbę bycia zawodowcem, tym razem z powodzeniem – wspominał w rozmowie z nami pan Piotr.
Dodał przy tym, że każdy wolny czas, po służbie zawodowej starał się poświęcać na rzecz OSP Krajenka. - Jeśli się wyrastało przy tej jednostce, trudno nie mieć do niej sentymentu – mówił. Dbał, by w jednostce, w stolicy gminy nie brakowało młodych, dobrze przeszkolonych strażaków, gotowych nieść pomoc w najtrudniejszych zdarzeniach. Bardzo przeżywał zawody sportowo- pożarnicze, na które, jako trener przygotowywał drużynę. - Straż to twarda służba, gdzie mobilizacja drużyny to podstawa dla sprawnie przeprowadzonej akcji. Jeśli wiedzą, jak zachować się na ćwiczeniach, dadzą sobie też radę podczas prawdziwego zagrożenia. Młodzież z naszej jednostki wie, że jeśli chodzi o starty i rywalizację jestem krótki. Wiedzą też jednak, że gdy emocje opadną, nierzadko świętujemy zwycięstwo, to moje oblicze się zmienia. Robię to trochę w starym stylu, w takim jak mnie kształtowano, bo wiem, że to przynosi sukces – stwierdził w ostatnim wywiadzie dla naszej gazety.
Swój autorytet budował przez lata. Trudno policzyć w ilu dokładnie akcjach wziął udział. Tych zarejestrowanych od 1994 roku, było ponad 1600. Ceniony był za profesjonalizm. - Ruszając do akcji mobilizacja udziela się sama od dźwięku syreny, chwili gdy wiemy, do jakiego zdarzenia jedziemy. Jeśli też jestem w zastępie, to moim zadaniem jest, by tak pokierować drużyną, aby jej działanie było szybkie i profesjonalne. Rozdzielam zadania, doglądam, sprawdzam, działam, jednak cały czas zachowując zimną krew. Jeśli zastęp zobaczyłby, że ja jestem zdenerwowany, nie panuję nad sytuacją, mogłoby im się to udzielić. Często, gdy już po akcji rozmawiamy na jej temat, analizujemy ją, podkreślają, że czuli się ze mną pewnie – mówił Piotr Baranowski, podkreślając, że od 1985 roku, nie zdarzyło się, żeby OSP w Krajence nie wyjechała zadysponowaną ekipą do zdarzenia.
Jego drugą wielką pasją było kolarstwo. - Lubię jeździć sam. Bez słuchawek w uszach, napawać się przyrodą, jej dźwiękami, zapachami, kolorami. Oprócz walorów zdrowotnych ma to też aspekt szkoleniowy. Jeżdżę bocznymi drogami, więc znam wiele skrótów, dojazdów i objazdów w okolicy. To się przydaje na akcjach – nawet swoje wycieczki wykorzystywał w działaniach straży, bez której nie wyobrażał sobie życia. - Po tak wielu latach nie da się z nią rozstać ot tak. Nadal będę budził się na alarm, gdy ten rozlegnie się w środku nocy, śledził akcje, pomagał w szkoleniach młodzieży, starał się i dbał o sprzęt. Z pewnością chcę aktywnie działać na rzecz jednostki dopóki mi sił wystarczy – mówił pytany o przyszłość. Będzie go brakowało.
Pogrzeb śp. Piotra Baranowskiego odbędzie się w środę 8 sierpnia. Uroczystości pożegnalne rozpoczną się od mszy św. żałobnej w kościele pw. św. Anny w Krajence o godzinie 11:00.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Żegnaj Piotr będzie mi brakowało co niedzielnych pozdrowień i twojego uśmiechu.
Nie oceniona strata... Cudowny człowiek
Nie wywyzszal sie ,kazdego zauwazyl ....takich ludzi szkoda .!! Spoczywaj...
Nie wierze ze juz go nie ma... wciaz czekam az przemknie obok rowerem chwalac na piekna pogode... cudowny czlowiek z usmiechem i dobrym slowem dla kazdego.... wielki zal...
Nie znałam osobiscie ale zawsze pogodny oddany rodzinie i swoim obowiazka
Poprzeczka wysoko zawieszona. Kto będzie miał go zastąpić będzie musiał się mocno postarać by mu dorównać
Mnie będzie brakowało jego uśmiechu. Miałem styczność z nim kilka razy jako przedsiębiorca, a komendant straży. Czasami gdzieś na drodze spotykaliśmy się kiedy miał akcje. Jak mijał mnie na rowerze zawsze rozpoznawał czy to szedłem pieszo czy jechałem samochodem. Zawsze z uśmiechem i gestem pozdrowienia.
Tylu osobom pomógł. Szkoda, że nie pomogły mu osoby, z którymi na co dzień spotykał się, współpracował przy akcjach. Widocznie tak miało być. Teraz pewnie pełni już wieczną służbę, a w wolnych chwilach pomyka rowerem. Cześć jego pamięci.
Zegnaj i do zobaczenia Piotruś. Wielki człowiek o wielkim sercu
Żegnaj Piotr będzie mi brakowało co niedzielnych pozdrowień i twojego uśmiechu.
Nie oceniona strata... Cudowny człowiek
Nie wywyzszal sie ,kazdego zauwazyl ....takich ludzi szkoda .!! Spoczywaj...