Reklama

Najwyższe pszczelarskie odznaczenie dla Konrada Kaczmarka

04/06/2019 13:00

W pszczelarstwie działa od ponad sześćdziesięciu lat. Pszczoły żądlą go codziennie – jednorazowo najwięcej doznał kilkudziesięciu użądleń. Niedawno Konrad Kaczmarek odebrał najwyższe pszczelarskie odznaczenie.

To Statuetka ks. dr. Jana Dzierżona, wręczona przed kilkoma tygodniami podczas walnego zjazdu Regionalnego Związku Pszczelarzy Północnej Wielkopolski. To rzadkie wyróżnienie nadaje Polski Związek Pszczelarski.

– Myślę, że za całokształt – wyróżniony odpowiada na pytanie o przyczynę nadania honorów.

– W okresie powojennym, na terenie rejonu złotowskiego, powiedzmy, że obecnego powiatu, tylko jeszcze jeden pszczelarz otrzymał tę statuetkę. Był to nieżyjący już pan Tucholski – podkreśla nasz rozmówca, który kiedyś odebrał też order imieniem księdza Dzierżona. Z sześćdziesięciu lat działalności w pszczelarstwie dwadzieścia stanowiło okres, w którym pan Konrad prezesował złotowskiemu kołu pszczelarzy.

Reklama

Biolog

– Bardzo długo dochodziłem do wiedzy pszczelarskiej. Kiedy byłem mały sąsiad miał pszczoły. Jego ogród i rodziców dzieliła siatka – wspomina początki.

– Gdy sąsiad do nich szedł, ja się zakradałem w wysokie marcinki, nie było mnie widać, rozchylałem łodygi i obserwowałem. Kiedyś mnie zauważył, zawołał, żebym pomógł. Zaangażowałem się na całe wakacje. W podziękowaniu miałem otrzymać jedną rodzinę pszczelą. Nie dotrzymał słowa. Dopiero po roku poinformował, że drwale ścieli dąb, w którym była dziupla z dzikimi pszczołami i te mi podarował, a ja dalej je już rozmnażałem – opowiada, pochodzący z okolic Nowego Tomyśla, pszczelarz. Pasję pomógł mu rozwinąć nauczyciel biologii.

Reklama

Pszczoły Konrada Kaczmarka piją wodę z tego poidła


– Lubił wiedzieć, czym interesują się jego uczniowie. Podrzucał lektury. Dał mi „Życie pszczół” Maeterlinck’a, a później „Ule i sprzęt pasieczny” – piękne książki, wtedy mało dostępne. Tę drugą musiałem oddać po pewnym czasie, dlatego namiętnie ją przepisywałem, łącznie z wykonaniem rysunków. Tak zależało mi, żeby to mieć.

Aktywne pszczelarstwo pan Konrad porzucił jedynie na kilka lat, kiedy zdobywał wyższe wykształcenie.

– Studiowałem biologię, dlatego też zawsze łatwiej mi było zrozumieć naturę pszczół niż wielu innym pszczelarzom. Co nie znaczy, że ludzie innych zawodów są gorszymi pszczelarzami. Wręcz przeciwnie. Natomiast dzięki zdobytej wiedzy na pewno było mi łatwiej – pan Konrad uczył się systematyki, budowy ciała owadów, sporą wiedzę o pszczołach zgłębiał również sam.

Reklama

– O układach, jakie znajdują się w ciele pszczoły, jak oddychają, co z sercem, dlaczego po szybie chodzą głowami do dołu i nie spadają. Dla mnie to były rzeczy oczywiste, które w dużej mierze wyniosłem z wiedzy uniwersyteckiej.

Kiedy można „rozmawiać”

Wiedza to nie wszystko. W ocenie Konrada Kaczmarka pszczelarstwo wymaga predyspozycji psychicznych oraz solidności, systematyczności, cierpliwości i dokładności.

– Pszczoły się nie oszuka. Wszystko trzeba zrobić we właściwym terminie – swoje doświadczenie przekazał wielu uczniom.

Reklama

– I ci szkolni, i ci, którzy przychodzili do mnie z zainteresowania, wielu z nich także zostało później pszczelarzami. Niektórzy lepszymi ode mnie – szczerze przyznaje. W jakim sensie lepszymi?

– Np. jeżeli jakość mierzyć ilością produkcji miodu. Potrafią uzyskać go od pszczół więcej niż ja – choć zaznacza, że dzisiaj decyduje o tym przede wszystkim różnica wieku.

– Mają lepszy wzrok, hodują pszczele matki. Ja już w tej chwili nie mogę, to wymaga wielkiej precyzji, trzeba przekładać jajeczka z komórki do komórki. A jajeczko jest ledwo widoczną białą kropką. Trzeba też znakować matki, umieszczając na tułowiu numerowane znaczki. To jest ogrom niezwykle precyzyjnej pracy.

Reklama

Pszczoły rozpoznają swojego pszczelarza?

– To są mity. Raczej to pszczelarze znają biologię pszczół i wiedzą, jak się z nimi obchodzić. Kiedy można z nimi „rozmawiać”. Żartuję czasami, że tańczę z pszczołami jak „Tańczący z wilkami” – śmieje się, zakręcając kurek od pszczelego poidła.

– Najłagodniejsze są w maju. Przy ładnej pogodzie, kiedy wszystko kwitnie, można rozebranemu do pasa wyjmować ramki z pszczołami, one są wtedy zainteresowane jedynie pożytkiem – opisuje zwyczaje.

W czasach największej pszczelarskiej aktywności, pasieka pana Konrada liczyła ponad setkę rodzin. Obecnie jest ich ponad dwadzieścia

Reklama

Dzień próby

– Pszczoły żądlą, bo bronią swoich skarbów, miodu, pyłku, czerwiu. Amatorów, wbrew pozorom, jest dużo – to nie tylko człowiek, ale ptaki, mrówki, kuny czy niedźwiedzie. Gdyby nie to, że mają żądła, szybko zostałyby wytępione – pan Konrad przyznaje, że w zasadzie nie ma dnia, żeby jakaś go nie użądliła.

– Niebezpiecznie jest wtedy, gdy użądli w palec z obrączką, pod którą następuje obrzęk. Raz już się zdarzyło, że musiałem jechać do jubilera i ją przecinać – niemal codzienne użądlenia przez sześć dekad dają łącznie ponad dwadzieścia jeden tysięcy. Mówi się, że takie „kąsania”, jeśli ktoś nie jest wśród nielicznych narażonych na wstrząs anafilaktyczny (statystycznie jedna osoba na tysiąc), korzystnie wpływają na zdrowie.

Reklama

– Nie wiem, czy akurat dzięki temu cieszę się dobrym zdrowiem, bo to fakt, czy wpływają na to inne czynniki. Tych jest przecież wiele. Może znaczenie ma to, że codziennie jem pokrzywę, w ogóle spożywam wiele roślin i ziół, m.in. mniszki czy krwawniki, z których robię sobie np. sałatki. Uczulenie po użądleniu wpływa na ludzi w różnym stopniu, a z czasem może się ono zmniejszać, a nawet można się go pozbyć. Ja także z początku byłem bardzo uczulony, miałem silne opuchlizny.

Jednorazowo pan Konrad doznał najwięcej około sześćdziesięciu użądleń.

Reklama

– To były lata 80. Stałem z pasieką w Sławianowie. Na rzepaku. Cały maj padało. Pszczoły weszły w nastrój rojowy, ale przez deszcz nie mogły się wyroić. Czekały na ładną pogodę. Wreszcie nastała, zaczęły się roić. Obok była błotnista sadzawka, ze dwa ary powierzchni. Nad wodą wisiały niemal brody pszczół. Chcąc je zebrać, musiałem wejść do tej wody, do pasa byłem zanurzony. Strząsałem je do rojnicy, większość do niej wpadała, ale nie wszystkie. Niektóre poza, a że dalej była tylko woda, spadały na mnie. Dostawały się pod bluzę, pod koszulę. Pracując, musiałem się poruszać. Drażniłem je tym samym. Zaczęły żądlić. Masowo. Co zrobić? Trzeba wytrzymać i dalej pracować. Tak to wygląda, że ramki nie wolno puścić. Zdrapuję żądło i dalej robię swoje – choć przyznaje, że tamtego dnia, już wieczorem, był gotów powiedzieć swojej pasji: dość.

Reklama

Tą statuetką wyróżnia się jedynie najbardziej oddanych pszczelarzy


Nauczyciel, pisarz

W czasach największej pszczelarskiej aktywności pasieka pana Konrada liczyła ponad setkę rodzin. Obecnie jest ich ponad dwadzieścia. Przez sześćdziesiąt lat jego działalności towarzyszyły miliony pszczół. Nie sposób zliczyć nie tylko ich, ale też liczby pozyskanego miodu.

– W sezonie jedna rodzina pszczela zużywa na własne potrzeby, czyli zjada, około 100 kg miodu. Pszczelarz pozyskuje poza tą ilością od 20 do 40 kg miodu. No, obecnie pewnie więcej, bo zmienia się wiedza, technika, sprzęt. Ta ilość dochodzi nawet do 50 kg. Gdy dekady temu sprowadzałem się na te tereny, ta średnia wynosiła 8–10 kg od rodziny, tyle pozyskiwał pszczelarz – porównuje.

Reklama

Ile Konrad Kaczmarek sam spożywa miodu dziennie? – Literatura mówi o dwóch łyżkach dziennie jako optymalnej ilości. W ten sposób spożywałoby się około 7 kg miodu rocznie i tyle też przypada statystycznie na mieszkańca Europy Zachodniej. U nas to niestety znacznie niższe statystyki, szacuje się, że wynoszą około pół kilograma rocznie na osobę. Niestety, u nas wiedza o miodzie, o jego właściwościach, jest uboga – pasjonaci, jak pan Konrad, próbują ją upowszechniać. Laureat Statuetki ks. dr. Jana Dzierżona od lat prowadzi edukację wśród dzieci i młodzieży, zarówno w szkołach jak i w swojej pasiece. Wydaje również książkowe publikacje, nie tylko o umiłowanych owadach.

Piotr Steffen

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2019-06-05 12:42:09

    100 rodzin x 50kg x 12zł/kg = 60000. Idzie z trgo żyć?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Miodojad - niezalogowany 2019-06-05 13:27:47

    12 złoty to chyba chiński miód w Biedronce. U pszczelarza to nawet 30 zł za kilo.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2019-06-05 14:50:02

    Czy mi się wydaję czy ten pan trzyma pszczoły w ulach z styroduru(polyestyren spieniany), bardzo eko ten miodek musi być z plastikiem.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości