Rozmowa z Janem Błaszkiewiczem, prezesem koła Polskiego Związku Wędkarskiego Tarnovia z Tarnówki
Od ilu lat jest Pan prezesem PZW w Tarnówce? Od ośmiu lat, drugą kadencję. Wybory są co 4 lata.
23 lutego wybory prezesa na kolejną kadencję. Wystartuje Pan? Powiem tak jak mówi dyplomatycznie wiele osób, zwłaszcza teraz: nie chcę, ale muszę. My jesteśmy dość licznym kołem, mamy około 120 członków. Chciałbym, żeby to koło istniało na jakimś przyzwoitym poziomie. Gdyby się pojawił jakiś konkretny kandydat to ustąpię. Na razie nie ma chętnych. Obowiązków dużo, wyjazdów, praca społeczna, a za wszystko obrywa właśnie prezes. Organizacja różnych imprez i spotkań, czuwanie nad ich przebiegiem, kupowanie nagród, dyplomów - niby niewiele, ale proszę mi wierzyć, to naprawdę czasochłonne.
Załóżmy, że zostaje Pan ponownie prezesem. Jakie ma Pan plany na przyszłość? Marzę o tym, by, jak to powiedzieć, zmodernizować zarząd, zmobilizować do działania. Jest co robić i chciałbym, żeby to nie robiła jedna czy dwie osoby, ale konkretne rzeczy konkretni ludzie. Wtedy praca będzie sprawniejsza. W zeszłym roku mieliśmy naprawdę sporo zawodów w roku, bo aż 8 - tego wszystkiego trzeba było dopilnować, zorganizować. Trzeba mieć dużo czasu, by to zrobić. Tak więc priorytetem jest zachęcenie ludzi do współpracy.
Pana największe sukcesy w wędkowaniu? W zeszłym roku na zawodach w Ptuszy zająłem drugie miejsce, złowiłem 2,38 kg ryb. Ale rzadko biorę w nich udział, przeważnie je organizuję.
Rozmawiała Joanna Kozij
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze