Przypomnijmy, że inwestycja jest pokłosiem tego, że woda z hydroforni w Prochach od kilku lat ma podwyższony poziom azotynów i azotanów. Dlatego hydrofornia ma być wyłączona z obiegu, a Prochy dostaną wodę ze Starej Wiśniewki. Budowany wodociąg ma długość około 2,3 km. Prace trwające od kilku tygodni, niespodziewanie natrafiły na komplikacje. Okazało się, że na odcinku długości kilkuset metrów znajdują się pokłady torfu. Hieronim Gładysz – wykonawca inwestycji – przekonywał samorządowców, że pierwotnie wybrana technologia w tym miejscu się nie sprawdzi. Zastosowanie odmiennego sposobu kładzenia rur ma kosztować około 50 tys. zł więcej (Gładysz wygrał przetarg ofertą na ponad 100 tys. zł). Wójt przyznaje, że gmina nie miała wyboru. Istniało ryzyko, że przyjęcie pierwotnie przyjętej technologii groziłoby częstymi awariami.
Problem w tym, że newralgiczny odcinek kilkuset metrów położony jest na łąkach. Nie tylko byłoby trudno prowadzić tam ewentualne naprawy (przez zalewanie), ale nawet dotrzeć do miejsca potencjalnej awarii. Rozważano wariant podsypania i stabilizacji, ale wykonawca nie dawał gwarancji, że to się sprawdzi. Ryzyko było zbyt duże, stąd samorządowcy przystali na inne, droższe rozwiązanie. – Musieliśmy to zrobić. Nie mogliśmy się teraz wycofywać, wymyślać, co innego zrobić, bo zaraz będziemy mieć na głowie sanepid wojewódzki – wójt mówi o konieczności pośpiechu z inwestycją w świetle niekorzystnych parametrów wody z hydroforni w Prochach. Zmiana technologii nie powinna znacząco wydłużyć prac, które powinny zakończyć się w terminie, wyznaczonym na koniec października.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze