Reklama

Nauczyciele w okopach

10/12/2012 00:00
Nie ma nic za darmo - nauczyciele mogą zrezygnować z dodatków jeśli wejdą one do pensji. O przywilejach pedagogów, szacunku do zawodu i czyhających na nich zagrożeniach z prezesem ZNP Złotów, Romanem Marciniakiem, rozmawia Łukasz Opłatek

Od kilku miesięcy trwają rozmowy z Rządem i samorządowcami, którzy chcą, by nauczyciele pracowali więcej niż osiemnaście godzin tygodniowo. To dobry pomysł?
Wszystko zależy od tego, jakie będą wyniki badania pracy nauczycieli. Po nich będzie wiadomo, ile ten nauczyciel faktycznie pracuje. Chociaż tego te nie da się dokładnie określić, bo przygotowanie do pracy polonisty czy matematyka jest nieporównywalne z wuefistą.

Stawia Pan jednych przed drugimi. Chciałby Pan takiego zróżnicowania?
Nie byłoby to złe. Były też takie rozmowny ze stroną rządową, ale teraz dąży się do tego, by wszystkich traktować jednakowo.

Czy to nie dziwne, że nie można wyliczyć, ile pracuje nauczyciel?
No w domu? Ja wpisuję sześć godzin, bo jeżeli do sprawdzenia jest kilkadziesiąt prac klasowych po kilkanaście stron każda, to tyle to zajmuje.

Może dlatego od lat samorządowcy mówią, że nauczyciele powinni siedzieć w szkole „od - do” i sprawdzać, a nie narzekać, że mają tak dużo pracy w domu.

To proszę im zapewnić odpowiednie warunki do pracy, która wymaga skupienia. W jakiej szkole są warunki do spokojnego sprawdzania prac? Tego nie da się robić w pokoju nauczycielskim.
[[reklama]]
Przecież są klasy.
Jakie warunki są w klasach? Nie przesadzajmy. Jest przecież zmianowość i niewielu nauczycieli ma pracownie do własnej dyspozycji.
A wracając do czasu pracy, to pensum nauczyciela nie wynosi osiemnaście godzin, bo są obowiązkowe dwie godziny dodatkowe (w szkołach ponadgimnazjalnych jedna). A w rozmowach z ministerstwem edukacji mówi się o podwyższeniu pensum do dwudziestu dwóch, a nawet dwudziestu czterech godzin tygodniowo.

Wie Pan, ile nauczyciel ma wolnego?
To też trudno określić, bo to co pisze prasa nie zawsze zgadza się z rzeczywistością. Wiem, że mówi się, że nauczyciele wybierają ten zawód, żeby mieć długie wakacje i przerwy świąteczne. Rozumiem, że chodzi Panu o skrócenie urlopów, by odebrać nauczycielom jeden miesiąc wakacji?

Taka propozycja padła podczas rozmów z Rządem w sprawie zmian w Karcie Nauczyciela.
Trzeba zauważyć, że to nie jest tak, że nauczyciele wolne mają całe wakacje. Do połowy lipca są rady pedagogiczne, porządkowanie dokumentacji. Wiem to z własnych doświadczeń.

Nie dotyczy to wszystkich i może rzeczywiście pewne sprawy powinny zostać uregulowane: nauczyciel jest w szkole od tego dnia do tego. Gdy ja pracowałem, to musieliśmy być w pracy w połowie sierpnia i przygotowywaliśmy choćby pomoce dydaktyczne, plany pracy.

A teraz nie?
Teraz takich zadań jest jeszcze więcej.

Pewnych przywilejów związki zawodowe nauczycieli bronią zajadle, w przypadku innych idą na ustępstwa. Tak jest choćby z rocznym urlopem dla poratowania zdrowia. Sam Pan mówił na naszych łamach, że dochodzi tu do nadużyć.
Dlatego trzeba to uporządkować, żeby takiego zwolnienia nie dawał lekarz pierwszego kontaktu, ale lekarz medycyny pracy i taki postulat Związek przyjął. Jednak potem minister Jakubowski wszystko odwołał i powiedział, że wrócimy do rozmów od nowa.

Co Pan myśli o dodatkach do nauczycielskich pensji? Jest wśród nich dodatek wiejski, symbol archaizmu Karty Nauczyciela.
To jest przepis przestarzały i Związek nie będzie protestował, żeby go znieść. Zresztą dodatków jest kilkanaście, a Związek będzie dążył do tego, by one były wprowadzone do pensji zasadniczej.
[[nowa_strona]]
Czyli nic za darmo, tak?
Oczywiście, że coś za coś. Dodatek wiejski na przykład jest pozostałością po poprzednim systemie i Związek to rozumie.

Po rozmowach nad zmianami w Karcie Nauczyciela widać, że Rząd obchodzi się z nauczycielami jak z jajkiem, prawda?
Rząd boi się podjąć pewnych decyzji. Jakbyśmy na to nie patrzyli, to nauczyciele są grupą liczną, zorganizowaną i podczas wyborów są siłą. Stad ileś rządów zapowiadało, że uporządkują zapisy Karty nauczyciela i dotąd nie udało rady tego zrobić.

Politycy się Was boją?
Boją się? Bez przesady. Jakby była zdecydowana propozycja ze strony rządu, to może byłoby inaczej. Ale proszę popatrzeć, ile miesięcy trwają dyskusje nad zmianami przepisów i nagle wiceminister wszystko odwołał. A podobno do końca roku ma być gotowy projekt.

Zarzuca Pan rządzącym brak zdecydowania we wprowadzaniu zmian w Karcie Nauczyciela. Nie boi się Pan, że nauczyciele Pana za to wyklną?
Nie mówię, że Rząd ma je wprowadzić. Ma je poddać pod dyskusję.

Przyzna Pan jednak, że z nauczycielami ciężko się rozmawia. Z majowego sondażu przeprowadzonego na zamówienie ZNP wynika, że 97% pytanych nauczycieli, czyli 217 tys. osób jest gotowych poprzeć ewentualną akcję protestacyjną przeciw zmianom proponowanym przez samorządowców i urzędników. To gdzie tu klimat do rozmów?
Jeżeli to będą bardzo niekorzystne zmiany, to taka akcja protestacyjna mogłaby mieć miejsce. Ale od sondażu do akcji jest ogromna przestrzeń. Wiem z doświadczenia, że jak dochodzi do wyjazdu na protest, to jedzie na niego prezes i dwóch, trzech nauczycieli. Kilka lat temu na proteście nauczycieli w Warszawie oddział ZNP w Złotowie reprezentował sam prezes. Przed akcją nauczyciele mówią „tak, oczywiście”, a potem nic z tego nie wynika.
[[reklama]]
W ostateczności jednak pedagodzy łączą siły i dopinają swego. Podobnie może być z dodatkowym stopniem awansu zawodowego – profesorem oświaty.
To jest stopień tytularny i na razie nie wiążą się z nim żadne gratyfikacje pieniężne.

Na razie. Ale w przyszłości może być tak jak z obecnymi awansami: jest stopień, musi być konkretne wynagrodzenie. A jak nie, to gmina dopłaci.
Określona płaca za stopień mianowania nauczycielowi się należy, ale to nie Związek wymyślił dodatki wyrównawcze, tylko minister Hall. A później wypisuje się, że w zeszłym roku miasto wypłaciło 200 tys. zł dodatków wyrównawczych. Zgoda, ale już powiat ich nie wypłacił, bo łączył etaty.

Nie zmienia to faktu, że oświata jest tak droga w utrzymaniu właśnie przez to, że gros pedagogów szybko zdobywa tytuł nauczyciela dyplomowanego.
Możliwości awansu istnieją we wszystkich zawodach, trudno ich pozbawiać nauczycieli. Jednak kiedy ktoś stara się o stopień awansu, to daje informacje o swoich działaniach do prasy jednej, drugiej, czego to on nie robi. A jak tylko zdobędzie stopień, to już jest koniec działań. Nauczyciele za szybko zdobywają kolejne stopnie i potem nie mają motywacji do pracy. Może należałoby te awanse rozciągnąć w czasie, bo niektórzy osiągają szczyt ścieżki zawodowej w dwanaście lat.
[[nowa_strona]]
Uważa Pan, że szybkie osiąganie maksymalnego awansu psuje poziom nauczania w szkołach?
Myślę, że tak. Na papierze ktoś ma dany stopień i wie, że tego nie przeskoczy. No może zostać dyrektorem, ale po co mu to? W ubiegłym i w tym roku burmistrz szukał nauczycieli, którzy chcieliby skończyć studia z zarządzania oświatą i potem ubiegać się o stanowiska dyrektorów, ale nikt się nie zgłosił. Nauczycielom bardziej zależy na studiach dyplomowych z drugiego przedmiotu, bo dziś jednokierunkowiec nie może liczyć na cały etat.

Podsumowując, myśli Pan, że nauczyciele są uprzywilejowaną grupą zawodową?

Nie. Wyszukałem w Internecie, ile zawodów ma różnego rodzaju przywileje. Już nie będę mówił o górnikach, ale choćby każdy mundurowy posiada mnóstwo przywilejów. A to wokół nauczycieli robi się taką atmosferę, że nic nie robią, a biorą wielkie pieniądze.

Wyczuwa Pan czasem zawiść społeczeństwa w stosunku do nauczycieli?
W rozmowach codziennych nie. W mediach tak, bo co rusz pokazują one, jak dobrze ma nauczyciel, jak mu się sypie grosza za nicnierobienie. Ale jak się patrzy na rankingi zaufania, to otoczenie szanuje poszczególnych nauczycieli znanych im osobiście, ale grupę postrzega mniej pozytywnie.
[[reklama]]
Przejdźmy do tematu, którym żyją ludzie oświaty z terenu powiatu. Uważa Pan, że utworzenie przez władze powiatu Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego to dobry pomysł?
Do samego powstania my jako ZNP nie możemy mieć zastrzeżeń, bo odbywa się to zgodnie z prawem. Nie mamy możliwości podważenia tej decyzji. Natomiast nam jako związkowcom nie podoba się tryb powoływania Centrum. Myśleliśmy, że będą się odbywały szerokie konsultacje, a ich nie było.

Były spotkania w szkołach.
Trudno to nazwać konsultacjami. To były tylko wizyty starosty, wicestarosty i skarbnika w szkołach, pełniące rolę informacyjną. Zresztą odbyły się one na kilka dni przed sesją, na której radni podjęli decyzję o powołaniu Centrum.

Jakie zagrożenia dla nauczycieli niesie ze sobą ta zmiana?
Dobrze to wygląda na papierze, jakie będą korzyści z tego Centrum. Jak to pięknie mówi wicestarosta: „będzie konsolidacja sił”. Ale może nagle się okazać, że pracownicy administracji będę musieli pójść na bezrobocie. Dotyczy to kilkunastu osób.
Jeżeli chodzi o nauczycieli, to do końca roku szkolnego Karta Nauczyciela ich chroni, ale później może się okazać, że będą cięcia, przesunięcia, wysyłanie nauczycieli do innych miejscowości, by łączyć etaty. To wszystko jest możliwe.

Jak Związek może bronić praw pedagogów?
Problem w tym, że to nie jest likwidacja, a reorganizacja. I tu Związek nie ma nic do powiedzenia.

Jeden z argumentów mających przemawiać za reorganizacją brzmi: kierunki nauczania mają być tworzone pod uczniów, a nie pod nauczycieli.
Mieliśmy kilkakrotnie takie sytuacje, że tworzyło się kierunki pod nauczycieli, żeby mieli pracę. Oczywiście sytuacja powinna być odwrócona: trzeba tworzyć kierunki pod zapotrzebowanie na rynku pracy.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama