Między życiem a śmiercią jest bardzo cienka granica: jeden milimetr albo jedna sekunda. Jeżeli umiejętnie potrafimy balansować, to możemy się ustrzec od nieszczęścia, ale trzeba umieć czytać znaki
Pięć lat temu przeprowadziliśmy rozmowę ze znanym nie tylko w Krajence wizjonerem. Wiele jego ówczesnych przepowiedni sprawdziło się. Co nas czeka w najbliższej przyszłości? Z Mirosławem Wroną rozmawia Ryszard Mikietyński
Rozmawiamy dwudziestego pierwszego grudnia, niemal w samo południe. Zgodnie z przepowiedniami Majów, zaraz ma nastąpić koniec świata. Jak Pan, jako wizjoner, podchodzi do takich rewelacji? Przeżyłem już kilkadziesiąt przepowiedni końca świata i jakoś żadna z nich się nie spełniła. I ta również się nie spełni, bo żeby do tego doszło muszą się zdarzyć jakieś ogromne katastrofy, ale takie, które spowodują, że rozleci się pół układu słonecznego – na przykład ogromne eksplozje na słońcu. Trzęsienia ziemi, tsunami, uderzenie meteorytu do końca świata nie doprowadzą. Jako geolog wiem, że w dziejach Ziemi było pięć potężnych katastrof, które doprowadziły niemal do wyginięcia życia. W okresie permu nastąpił największy kataklizm, w wyniku którego wyginęło 98 procent organizmów żywych, ale z tych pozostałych dwóch procent odrodziło się życie, w tym człowiek.
Ale kiedyś przecież to nastąpi. Na pewno, ale my jako cywilizacja będziemy już na to przygotowani; będziemy mogli mieszkać na innych planetach czy księżycach. Nawet jeżeli Ziemia przestanie spełniać warunki do życia, to można będzie żyć gdzie indziej. Zresztą, gdybyśmy nawet mieli wyginąć, to w kosmosie jest tyle innych cywilizacji, którym będziemy mogli przekazać naszą wiedzę i historię. [[reklama]] Wierzy Pan w to? Nie tylko wierzę, ale wiem. Zresztą piszę teraz pracę na ten temat: dlaczego nie możemy być tylko jedyni w kosmosie. Wielu ludzi, z którymi rozmawiam, nie wierzy w istnienie innych inteligentnych istot i rozwiniętych cywilizacji. Pytam ich wtedy, czy Bóg byłby tak nieroztropny tworząc tylko jedną zamieszkałą planetę z jedną cywilizacją, która go czci? Co by się stało, gdyby dzisiaj nastąpił koniec świata? Bóg ma do dyspozycji cały kosmos, a nie ma Go kto wielbić. Został sam dla siebie. Nawet człowiek wie, że jedno dziecko w rodzinie to za mało, trzeba mieć przynajmniej dwójkę. W naszej galaktyce jest dwieście pięćdziesiąt miliardów gwiazd, przy większości z nich są planety. Po co było tyle stwarzać, jeżeli nie mogłoby rozwijać się na nich życie? Dla mnie życie w kosmosie jest normą w różnych formach, od mikrobów po istoty inteligentne.
To dosyć kontrowersyjne teorie. Kiedy rozmawia Pan ze znajomymi nie Pan odczucia, że nie wierzą Panu, a nawet uważają za dziwaka? Nie spotkałem się z czymś takim, ze swoimi teoriami nikomu się nie narzucam: jeżeli ktoś chce porozmawiać ze mną na te tematy, chętnie to robię. Nigdy nie podchodzę do tego z założeniem, że to tylko ja mam rację, a inni się mylą. Każdy ma prawo pojmować to wszystko na swój sposób – i to jest fantastyczne. Wiele osób wie, że mam zdolność przewidywania przyszłości, więc niektórzy chcą, żeby im ją przepowiedział, podchodzą do tego bardzo poważnie, inni natomiast uważają to za czarną magię. Tych pierwszych jest zdecydowanie więcej.
Rozmawialiśmy dokładnie pięć lat temu. Wiele z Pana przepowiedni się sprawdziło, na przykład tsunami w Japonii, rewolucje w północnej Afryce. Dobrze, że nie wszystkie, ponieważ dzisiaj musiałby być koniec świata… [[nowa_strona]] Jak Pan się wtedy czuł, bo chyba satysfakcji z tego powodu Pan nie miał? Kiedy spełnia się któraś z moich pesymistycznych wizji mocno mnie to boli. Za każdym z tych zdarzeń idą ludzkie tragedie. Jeżeli chodzi o rewolucje w Afryce, to nie jest jeszcze koniec, one dopiero objęły arabską część kontynentu, teraz przeniosą się na południe, do Czarnej Afryki. Miejmy nadzieję, że nadchodzące zmiany przyczynią się do lepszego jutra tych ludzi.
Różnie to z tymi rewolucjami bywa... No właśnie, niejedna rewolucja pożarła własne dzieci... W sumie to cieszę się, jeśli coś złego, co przewidziałem, się nie sprawdziło. Według mnie między życiem a śmiercią jest bardzo cienka granica: jeden milimetr albo jedna sekunda. Jeżeli umiejętnie potrafimy balansować, to możemy się ustrzec od nieszczęścia, ale trzeba umieć czytać znaki. Każdy człowiek ma przeczucie, trzeba tylko to odpowiednio wykorzystać. Przestaliśmy zwracać uwagę na znaki jakie otrzymujemy. Często w życiu codziennym postępujemy wbrew tym znakom, a potem mamy pretensję do świata, że nam się nie ułożyło.
Pewnie ciężko się żyje z takim darem, jaki Pan posiada. Obraca się Pan wśród ludzi, nagle spojrzy na kogoś i uświadamia sobie, że ten ktoś jest poważnie chory, być może niedługo umrze. Nie patrzę na ludzi pod tym kątem. Żeby zająć się czyjąś duszą muszę mieć jego zgodę. Nie wchodzę w czyjś świat bez jego akceptacji. On musi tego chcieć. Teraz rozmawiam z Panem i nie myślę o tym, czy jest pan chory, co się z panem dzieje. Przychodzą do mnie ludzie i proszą, by im powróżyć czy ich zbadać, ponieważ jestem również bioenergoterapeutą. [[reklama]] A gdyby żona poprosiła Pana, żeby ją zbadał, to nie bałby się Pan? Ależ często badam żonę czy członków rodziny. Nie mam przed tym oporów. Zdarzają się sytuacje, że okazuje się, że ktoś jest bardzo chory, wtedy każę tej osobie iść do lekarza.
Jaki jest stosunek lekarzy do Pana? Nie krytykują? Mam dwóch znajomych lekarzy, jeden podchodzi do tego bardzo sceptycznie, drugiemu jest to obojętne. Dobry lekarz często posiada zdolności bioenergoterapeutyczne, potrafi niemal z „oczu” wyczytać dolegliwości pacjenta. Są to lekarze, do których pacjenci lgną, bo oni pomagają. Gdy przyjmuje się kogoś do szkoły muzycznej lub plastycznej, to ta osoba musi być w tym kierunku uzdolniona. Dawniej w Chinach, gdy ktoś pragnął studiować medycynę, musiał również przejawiać pewne zdolności. Dzisiaj pewnie wystarczy zdać egzamin i uzyskać odpowiednią ilość punktów.
Czy przez te pięć lat miało miejsce jakieś ważne wydarzenie, które Pan przewidział? Przewidziałem katastrofę smoleńską. Tydzień przed tym wydarzeniem miałem codziennie wizje. W tym czasie byłem mocno zajęty, więc nie skupiałem się nad tym, nie rejestrowałem tego, co do mnie docierało. Potem, po katastrofie, byłem zły na siebie, że nie podszedłem do tego profesjonalnie. Zastanawiałem się, czy gdybym umiejętnie odczytał informacje i obrazy, jakie otrzymałem, to czy umiałbym coś z tym zrobić? Czy podjąłbym jakieś działanie, żeby dziś uznać, że przynajmniej próbowałem.
Czy ma Pan swoją teorię na temat przyczyn katastrofy? Teorii jest dużo. Jeżeli to był zbieg okoliczności, to pewnie sygnały, które otrzymywałem, byłyby łagodniejsze. Ale one były bardzo intensywne, więc mam wrażenie, że do tej tragedii mogła przyczynić się ingerencja ludzka. Ale wolałbym żeby moje przeczucia były błędne, wolałbym, żeby to był czysty przypadek. [[nowa_strona]] W 2008 roku przepowiedział Pan, że od 2012 roku czeka nas siedem lat chudych. Już teraz widać, że i ta przepowiednia sprawdzi się, kryzys odczuwają już wszyscy. Jako Polacy nie jesteśmy zbyt zamożnym narodem i praktycznie żyjemy w ciągłym kryzysie. Im człowiek biedniejszy, tym kryzys go w mniejszym stopniu dotyka. W Grecji i Hiszpanii stopa życiowa została sztucznie podniesiona i teraz oni nie mogą się odnaleźć. Będzie to siedem chudych lat i nie będziemy mieli na to wpływu, przetrwaliśmy już niejeden kryzys, to i z tym damy sobie radę.
Oprócz kryzysu finansowego co nas jeszcze czeka? Polskę w najbliższych latach ominą większe katastrofy typu powodzie, huragany, ale za to nastąpi kilka lat suchych. Nauka rozwija się w szybkim tempie, od jakiegoś czasu mam wrażenie, że naukowcy coraz bardziej bawią się w Boga, za dużo manipulują przy człowieku. Czuję, że coś „zmajstrują”, coś takiego, że będziemy się tego bać.
Frankensteina? Może nie Frankensteina, ale czuję, że z ich laboratoriów coś się wymknie. [[reklama]] Już sporo natworzyli: eugenika, eutanazja, klonowanie... Wymkną się pewne rzeczy, które ludzie w nieświadomy, a może i świadomy sposób zaczną wykorzystywać. Wybuchnie pewien rodzaj epidemii. Ludzie, głównie dzieci, będą chorować i umierać na dziwną chorobę, nazwałem ją Epidemią Nicejską. Uważam, że co Boskie należy zostawić Panu Bogu, a zająć się swoimi sprawami. Boga nie trzeba już poprawiać, bo to się źle skończy.
Dojdzie do tego, że pozwoli się żyć tylko zdrowym jednostkom, chorych się będzie eliminować? W każdej cywilizacji już coś takiego było, Spartanie zrzucali chorych i ułomnych w przepaść, Indianie składali chorych na ofiary bogom.
Ale przecież my nazywamy się społeczeństwem cywilizowanym. Tak się każemy nazywać, ale zachowujemy się bardzo prymitywnie. [[nowa_strona]] Jest Pan człowiekiem wierzącym. Kościół w swej nauce odrzuca, a nawet potępia różnego rodzaju wizjonerów. Jak Pan się z tym czuje? Wielu papieży było wizjonerami. Każdy ma jakiś dar widzenia, jeden w myślach widzi, jak ma wyglądać jego dom czy ogród, inny, jak na przykład ojciec Pio, przepowiadał przyszłość świata. Kościół wie, że wizjonerstwo istnieje, tylko nie chce oficjalnie tego głosić ze względu na wiernych. Ważne, by wiara była ukierunkowana w jednym kierunku, a to gwarantuje Kościół. Przy opętanych wizjonerach powstają sekty i wiemy, czym to się kończy. Dlatego wolę, by Kościół odrzucał wszelkie formy wizjonerstwa.
Nie spotkał się Pan ze strony księży z uwagami na swój temat? Ponad dwadzieścia lat temu rozmawiałem z księdzem, zafascynował mnie prostotą patrzenia na życie. Było to wtedy, kiedy byłem przestraszony swoją zdolnością widzenia przyszłości, nie wiedziałem, co mam z tym zrobić, a on wytłumaczył mi, że to jest dar. „Jedni ładnie śpiewają, inni malują, a ty masz dar widzenia przyszłości. Bóg rozdaje różne dary, ważne, żeby je umiejętnie wykorzystać, a pewnego dnia będziesz wiedział, co masz ze swoim darem zrobić”.
Jaka przyszłość czeka ziemię krajeńską? Ten rejon ma coś w sobie, ja to nazywam miejscem szczęśliwym. Ma pozytywną energię. Nie mamy szczęścia (może to i lepiej) do wielkiego przemysłu, ale mamy za to piękne lasy i jeziora i dobrze się tu żyje. Rozmawiam z ludźmi i oni to potwierdzają. Niektórzy wyjeżdżają do pracy za granicę, potem wracają. Za jakiś czas znowu wyjeżdżają i znowu wracają, coś ich tu ciągnie. Nie palą za sobą mostów, nie zrywają więzi. Są takie miejsca, do których człowiek wraca i sam nie wie – dlaczego To jest właśnie to miejsce. W rozmowie z prof. Janem Miodkiem poprosiłem o genezę pochodzenia nazwy Krajna. Wytłumaczył, że „Krajna” pochodzi od słowa „skraj”, „kraniec”. Na wschodzie Rzeczypospolitej były Kresy, a na północy Krajna. Od zarania dziejów te tereny były na skraju, na skraju Wielkopolski, Polski, Pomorza, Prus, Brandenburgii, Niemiec, Rzeszy, a i Szwedzi tu przez jakiś czas urzędowali. Czy teraz coś się zmieniło? Niewiele. Gdyby powiat złotowski przyłączyć do każdego innego województwa ościennego: pomorskiego, zachodniopomorskiego, kujawskiego, to wszędzie by się dopasował, wszędzie byłby na krańcu województwa, jak teraz w Wielkopolsce. Kody pocztowe mamy z Koszalina, numery kierunkowe telefonów z Poznania, należymy do diecezji bydgoskiej, do tego dołożymy kolej, energetykę, Lasy Państwowe i okaże się, że wszędzie jesteśmy na skraju. Nazwa Krajna jest aktualna i dzisiaj, nieważne gdzie jesteśmy przyłączeni, ważne, by żyło nam się tutaj dobrze i w szczęściu, byśmy tu wracali. I tego życzę wszystkim – szczęścia. [[reklama]] Co pięć lat temu przepowiedział Mirosław Wrona: Unia Europejska będzie istniała 350 lat. Stany Zjednoczone rozpadną się na dwa państwa, ze stolicami w Waszyngtonie i San Francisco. Ogromna fala tsunami zniszczy Saporro w Japonii. Chiny będą chciały wydzierżawić od Rosji wschodnią Syberię. Na Bliskim Wschodzie wybuchnie bomba atomowa i zapanuje tam chaos, z którego powstaną nowe państwa, takie jak Kurdystan. Przez Afrykę przetoczy się granatowa rewolucja, zacznie się na Saharze i dotrze do państw na równiku i pochłonie miliony ofiar. Europa zostanie opanowana przez „wirus Nicejski”, zaraza zbierze ogromne żniwo, zwłaszcza wśród dzieci. Te wizje będą realizowały się za kilka, kilkadziesiąt, a nawet kilkaset lat, ale zawsze ludzkość może im zapobiec, jeżeli wcześniej się do tego przygotuje. Rok 2008 to będzie jeszcze dobry rok pod względem finansowym dla większości ludzi. Jeżeli ktoś planuje poważny remont domu, mieszkania, jakiś duży zakup, jest teraz odpowiedni czas, by tego dokonać. Następne lata nie będą już tak dobre i wypadałoby przygotować się na nadchodzące siedem chudych lat, które nastąpią po 2012 roku
To są najszczęśliwsze chwile, Mirosław Wrona z żoną, córką i wnuczką
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze