Co planuje nowy wójt? Jak widzi funkcjonowanie urzędu i Rady Gminy Tarnówka? Jakie będą jego relacje z proboszczem? Z Jackiem Mościckim rozmawia Piotr Steffen
Jak minęły Panu pierwsze dni od ogłoszenia zwycięstwa?
Dużo myślałem na temat funkcjonowania urzędu, gminy, kierowania samorządem. Wspólnie z radnymi pracujemy też na nieoficjalnych spotkaniach nad tym, w jakim kształcie będzie funkcjonować Rada Gminy Tarnówka. O tym, kto jaką obejmie w radzie funkcję.
Mówiąc dosłownie, dzielicie łupy?
Nie. Kilka dni temu zorganizowałem spotkanie, na które zaprosiłem wszystkich wybranych na tę kadencję radnych. We wcześniejszych kadencjach grupa opozycyjnych radnych była pomijana w takich nieoficjalnych dyskusjach, spotykali się wyłącznie radni przynależni do obozu wójta. Pozostali, m.in. ja, byli wykluczeni. Nigdy nie podobało mi się takie wybiórcze traktowanie radnych, stąd od początku postanowiłem zmienić w tym względzie standardy i zaprosiłem wszystkich. To było około godzinne spotkanie zapoznawcze, a dopiero kolejne rozmowy w następnych dniach były bardziej merytoryczne.
Jakie postawy przyjęli ci radni, którzy kandydowali z komitetu Ireneusza Barana? Pogratulowali Panu zwycięstwa nad ich liderem?
Owszem, były gratulacje.
Wspomniał Pan, że tych spotkań było więcej, stąd domniemam, że jest problem ze znalezieniem konsensusu?
Rzeczywiście póki co nie poczyniliśmy konkretnych ustaleń. Następne spotkanie miało się odbyć w piątek, ale postanowiłem przełożyć je na inny termin, żeby dać wszystkim trochę czasu na ochłonięcie.
[[reklama]]
Czyli są to bardzo trudne rozmowy. Kto jest kandydatem na przewodniczącego rady?
Padło kilka propozycji nazwisk, m.in. Brygidy Łój czy Jerzego Sławskiego. Faktycznie nie są to łatwe dyskusje.
Pan kogo widziałby na tej funkcji? Przewodniczący będzie w końcu Pana najważniejszym współpracownikiem, jeśli chodzi o Radę Gminy Tarnówka.
Nie mam jeszcze pewnej koncepcji, natomiast myślałem wstępnie o osobach Marcina Nowosielskiego i Tomasza Zbyluta. Chciałbym postawić na młodość, na pewno byłoby to spore odświeżenie naszej samorządowej sceny.
Skoro chcecie tak bardzo zmieniać standardy panujące w gminie, to może powinniście pójść dalej – pokazać, że nie zależy waszej grupie na stołkach i jesteście skłonni oddać funkcję osobie spoza komitetu? Np. Dariuszowi Leszczyńskiemu czy Przemysławowi Błażejewskiemu...
Albo Przemysławowi Wiśniewskiemu. Takie propozycje również padały i na dzisiaj sprawa jest otwarta. Giełda nazwisk jest spora, im dłuższa, tym trudniej o porozumienie. Ale myślę, że jakoś się dogadamy. Jeśli chodzi o moją ocenę powiem tak: z mojej perspektywy przewodniczącym powinna być osoba, z którą dobrze będzie mi się współpracowało, a w związku z tym będę do niej miał pewne zaufanie.
Kiedy poznamy konkretne nazwisko?
Myślę, że do pierwszej sesji wszystko będzie wiadomo.
Również w kwestii obsady funkcji wiceprzewodniczących i w poszczególnych komisjach?
Tak. Uważam, że na sesję powinniśmy pójść z wypracowanym porozumieniem, które głosowanie powinno jedynie potwierdzić.
Co powiedziałby Pan dzisiaj byłemu wójtowi, żeby pocieszyć go po przegranych wyborach?
Dość trudne jest to pytanie... Na pewno szanuję go bardzo jako człowieka, mogę powiedzieć, że przez wiele lat, na różnych polach działalności, dobrze mi się współpracowało z Ireneuszem Baranem. Szkoda, że w ostatnim okresie nie był bardziej skory do współpracy. Jeszcze przed wyborami wielokrotnie mu ją proponowałem, ale wójt nie widział specjalnie pola do takiego wspólnego działania.
Dlaczego Ireneusz Baran przegrał z Panem wyborczą rywalizację?
Sądzę, że zbyt pewnie się czuł, a do tego nie liczył się ze społeczeństwem. Zbyt często pomijał ludzi i zbyt prywatnie traktował gminny samorząd. To chyba główne przyczyny jego przegranej.
Pan przyjął wygraną z ulgą czy może przerażaniem z racji tego, jakie czekają teraz Pana wyzwania? I odpowiedzialność?
Wyniki przyjąłem ze spokojem. Muszę przyznać, że jeszcze przed wyborami czułem podskórnie, że je wygram, stąd od dłuższego czasu zastanawiam się, co dalej. Mam świadomość, że czeka mnie ogromne wyzwanie, jedno z największych w życiu. Przyznaję, że czuję spore brzemię. Ale sądzę, że wszystko pozytywnie się poukłada.
Teraz będą w gminie patrzeć na Pana ręce jak nigdy wcześniej nikt tego nie robił.
Wiem. I mam świadomość, że przeciwnicy będą chcieli wykorzystać każde, nawet najdrobniejsze potknięcie.
Pana atutem były przed wyborami młodość, zapał i, jak sądzę, chęci. Za Ireneuszem Baranem przemawiało doświadczenie. Zgodzi się Pan z tym, że pod względem merytorycznym ustępuje Pan poprzednikowi o kilka długości?
Oczywiście, mam tego świadomość.
Młodość i chęci wystarczą, żeby nadrobić zaległości dotyczące fachowości? Szybko nauczyć się kierować gminą, zadbać o efekty tej nauki i wygrać następne wybory? Bo sądzę, że interesuje Pana więcej niż jedna kadencja.
Zakładam pracę na dwie kadencje. Wierzę, że dość szybko wdrożę się w samorządowe tajniki i już w tej kadencji będzie widać efekty moich działań, choć na pewno trzeba pamiętać o tym, że efektywne kierowanie gminą to proces długofalowy.
Jest Pan spokojny, że będzie miał należne oparcie w urzędnikach?
Jestem po pierwszych rozmowach ze skarbnikiem i z panią sekretarz. Uważam, że współpraca powinna dobrze się ułożyć. Na dobrych zasadach.
Ponoć w urzędzie zapanowała wielka żałoba po przegranej Ireneusza Barana. Dotarły do mnie opinie, że wójt był mocno związany z pracownikami, a ci bardzo go szanowali i z trudem przyjęli fakt, że będą mieć nowego zwierzchnika.
Byłem w urzędzie i powiem nawet, że dało się odczuć pewien lęk, a może nawet niechęć przed nowym wójtem.Może powinni się Pana obawiać? I potencjalnych zmian, które może Pan wprowadzić?
Absolutnie. Nie muszą się niczego obawiać. Tymi wyborami jedną rewolucję w gminie już zrobiliśmy, nie przewiduję jej kontynuacji w urzędzie.
Co martwi Pana najbardziej w perspektywie tej kadencji?
To, że nie mamy żadnego z gminy radnego w radzie powiatu, Krajenka zabrała wszystkie mandaty. Tu może być pewien problem, chociaż nie ma też co źle dzisiaj wróżyć na przyszłość. Jestem już po pierwszej rozmowie ze starostą, liczę na dobrą współpracę. Tym bardziej, że wicestarostą będzie Daniel Sztych, mój bardzo dobry kolega. Mamy na naszym terenie sporo powiatowej infrastruktury drogowej, więc będzie nad czym wspólnie pracować.
Co do planów na tę kadencję, wiele mówi się też o naszej pomocy społecznej. O tym, że niekoniecznie właściwie funkcjonuje, stąd tutaj na pewno będą potrzebne pewne reformy, może nawet bardziej znaczące. Ale pierwszym, co musimy zrobić, to przystąpienie do lokalnych grup działania i realizacja mniejszych projektów unijnych za stosunkowo niewielkie pieniądze. Później można będzie zająć się większymi zadaniami. Bo trzeba pamiętać, że aby zacząć większe inwestycje musimy spłacić obecne zobowiązania.
Ważnym argumentem Pana kampanii było pozyskiwanie środków z Unii Europejskiej. Utworzy Pan w związku z tym odrębne stanowisko?
Oczywiście. W gminie powinna być osoba odpowiedzialna za pozyskiwanie funduszy. Oprócz tego rozmawiałem już na ten temat z panem Romanem Grzeblem, który w naszej gminie ma w tym zakresie największe doświadczenie i który już zadeklarował swoje wsparcie. Nie mamy wprawdzie za dużego budżetu, ale na pewno daje on pewne możliwości w zakresie przeznaczania naszych pieniędzy na zadania realizowane przy unijnym wsparciu. Na efekty trzeba będzie poczekać dwa, może trzy lata, co wynika oczywiście ze względów formalnych. Jako rolnik skutecznie zabiegałem o takie dofinansowania, więc jak mógłbym tego nie robić jako wójt?
Z tego, co mi wiadomo, wzorcowo wyglądały relacje wójta z proboszczem. Na co ksiądz Ruszkowski może liczyć z Pana strony? Podtrzyma Pan zasadę regularnego, szczodrego przekazywania budżetowych pieniędzy na kościelne zabytki?
Uważam, że mamy w gminie wiele ciekawych zabytków o charakterze sakralnym i współpraca w tym zakresie samorządu z parafią powinna być kontynuowana. Powiem szczerze, że jesteśmy nawet umówieni na dzisiaj na spotkanie z księdzem Jerzym.
W Pana odczuciu proboszcz jest bardzo zasmucony porażką Ireneusza Barana? Ponoć nawet z kościelnej ambony potrafił wspierać poprzedniego wójta, także podczas wyborów.
Przed wcześniejszymi kadencjami podobno zdarzyły się takie sytuacje, ale podczas tej kampanii nie miały one miejsca.
Jest Pan w stu procentach przekonany, że bez względu na wszystko będziecie umieli znaleźć wspólny język z radnymi z Pana komitetu? Ma Pan tam kilka osób, które mają silne osobowości i duże ambicje, ludzi prawdopodobnie o dość skrajnych poglądach.
Sądzę, że zawsze będziemy umieli znaleźć wspólny język. Może czasami będzie to efektem bardzo trudnych rozmów, ale najważniejsze są pozytywne skutki współpracy, a nie sposób, w jaki się je osiąga. Jestem spokojnym, wyważonym człowiekiem, potrafię znajdować kompromisy.
Dogada się Pan nawet z „krzykaczem” Sylwestrem Sławskim?
Owszem, bywa porywczy, ale myślę, że poukładamy relacje nas wszystkich. Już zdarzały się sytuacje, kiedy pewne osoby próbowały zdominować trwające w ostatnich dniach rozmowy, ale w spokojny sposób tonowałem te dyskusje. Jeśli będzie taka potrzeba, potrafię uderzyć pięścią w stół. Radni, także ci z mojego komitetu, muszą mieć świadomość, że pewnych granic w relacjach wójt - radni nie można przekraczać.
Będzie Pan chciał rozliczać poprzedniego wójta z jego poczynań, wskazywać jego błędy z poprzednich lat?
Nie. Skupiam się wyłącznie na tym, co przed nami. Wiem, że niektórzy mają nawet pewne oczekiwania w tym zakresie, chcieliby rozliczać poprzednika, ale mnie interesuje wyłącznie przyszłość. Powiem szczerze, nie mam ani zamiaru, ani czasu na grzebanie w przeszłości. Róbmy wszystko, żeby jutro było lepsze, na tym skupiajmy wszystkie wysiłki.
Planuje Pan powołać swojego zastępcę?
W tej chwili zdecydowanie nie.
A kiedy?
(Uśmiech) Nie mam takich planów. Uważam, że w naszej gminie absolutnie nie ma takiej potrzeby.
Za cztery lata mieszkańcy gminy będą zadowoleni z dokonanej zmiany? A może będą rozczarowani?
Sądzę, że będą usatysfakcjonowani. Przede wszystkim poprawą stosunków między nimi a władzami gminy. Będę bardzo otwarty na dialog, chcę się regularnie spotykać z mieszkańcami.
Samymi spotkaniami nie stworzy się lepszej, lokalnej rzeczywistości.
Wiem, że wyłącznie tym ich nie uszczęśliwię, ale na konkretne działania też przyjdzie odpowiedni moment. Spokojnie, proszę dać mi i radnym trochę czasu. Z pewnością na niektóre efekty dzisiejszych działań przyjdzie czekać kilka lat. Ale warto poczekać, bo od razu znaczącej poprawy jakości nie będzie.
Co z Pana gospodarką? Wiem, że pracuje tu Pan z braćmi do spółki, ale ponoć to właśnie nowy wójt był kluczową postacią tego trio.
Beze mnie bracia spokojnie sobie ze wszystkim poradzą.
Rozmawiał Piotr Steffen
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze