Każdy w swoim życiu ma jakąś pasję. Moją pasją od urodzenia jest gra w piłkę nożną. Będąc na boisku czuję się spełniony. Po prostu to kocham. Powiem szczerze - mam ciężki charakter na boisku. Gdy przegrywamy lub nam nie idzie zawsze pojawia się we mnie bunt, chęć większej walki.
Są mecze, kiedy widać, że drużyna nie ma dnia. Nie idzie nam gra tak, jak powinna, a sędzia robi wszystko na przekór. Wtedy pojawia się we mnie osoba zupełnie inna. Jest mi ciężko, ponieważ nie lubię i chyba nie umiem przegrywać. Dużo dyskutuję na boisku, miewam głupie odzywki. Walczę z tym, ale to nie jest łatwe. Emocje biorą górę. Myślę, że z czasem życie mnie nauczy. Będę starał się wyeliminować te cechy. Moja mama mi zawsze powtarza: Pokorne ciele dwie matki ssie. I ma rację, jak to mama.
Reklama
Poza boiskiem jestem osobą z poczuciem humoru. Lubię dużo żartować i się wygłupiać. Jestem też osobą bardzo uczuciową i wrażliwą. Przejmuję się zbyt dużą ilością rzeczy, które mają wpływ na moją formę na boisku oraz wyniki w szkole. Najlepszym sposobem na to są dla mnie słuchawki na uszy i zupełne odcięcie się od rzeczywistości.

Damian nie przejmuje się tym, że aktualnie nie ma bliskiej sercu sympatii. Mówi - Przyjdzie na to czas.
Dla mnie na pierwszym miejscu jest rodzina, zdrowie i piłka nożna. Dużą rolę odgrywają też przyjaciele. Na chwilę obecną jestem wierny mojej wspaniałej mamie Beacie oraz dwóm siostrom, które prawie zawsze ratowały mi tyłek. A co do mojego wyglądu… Czy to ważne? Liczy się serducho. Nie przejmuję się tym, że aktualnie nikogo nie mam. Przyjdzie na to czas. Teraz myślę o wyjeździe do Anglii oraz o zdaniu semestru w szkole.
Reklama
Nie jest lekko. Uczę się najczęściej późnym wieczorem, bo wcześniej nie mam czasu. Sam wybrałem drogę, którą chcę podążać i wiedziałem, że jest to ciężki orzech do zgryzienia. Liczyłem się z tym.
W dniach 20-22 listopada miałem okazję brać udział w testach piłkarskich Concept 4 Soccer Poland w Bielsku Białej. 60 zawodników z Polski i Grecji, w tym ja i 3 moich kolegów z klubu, trenowało pod okiem trenerów z akademii piłkarskich klubów angielskiej Premier League i League One oraz z wielu krajów europejskich, takich jak Niemcy, Holandia, Grecja, Cypr. Jechałem z nastawieniem, że jadę po prostu na kilka jednostek treningowych. Pomyślałem, że są to dni, które mogą zmienić moje życie. Podczas testów miałem przyjemność czuć obecność Taty, który przyjechał specjalnie z Monachium, aby być ze mną tego dnia. To jest piękne i doceniam to. Tato, dziękuję Ci. Ku mojemu zaskoczeniu na meczu pojawił się też Dziadek, mój wierny fan, oraz wujek. W wolnych chwilach kątem oka spoglądałem na tatę, który raz za razem odbierał telefony od mamy i nie tylko. Śmiałem się pod nosem. Zabawnie się na to patrzyło. Fajne jest to uczucie, kiedy wiesz, że bliscy są z tobą. Wiedziałem, że nie mogę dać plamy. I udało się! Byłem jednym z 6 zawodników, którzy 7 grudnia wyjadą na tygodniowe testy do akademii piłkarskiej klubu League 2 Accrington Stanley FC, gdzie wszystkie treningi i mecze kontrolne będą obserwowane przez skautów Evertonu oraz klubów Championship. Cel jest jeden: pokazać swoje umiejętności z jak najlepszej strony.
Reklama
Po pierwsze James Rodriguez, na którym się wzoruję, gra z takim numerem. Gram na tej samej pozycji co on. Po drugie zawodnik z numerem dziesięć jest postrzegany jako zawodnik, który potrafi wziąć grę na siebie i dać drużynie jak najwięcej. W pełni czuję, że jestem w stanie się z tego zadania wywiązać.
Moim autorytetem od urodzenia jest Cristiano Ronaldo. Podziwiam go, tego Ronaldo na boisku i poza nim. Od dziecka naśladowałem jego styl gry, ale też stawiałem włosy na żel, ubierałem się podobnie.
Nie raz było tak, że mama mówiła: synku, zostań w domu, patrz, jaka jest pogoda. A ja pomimo tego chciałem iść na trening. Trudno jest zapomnieć o miejscu, w którym tak naprawdę wszystko się zaczęło. Dzięki Sparcie Złotów oraz trenerowi Ziatykowi mogłem się rozwijać i stawiać sobie wyższe cele. Któregoś dnia poczułem, że stoję w miejscu, nie rozwijam się, nie mam z kim grać. Wspólnie z rodzicami podjąłem decyzję o dalszym kształceniu się w szkółce w Szamotułach. Nie była to łatwa decyzja. W wieku 15 lat opuściłem dom rodzinny i pobiegłem za marzeniami. Uważam, że dobrze zrobiłem.
Reklama
Miałem trzy takie poważniejsze kontuzje w mojej juniorskiej karierze. Fakt, było smutno, momentami nawet bardzo. W końcu zostałem wyeliminowany z gry na 3 miesiące… Dla mnie dzień bez gry w piłkę jest dniem straconym. Czułem niedosyt, ponieważ kontuzje te zrobiłem sobie sam z przypadku. Dużo myślałem o tym, że nie mogę pomóc drużynie, nie mogę z nimi trenować. Powtarzałem sobie w głowie, że po kontuzji wrócę silniejszy i bardziej zdeterminowany do cięższej pracy. Powrót po tak długim czasie nie był łatwy, ale mając wsparcie od rodziny, trenerów i przyjaciół poradziłem sobie.
Na pewno więcej przyłożę się do nauki, bo za półtora roku matura. A ta matematyka... Komu do szczęścia potrzebna jest jakaś delta, sinus czy cosinus, zwłaszcza piłkarzom (śmiech). Awans z chłopakami z drużyny do CLJ – Centralnej Ligi Juniorów. To jest nasze wspólne postanowienie. A marzenia? Za kilka miesięcy, jeśli nic się nie wydarzy, będzie mi dane być na meczu Realu Madryt. Marzenia się spełniają. Trzeba w nie mocno wierzyć.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze