Reklama

Najważniejsze to nie tracić kibiców. Wywiad z trenerem Andrzejem Bednarkiem

17/01/2016 18:30
Z Andrzejem Bednarkiem, trenerem seniorów Sparty Złotów, rozmawia Leszek Chełmowski

Trener, wychowawca, nauczyciel… Kim jest Andrzej Bednarek?

Skończyłem studia nauczycielskie i studia trenerskie. Kiedy PZPN wprowadził licencje trenerskie trzeba było się dokształcić. Miałem trenera piłki nożnej II klasy, dodatkowo zrobiłem jeszcze trenera I klasy UEFA A. Pracę magisterską broniłem w PZPN-ie. Obecnie jestem pracownikiem Zespołu Szkół Samorządowych nr 1 w Złotowie.

Jak pogodzić pracę trenera z innymi obowiązkami?

Moja praca to są dojazdy, to jest ciągłe myślenie, to są studia. To praca w weekendy – jest dużo problemów. W klubach klasy okręgowej to raczej trener pierwszego zespołu pełni funkcję koordynatora wszystkich grup - seniorów, juniorów, młodzików, orlików. Są oczywiście zebrania trenerów, ustalamy sobie przed sezonem, kto za co jest odpowiedzialny. Byłem koordynatorem do spraw organizacyjnych, treningów, kiedy Akademia Piłkarska była jeszcze przy Sparcie. Obecnie Akademia przeniosła się na halę ZCAS-u i już kontaktu z nimi większego nie mam.

Reklama

A które zajęcie daje Panu największą satysfakcję?[[pay]]

Pracę z młodzieżą wspominam dobrze, choćby ze względu na odnoszone sukcesy. W 2001 roku z UKS Żaki zająłem 7. miejsce w finałach mistrzostw Polski, a rok później zdobyłem tytuł mistrza Polski. Spod mojej ręki wyszli Jakub Wawrzyniak, Wojtek Golla - dość mocno byłem zaangażowany w pracę z młodzieżą. Teraz wiek, może mniej cierpliwości w pracy z dziećmi. Kiedyś lepiej się czułem w pracy z młodymi, obecnie wolę jednak być przy piłce seniorskiej.

Ale im dzieci większe, tym większe problemy...

Fajnie jest pracować z dziećmi do wieku juniora młodszego. Problemy pojawiają się już w wieku starszego juniora, gdy zbliża się matura. Wiek seniorski to czas, w którym te problemy nabierają na sile. Zawodnicy kończą szkołę średnią i myślą, co dalej? Czy będą pracować, czy trenować, czy pójdą na studia? Brak środków finansowych zmusza ich często do zaprzestania gry. Są wyjazdy za granicę. Do tego chłopaków w zespole seniorów trzeba mieć z 4-5 roczników, żeby zabezpieczyć podstawowe sprawy regulaminowe. Zawsze trzeba się też liczyć z odejściem zawodników do innych klubów. Jeśli jakieś środki finansowe im ten klub zabezpiecza, co zapewni chociaż dojazdy na treningi w okresie startowym, to już coś dla nich znaczy. Krzysiu Wojciechowski gra w Szydłowie. Tam są premie za mecz, kontrakty. Bracia Wiśniewscy, wychowankowie Sparty, grają w Wysokiej. Ale piłka nożna na tym poziomie, nawet 4 ligi, chleba nie da.

Reklama

Jakie są motywacje młodych sportowców? Chodzi tylko o „kasę”?

Teraz, niezależnie od tego, jaka to jest klasa rozgrywkowa, zawodnicy pytają – za ile? Ja chodziłem 7 kilometrów ze Stawnicy pieszo, zimą, na trening na 20:00 do pana Zbyszka Zaorskiego, żeby tylko tam być i potem wracałem też pieszo, a zimy kiedyś były inne jak teraz. Potem klub mi umożliwił zamieszkanie w internacie, dzięki czemu mogłem trenować i grać. Sport teraz poszedł już dalej. Futbolem, nawet na arenie okręgowej czy 4 ligi niestety rządzą pieniądze. A przynajmniej odgrywają dużą rolę, czy to od sponsorów, czy od miasta, czy od gminy.

Nie wszyscy grają dla korzyści finansowych.

Mam kilku zawodników, którzy mają stabilną pracę i oni będą grali. Oni nie grają dla pieniędzy, im przyjście na trening sprawia satysfakcję, spotykają się z kolegami, mogą ze sobą pogadać. Do tych, którzy odeszli, nie można mieć pretensji – ich kluby zabezpieczają im pewne rzeczy. Choćby diety. My dziś w klubie diet nie mamy – okręgówka to są krótkie wyjazdy, przepisy wyraźnie mówią - pół diety się należy po 8 godzinach, a cała po 12 godzinach. Nasze wyjazdy są za krótkie, żeby te diety otrzymywać.

Reklama

Jaki futbol Pan preferuje?

Ostatnie 3 lata w Sparcie, jak terminy pozwalały, starałem się jeździć, poznawać przeciwnika, są też podstawowi zawodnicy. Ja zawsze myślę pod kątem przeciwnika. Nie jestem typem trenera, żeby wyjść i zagrać tylko ofensywną piłkę. Przede wszystkim trzeba zabezpieczyć swoje tyły. Półtora roku temu w 17 meczach mieliśmy zero z tyłu. Ostatnio z tym mamy problem. Zawsze, nawet jak znam przeciwnika, pierwsza połowa jest defensywnie, potem druga ofensywnie.

Sugeruje się Pan frekwencją treningową, ustalając skład?

Oczywiście, ale biorę też pod uwagę zawodników pierwszoplanowych. Nieraz wystarczy mi czwórka ludzi na ławce, ale mam wtedy tę pewność, że mogę wpuścić każdego.

Reklama

Tyran, milczek czy furiat? Jak można Pana opisać?

Niektórzy chłopacy mi zarzucają, że jestem zbyt cichy czasami. Trzeba to wszystko wypośrodkować, liczy się przede wszystkim zespół. Nie zakazuję, nie wymawiam nikomu, nawet jeśli miałem problem z wystawieniem jedenastki. Rozmawiam z chłopakami z największym doświadczeniem meczowym, kogo widzieliby na konkretnej pozycji w danym meczu - trzeba umieć się ze sobą dogadywać. Łatwo rozliczyć kogoś z frekwencji – łatwo też się obrazić. Ja nie mogę też potrącić im od premii, bo nie ma z czego. Skarcenie chłopaka też nie wchodzi w grę, w słowach trzeba być raczej oszczędnym, bo są inne kluby, okienka transferowe.

Zawód trenera – syzyfowa praca?

Jeden mecz się kończy, drugi się zaczyna. Myślę już, kto będzie dostępny: ten wyjeżdża, ten na studia, kontuzja, kartki. Dochodzą problemy finansowe - wszystko ustala miasto, rozpisuje projekty. Budżet klubu został okrojony w tym roku o 50 tys. Jest ciężko. Do zarządu pretensji mieć nie można.

Reklama

Sam był Pan zawodnikiem. Kiedy zapadła decyzja, żeby zostać szkoleniowcem?

To była gdzieś trzecia klasa ogólniaka, byłem zawodnikiem Sparty – przyszedłem do Ligi Wojewódzkiej juniorów. Pochodzę ze Stawnicy - boisko było daleko, więc sami zrobiliśmy sobie bramki na jakiejś łące, była jedna piłka, na którą żeśmy się złożyli. Miałem 11 lat jak piłka mnie przyciągnęła. Grałem w seniorskiej drużynie Sparty, później w II Warcie Poznań.

Gdzie Pan zaczynał?

Po studiach wróciłem do Złotowa, zaproponowano mi pracę z drugim zespołem Sparty, potem z pierwszą drużyną. Po roku w swojej grupie zajęliśmy 1. miejsce, ale była reorganizacja rozgrywek w PZPN-ie i nie było awansu. Potem była przygoda w Krajence – awans do A klasy, potem do okręgówki. Awans ze Spartą Złotów z trzeciego miejsca do makroregionu, Czernice – awans do okręgówki. W młodzieżówce – mistrzostwo okręgu z trampkarzami i z trampkarzami młodszymi (teraz młodziki).

Reklama

Ile już czasu w tym fachu zatem?

Prawie 30 lat w zawodzie – na razie jeszcze ciągnę to dalej, trochę przeszkadza zdrowie, dużo zależy też od chłopaków, no i też od zarządu.

Ma Pan jakiś swój wzór trenera?

Oglądam mecze, piłkę klubową, mecze reprezentacji. Jestem wychowany na piłce z lat 70-80. Były wtedy inne metody pracy, inne formy treningowe i panowały inne relacje międzyludzkie. Było większe zaangażowanie, grało się dla przyjemności. Jest wielu dobrych trenerów, od jednego można przejąć to, u innego podpatrzeć to, w każdym bądź razie nie mam plakatu z żadnym trenerem na ścianie. Ja pracę trenera widzę tak - dziś trener w klubie jest, za rok go nie ma. Przypatrzmy się chociażby przykładowi Lecha ostatnio. Nawet w najlepszych ligach na świecie to się sprawdza.

Reklama

To już pański czwarty sezon w Sparcie.

Tak. Kiedy przejąłem ten zespół trzeba to było poukładać na nowo. Ciężko było, zajęliśmy 5 miejsce, sezon kolejny był już niezły – 3 miejsce, potem znów 3, ale nie było ludzi na 4 ligę. Zmieniła się też formuła rozgrywek. Było 16 zespołów – potem po 8, a resztę zespołów dokooptowano z A klasy. Sama reorganizacja tych dwóch grup, moim zdaniem, obniżyła poziom. Kiedy było 16 zespołów, była możliwość straty ale i odrobienia punktów. Grupa południe też ma kilka świetnych zespołów – Połajewo, Czarnków. Ja jestem za tym, żeby była jedna grupa.

Czym trener żyje w przerwie zimowej?

Myślę. Załatwiam mecze, kalkuluję: z kim zagrać, gdzie zagrać? Okres przygotowawczy zaczynamy już w styczniu. Dla zawodników to okres roztrenowania, grają też w halówce. Ja jestem przeciwny ligom futsalu, bo bywa, że skutkuje to kontuzjami, więcej dając złego niż dobrego.

Reklama

Jak Pan podsumuje rundę jesienną?

Okres przygotowawczy rozpoczęliśmy 10 lipca. Miałem do dyspozycji 25 zawodników, jednak nie wszyscy mogli ostatecznie zagrać. W tym okresie frekwencje treningowa i meczowa napawały optymizmem. Im bliżej sezonu, sytuacja zaczęła się zmieniać na niekorzyść. Do pracy wyjechali Marcin Sobek, Jurek Karol i Bartek Laska. Po pierwszym meczu ligowym w Kaczorach z drużyny odszedł też Jan Turkowiak (do Iskry Szydłowo), treningów nie wznowił Mateusz Hrycoń. Potem z powodu kontuzji, do końca rundy jesiennej, nieobecny był Mateusz Długosz. Od 5 meczu graliśmy też bez Mateusza Chudzińskiego, który doznał urazu w zakładzie pracy. Zatem odpadli zawodnicy, którzy przez poprzednie trzy sezony stanowili o sile zespołu. Studia ograniczają grę w zespole Michała Massela. Wzmocnieniem zespołu był z pewnością powrót Michała Pinkowskiego i Patryka Lacha. Trzeba pochwalić też zawodników, którzy doszli do zespołu: Jędrzej Chudziński, Marcin Tomczyk i Mateusz Długosz. Teraz jest gdzieś 18 zawodników. W ostatnim meczu pucharowym mieliśmy 16 graczy, nawet jednego juniora.

Jak będą wyglądać przygotowania zespołu do rundy wiosennej?

Mecze kontrolne w sezonie letnim rozgrywamy na wyjazdach w Więcborku, w Debrznie, często też gramy na boisku w Skicu. Zimą w Chojnicach mamy zarezerwowane 4 sparingi. Koszty rozchodzą się po połowie na obie drużyny. Będziemy grać przy świetle dziennym, bo są to dodatkowe wydatki. Będę uzupełniał skład juniorami. W okresie przygotowawczym będzie czas, żeby ich wdrożyć i oswoić z grą w seniorach.

Reklama

Cele, jakie Pan przed sobą stawia przed wiosną? Jakie cele wyznacza zarząd klubu?

Jak najwyżej być w tabeli. Chłopaków było stać na więcej. Po zmianie zarządu nie było żadnego konkretnego celu wyznaczonego. Wiadomo, że zawsze chodzi o to, żeby być jak najwyżej. Kontuzje, wyjazdy, studia zawodników, problemy finansowe sprawiły, że ta runda jesienna wyglądała tak, jak wyglądała. To był najsłabszy moment drużyny.

Czy uzależnia Pan współpracę ze Spartą od wyników rundy wiosennej?

Tę sprawę musimy na razie zostawić. Miałem propozycje już w tamtym sezonie od innego klubu, zostałem tu. Chciałbym póki co zmyć blamaż z jesieni. Inaczej to wyglądało w okresie przygotowawczym, a inaczej w okresie startowym. Dla mnie 15 punktów to jest za mało, stać nas było na dużo więcej. Zaważyły głupio stracone punkty. Runda jesienna zakończyła się poniżej moich oczekiwań, ale jest przed nami wiosna, w której z pewnością zaprezentujemy się dużo lepiej. Jesteśmy w połowie tabeli, ale mam nadzieję, będziemy jeszcze gonić to 3  miejsce. Najważniejsze to nie tracić kibiców - są wyniki, są kibice.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    kibic - niezalogowany 2016-01-20 15:59:57

    No i właśnie, jest brak mobilizacji ... Jak można nie wspierać swojego lokalnego klubu ? To już na kartofliskach ludzie potrafią zrobić jakiś "młyn" i wspierać swoją drużynę. Zapraszamy na mecze a w szczególności na wyjazdy ;)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    oko - niezalogowany 2016-01-18 20:31:00

    nie tracić kibiców?, a ilu ich przychodzi na mecze - 34? śmiech na sali.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości