Reklama

Naczelnik odszedł na wieczną służbę

04/08/2018 13:42
Piotr Baranowski, człowiek- legenda Ochotniczej Straży Pożarnej w Krajence zmarł nagle w miniony piątek. - Ceniliśmy go bardzo jako strażaka, szkoleniowca i przyjaciela. To niepowetowana strata. Odszedł od nas zbyt szybko – mówi Andrzej Martin, prezes OSP w Krajence

- Strażackiego bakcyla albo się ma, albo nie i to punkt wyjścia dla poświęcenia się tej służbie. Mnie to wzięło w 1969 roku i jeszcze mi nie przeszło – mówił Piotr Baranowski, w wywiadzie opublikowanym w czerwcu tego roku na łamach Aktualności Lokalnych.

Nie ma chyba osoby, która negowałaby, że był strażakiem w pełni oddanym służbie. - Przez 33 lata sprawował funkcję naczelnika Ochotniczej Straży Pożarnej w Krajence. Ceniliśmy go bardzo jako strażaka, szkoleniowca i przyjaciela. To niepowetowana strata. Odszedł od nas zbyt szybko. Z pewnością na zawsze pozostanie w naszej pamięci – mówi Andrzej Martin, prezes OSP w Krajence.

Reklama

Piotr Baranowski urodził się w 1957 roku. Strażacki mundur Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej przywdział już w wieku dwunastu lat, m.in. za sprawą Jana Waldowskiego. - To były czasy, gdy w regionie przez wiele lat nie było na nas mocnych na zawodach strażackich. Straż tak weszła mi w krew, że nigdy nie myślałem, czy mógłbym robić coś innego. Owszem, życie pokazało swoje, bo był czas, że choć chciałem być zawodowcem, miałem zbyt wysokie wykształcenie. Ze średnim wtedy do straży nie bardzo chcieli brać. Tak zostałem kierownikiem młyna w Krajence, także mąkę też potrafię zrobić. Później pracowałem w urzędzie jako inspektor do spraw wojskowych i chociaż to też była styczność ze służbą, tyle że wojskową, to jednak w kamasze mnie nie ciągnęło. Gdy w 1992 roku powstała Państwowa Straż Pożarna, w strukturach, które znamy w dzisiejszym rozumieniu, ponowiłem próbę bycia zawodowcem, tym razem z powodzeniem – wspominał w rozmowie z nami pan Piotr.

Dodał przy tym, że każdy wolny czas, po służbie zawodowej starał się poświęcać na rzecz OSP Krajenka. - Jeśli się wyrastało przy tej jednostce, trudno nie mieć do niej sentymentu – mówił. Dbał, by w jednostce, w stolicy gminy nie brakowało młodych, dobrze przeszkolonych strażaków, gotowych nieść pomoc w najtrudniejszych zdarzeniach. Bardzo przeżywał zawody sportowo- pożarnicze, na które, jako trener przygotowywał drużynę. - Straż to twarda służba, gdzie mobilizacja drużyny to podstawa dla sprawnie przeprowadzonej akcji. Jeśli wiedzą, jak zachować się na ćwiczeniach, dadzą sobie też radę podczas prawdziwego zagrożenia. Młodzież z naszej jednostki wie, że jeśli chodzi o starty i rywalizację jestem krótki. Wiedzą też jednak, że gdy emocje opadną, nierzadko świętujemy zwycięstwo, to moje oblicze się zmienia. Robię to trochę w starym stylu, w takim jak mnie kształtowano, bo wiem, że to przynosi sukces – stwierdził w ostatnim wywiadzie dla naszej gazety.

Reklama

Swój autorytet budował przez lata. Trudno policzyć w ilu dokładnie akcjach wziął udział. Tych zarejestrowanych od 1994 roku, było ponad 1600. Ceniony był za profesjonalizm. - Ruszając do akcji mobilizacja udziela się sama od dźwięku syreny, chwili gdy wiemy, do jakiego zdarzenia jedziemy. Jeśli też jestem w zastępie, to moim zadaniem jest, by tak pokierować drużyną, aby jej działanie było szybkie i profesjonalne. Rozdzielam zadania, doglądam, sprawdzam, działam, jednak cały czas zachowując zimną krew. Jeśli zastęp zobaczyłby, że ja jestem zdenerwowany, nie panuję nad sytuacją, mogłoby im się to udzielić. Często, gdy już po akcji rozmawiamy na jej temat, analizujemy ją, podkreślają, że czuli się ze mną pewnie – mówił Piotr Baranowski, podkreślając, że od 1985 roku, nie zdarzyło się, żeby OSP w Krajence nie wyjechała zadysponowaną ekipą do zdarzenia.

Jego drugą wielką pasją było kolarstwo. - Lubię jeździć sam. Bez słuchawek w uszach, napawać się przyrodą, jej dźwiękami, zapachami, kolorami. Oprócz walorów zdrowotnych ma to też aspekt szkoleniowy. Jeżdżę bocznymi drogami, więc znam wiele skrótów, dojazdów i objazdów w okolicy. To się przydaje na akcjach – nawet swoje wycieczki wykorzystywał w działaniach straży, bez której nie wyobrażał sobie życia. - Po tak wielu latach nie da się z nią rozstać ot tak. Nadal będę budził się na alarm, gdy ten rozlegnie się w środku nocy, śledził akcje, pomagał w szkoleniach młodzieży, starał się i dbał o sprzęt. Z pewnością chcę aktywnie działać na rzecz jednostki dopóki mi sił wystarczy – mówił pytany o przyszłość. Będzie go brakowało.

Reklama

Pogrzeb śp. Piotra Baranowskiego odbędzie się w środę 8 sierpnia. Uroczystości pożegnalne rozpoczną się od mszy św. żałobnej w kościele pw. św. Anny w Krajence o godzinie 11:00.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Dana - niezalogowany 2018-08-06 22:40:43

    Żegnaj Piotr będzie mi brakowało co niedzielnych pozdrowień i twojego uśmiechu.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Krajenka - niezalogowany 2018-08-05 09:58:13

    Nie oceniona strata... Cudowny człowiek

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    M.l - niezalogowany 2018-08-05 09:20:02

    Nie wywyzszal sie ,kazdego zauwazyl ....takich ludzi szkoda .!! Spoczywaj...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama