Reklama

Najlepszymi trenerami są zawsze kibice - Ryszard Ludewicz

05/04/2016 18:30
- Wielu twierdzi, że prowadzę swoje drużyny twardą ręką. Ale to tylko stereotypy. Ja po prostu lubię dyscyplinę

Ryszard Ludewicz urodził się w 1962 roku w Jastrowiu. Mieszka tam do dziś, z jedną, ponad siedmioletnią przerwą na grę w Orle Wałcz (1985–92). Jest wychowankiem Polonii Jastrowie. Do 1998 r., a więc do 36. roku życia był czynnym zawodnikiem. W 1995 roku zrobił kurs instruktorski w Błażejewku, a potem kurs trenerski UEFA B. Tak się zaczęła jego praca najpierw z grupami młodzieżowymi, później z seniorami.

Nie taki „Ludwik” straszny

Wielu twierdzi, że prowadzę swoje drużyny twardą ręką. Ale to tylko stereotypy. Ja po prostu lubię dyscyplinę

Reklama

– tłumaczy Ryszard Ludewicz.

Zakładam, że jeśli wymagam od siebie, to także od innych mam prawo oczekiwać pełni zaangażowania. Dzieci trzeba tego uczyć, od seniorów trzeba tego wymagać. Szanse staram się dawać każdemu, bo nikt nie wie, kiedy może eksplodować piłkarski talent. Jedno jest pewne: trzeba mu pomóc ciężką i rzetelną pracą na treningach. Bez tego ani rusz.

Sam, jak wielu moich rówieśników, wychowałem się na boisku, praktycznie od początku stojąc na bramce. I tak jak dobry bramkarz musi dyrygować obroną, tak dobry trener musi odpowiednio kierować swoimi podopiecznymi. Rodzice muszą mieć do niego pełne zaufanie. Moja grupa mistrzowska to chłopcy, którzy ciężko pracują na treningach i wiedzą, jak mają zachowywać się na boisku. W pracy z dziećmi najważniejsza jest cierpliwość. Świetnym trenerem jest Wiesław Powalisz z Football Academy Piła. To trener, który oddaje serce temu co robi. Nie zawsze są wyniki, ale nie to jest najważniejsze. Osobiście wychodzę z założenia, że najpierw trzeba mieć pomysł na grę, a potem tylko to realizować. Można siedzieć na ławce i patrzeć, jak zawodnicy źle realizują założenia taktyczne, ale moim zdaniem lepiej od razu korygować błędy i podpowiadać. Trenera bronią wyniki. Jak jest wynik, to jest i atmosfera. Dlatego wymagam dyscypliny, chociaż rozumiem, że ktoś może mieć mi to za złe. Ale taki już los trenera… Trzeba mieć twardą skórę i pamiętać, że najlepszymi trenerami są zawsze kibice.

Reklama

Lubię wyzwania

Ludewicz pracował w Iskrze Krajenka, Sparcie Złotów, GLKS Wysoka i oczywiście w Polonii Jastrowie. Największe sukcesy odnosił ze Spartą i Polonią. Jak wspomina pracę w złotowskim klubie[[pay]]?

Jastrowie ze Złotowem nie żyły ze sobą w wielkiej przyjaźni. Dało się to w różnych sytuacjach odczuć. Niektórzy złotowianie mieli za złe, że Jastrowie nie chciało być w powiecie złotowskim, jakieś animozje zostały. Aczkolwiek uważam, że w chwili obecnej znacznie mniej, a może nawet wcale. Przychodząc do Sparty odczuwałem [przejął drużynę po Mariuszu Ziatyku za rządów prezesa Edwarda Biangi – przyp. red.] pewien dystans tych chłopaków do mnie. Myślę, że zweryfikowały to treningi, wspólnie spędzony czas, oni przekonali się do mnie, ja do nich. Teraz po latach spotykamy się, odwiedzamy, jest pełen szacunek. Nie powiem, że nie zadarłem ze złotowskimi kibicami, bo raz miałem z nimi na pieńku i wtedy trzeba było się ukorzyć i przeprosić. Jak się popełnia błędy, coś czasem powie, często w nerwach i emocjach, to potem należy przeprosić. Ja tak zrobiłem i uważam, że ze złotowskimi kibicami żyłem już potem bardzo dobrze. Miałem taki zwyczaj: po meczach na Mickiewicza szedłem do kibiców i dziękowałem za doping, za wsparcie.

Reklama

Człowiek Polonii

Tymczasem w ubiegłym roku część jastrowskiego środowiska zarzucała Ludewiczowi właśnie brak komunikatywności.

W Jastrowiu jest specyficzne środowisko i jeszcze pewnie przez wiele lat to się nie zmieni. Patrzę na to z perspektywy kilkunastu lat spędzonych z jastrowską piłką. Co jakiś czas powtarza się ta sama historia: w klubie Polonia Jastrowie nie może być za dobrze, bo jak jest za dobrze, to jest źle. To zresztą nie tylko przypadłość Jastrowia. Byłem zawodnikiem Polonii, grałem tu, wiem, ile czasu trzeba poświęcić, ile wyrzeczeń to oznacza kosztem czasu wolnego, kosztem rodziny. Chciałem stworzyć tu zawodnikom jak najlepsze warunki do treningów, do rozwoju. Oni przestali to w końcu doceniać. Jak zacząłem czegoś od nich wymagać, to wtedy trener był zły. Pamiętam lata .90, kiedy Polonia grała w trzeciej, w czwartej lidze i naprawdę było dobrze w klubie – niektórym to przeszkadzało. Już się później odciąłem od tego, ale historia powtórzyła się i ze mną. To jest zadanie zarządu, który zatrudnia trenera – czy to byłem ja, czy teraz Piotr Gałecki, czy jeszcze wcześniej Grzegorz Apryjas – to zarząd decyduje, kto tę drużynę trenuje, a nie zawodnicy. A na moją obecność w klubie mieli wpływ zawodnicy. Oddałem trzy lata życia Polonii Jastrowie w ostatnim okresie. Żona mnie pytała: „Kiedy z tym skończysz?”. Jak trzon zespołu odszedł mi do Śmiłowa miałem dwa tygodnie na zbudowanie nowej ekipy i zależało mi przede wszystkim na jakości drużyny, nie faworyzowałem niektórych zawodników. Starałem się jak najlepiej, a że ktoś to odebrał inaczej, to już nie moja wina. Prawda jest taka, że zanim zarząd podjął decyzję o zwolnieniu mnie z funkcji trenera pierwszego zespołu, ja już położyłem na biurku swoją rezygnację z pracy, oddałem się do dyspozycji zarządu. W czerwcu 2015 warunek był taki, że wrócą zawodnicy ze Śmiłowa i nie tylko, jeśli ja nie będę trenerem. Złożyłem więc papiery, ja trenerem być nie muszę. Miałem po tym trochę żalu, ale trenerzy przychodzą i odchodzą...

Reklama

– Boli mnie jeszcze jedna rzecz… Pracowałem w Krajence, Wysokiej, w Złotowie, teraz w Pile. Ludzie z tych środowisk, w których pracowałem, wszędzie darzą mnie sympatią, są telefony, smsy po latach na święta, takie drobne rzeczy. Nie odczuwam tego w Jastrowiu. Nie oczekuję nie wiadomo czego, ale po tylu latach spędzonych w klubie… Zresztą odszedłem z Jastrowia i się klub nie zawalił, nie ma ludzi niezastąpionych. Polonię Jastrowie prowadzi teraz Piotr Gałecki z Piły. 29 maja spotkamy się w meczu dwóch Polonii: jastrowskiej i pilskiej – zobaczymy, jak będzie. W mojej ocenie po ubytkach kadrowych Polonia Jastrowie nie będzie miała łatwo w rundzie rewanżowej.

Czy Ryszard Ludewicz dopuszcza myśl o powrocie na stanowisko trenera seniorów Jastrowia?

Reklama

Mówią, że dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi… W tej chwili mówię, że nie, aczkolwiek, co będzie za pięć lat to nie wiem…

Pilski łącznik

W zawodowym życiu trenera Ludewicza dochodzą teraz nowe obowiązki. Ile wytrzymał bez seniorskiej drużyny?

Od czerwca ubiegłego roku do teraz. Miałem propozycje pracy już latem, ale wtedy uważałem, że to trochę za szybko, że jeszcze nie czas, pewne rzeczy musiały dojrzeć. Propozycja ze strony Polonii Piła padła trzy tygodnie temu. W zasadzie miałem dwa – trzy dni na zastanowienie się. Pierwsze treningi już były, zespół organizacyjnie jest w nienajlepszej kondycji. Polonia budzi się powoli z zimowego snu, zdecydowanie za późno. Są tam jakieś nieporozumienia między starszymi zawodnikami a zarządem. Nie wnikam w to i nie ingeruję, bo to są nie moje sprawy.

Reklama

Lubię wyzwania. Zespół ma być głównie oparty na juniorach grających w wielkopolskiej lidze wojewódzkiej. Ta drużyna została wycofana z rozgrywek. Do 26 marca, do pierwszego meczu rundy wiosennej Polonia Piła pracować będzie systemem treningowym, będzie mecz z Sypniewem, z Więcborkiem. Moim obowiązkiem jest trening i przygotowanie do sezonu. Ogranie młodych zawodników. Nie mamy presji wyników. Na razie umówiliśmy się na współpracę do czerwca, co będzie dalej – zobaczymy.

Żona mi po telefonie z Piły powiedziała tylko: „Gdzie ty się znów pchasz? Nie wysiedzisz w domu?” Ale po tylu latach chyba już zaakceptowała mój tryb życia, pogodziła się z tym, że często mnie nie ma. Zresztą jest to też źródło jakichś zarobków, więc chociaż finansowo mogę tę nieobecność małżonce zrekompensować.

Reklama

Nie wiem, co będzie w Pile, pod kątem organizacyjnym to ciągle trochę tajemnica. Wiele zależy od współpracy z opiekunem obiektu, pomocy innych ludzi. Ostatnio pojechaliśmy z pilanami na nasz pierwszy sparing do Wałcza, ale niestety w moim byłym klubie też nie dzieje się najlepiej. Mecz się nie odbył, bo Orzeł nie zebrał drużyny, zrobiliśmy sobie wspólny trening. W okręgówce w ogóle źle się teraz dzieje – zawodnicy mało trenują, nie przychodzą na treningi, a niedotrenowany zawodnik podatniejszy jest na kontuzje. Piłkarze za dużo myślą o pieniądzach. Uważam, że niektóre kluby w naszym rejonie robią krecią robotę. Za bardzo psują zawodników, którzy dostają pieniądze nawet za samą obecność na zajęciach. Moim zdaniem, jak się chce kogoś nagradzać, to najpierw trzeba wymagać. Choć w pewnym momencie zgubiło mnie takie myślenie. Oczywiste jest to, że trener dyscyplinujący finansowo swoich podopiecznych wcale nie musi być popularny. Młodzież wchodząca do piłki seniorskiej woli iść grać gdzieś za parędziesiąt złotych niż wspomóc rodzimy klub. Nie ma to wiele wspólnego z prawdziwymi sportowymi ambicjami. Zawodnicy nie pamiętają nawet nazwisk swoich trenerów. Ja dzieci uczę barw klubu, jego historii, one to zapamiętają…

Oczko w głowie

Najważniejsze teraz są dla mnie Orliki z rocznika 2005. Jak wróciłem do Jastrowia z Wysokiej miałem objąć posadę tylko trenera seniorów. Skończyło się tak, że postanowiłem też założyć jakąś młodszą drużynę. W ramach zajęć na Orliku powstała grupa z roczników 2005–2006. W chwili obecnej to jest około 20 chłopców. Wśród tych młodych piłkarzy, którymi się opiekuję, jest kilku bardzo utalentowanych zawodników, wychowanków orlika. Kiedyś mówiło się, że dobry piłkarz wychowany jest na podwórku. Teraz można tak powiedzieć właśnie o orlikach. W zeszłym roku chłopcy zajęli trzecie miejsce w rozgrywkach halowych orlika w Trzciance i drugie miejsce w rozgrywkach Żaka w Krzyżu, w tym roku z Krzyża wracali już jako mistrzowie OZPN Piła (20 lutego). Mam wielką pomoc w rodzicach tych chłopców, co w pewnym okresie nie było tak oczywiste. Teraz mentalność rodziców zupełnie się zmieniła. Doceniają to, że w klubie jest trener, który się zaopiekuje grupą, który nawet buty nauczy wiązać, pokaże, jak biegać, prowadzić piłkę, przebywać z grupą. Rodzice są na moich treningach, ale nikt nie ingeruje w to, co tam robię. Szczęśliwie z nimi też się dogaduję.

Reklama

Z Ryszardem Ludewiczem rozmawiał Leszek Chełmowski [[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    magic - niezalogowany 2016-08-19 20:12:20

    Powiem tak, słowa które mówią całą prawdę o football -u, który wymaga przede wszystkim ciężkiej pracy i zawierzeniu dobrym radą trenera.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości