Rozpoczęcie budowy, o około dwa miesiące, opóźniły protesty społeczne. To po pierwsze. Po drugie dokonaliśmy szeregu zmian w projekcie. Zamiast planowanej hali sortowni namiotowej na odpady zbudowaliśmy halę stalową, ale o zdecydowanie wyższym standardzie w zakresie emisji na zewnątrz hałasu i odorów,które były bardzo drażliwym tematem oraz w zakresie bezpieczeństwa ppoż. Zmieniliśmy też rodzaj urządzeń w części mechanicznej. Belownicę komorową zamieniliśmy na prasę kanałową, co zwiększy wydajność i efektywność instalacji, szczególnie w zakresie sortowania odpadów z selektywnej zbiórki i przygotowania ich do dalszego recyklingu. Istniała bowiem pewna obawa, że zastosowanie belownicy komorowej może stanowić tzw. „wąskie gardło”. Ponadto nie możemy sobie pozwolić na magazynowanie odpadów w zasobni, które emitowałyby odory. One muszą być na bieżąco przerabiane. Pierwotnie zakładaliśmy, że odpady zmieszane i selektywne będą przerabiane na zmianę. Teraz, dzięki doposażeniu linii, będzie to możliwe w tym samym czasie.
Po trzecie doposażyliśmy linię w rozdrabniarkę wstępną z rozrywarką worków. To usprawni nam przerób i podniesie jakość surowca.
Do wydania tych pieniędzy skłoniła nas koncepcja tworzenia odpowiedniego wizerunku oraz umiejętnego połączenia biznesu z pozytywnym odbiorem społecznym. Stąd pieniądze, którymi wsparliśmy gminę Złotów i miasto Złotów.
Reklama
Nie chcieliśmy kupić sobie spokoju, bo po prostu nie musieliśmy tego robić. Byliśmy i jesteśmy „na prawie”. Chcieliśmy w ten sposób zapewnić ludzi, że nic im nie grozi. W tak drażliwej dziedzinie jak przerób odpadów należy zastosować najwyższe standardy, dlatego zainwestowaliśmy w budowę instalacji większe pieniądze.
Negocjacje mają doprowadzić do porozumienia oznaczającego wykonanie przez nas dodatkowych inwestycji zabezpieczających w zamian za to, że mieszkańcy i „Terra” nie będą dalej utrudniać nam uzyskania pozwolenia zintegrowanego.
Reklama
Wspólnicy zgodzili się na zalesienie dwóch hektarów gruntu od strony zachodniej, co całkowicie odcięłoby Dzierzążenko i osiedla Złotowa od instalacji. Jest propozycja, by była to brzoza i sosna.
Rozważamy też montaż 10-metrowych łapaczy odpadów od strony północnej, zachodniej i południowej. To jest absolutne maksimum, które możemy zaproponować. Wszystko to kosztować miałoby około 400 tys. złotych.
Nie obawiamy się, zresztą nie o to chodzi. Wprawdzie z jednej strony jest aspekt ekonomiczny, ale z drugiej strony ważniejsza jest dla nas współpraca z mieszkańcami. W tych kategoriach należy rozważać chęć zawarcia porozumienia.
Reklama
Tak, choć my nie musielibyśmy tego robić. Proponujemy porozumienie, ponieważ nie chcemy rozpoczynać działalności w nieprzychylnej atmosferze. Dlatego przekonałem moich szefów do posadzenia lasu i instalacji łapaczy. Brak porozumienia odbiorę jako przejaw złej woli. W takiej sytuacji nie będzie lasu, łapaczy…Docierają do mnie głosy „niech sąd to rozstrzyga”. Pragnę zauważyć, że wszystkie dotychczasowe rozstrzygnięcia sądowe to nam jednoznacznie przyznawały rację. Nie widzę najmniejszego sensu eskalacji sporu. On już nic nie zmieni, a może jedynie opóźnić uruchomienie instalacji. Czas się porozumieć i apeluję o to.
Na spotkaniu z mieszkańcami składałem określone obietnice i zamierzam się z nich wywiązać. Podobnie jak moi szefowie. Dlatego chuchamy na zimne. Dostrzega pan na pewno różnicę między halą namiotową a stalową. Podnosimy standardy, by nie mieć zarzutów również w przyszłości.
Reklama
Być może niektóre z tych pytań pochodzą od „Terry”*. Mówię „być może”, bo snuję takie przypuszczenia jedynie ze sposobu zadawanych pytań. Przy tej okazji należy wyjaśnić, że w toku postępowania o uzyskanie pozwolenia zintegrowanego jest rzeczą normalną żądanie dodatkowych informacji i wyjaśnień. Jeśli pyta o to „Terra” to bardzo dobrze. Nie mam do nikogo żadnych pretensji, ponieważ staram się zrozumieć też drugą stronę.
Planowaliśmy, że otworzymy instalację 24 września, ale uzyskanie pozwolenia zintegrowanego się przedłuża, więc zrezygnowaliśmy z tego terminu. Uznaliśmy, że nie ma sensu otwierać instalacji, kiedy nie mamy tego dokumentu. Nie byłoby sztuką przeciąć wstęgę, a zakład dalej stałby pusty. I nadal ludzie nie mieliby tam zatrudnienia. Jak by to wyglądało
Oni z niejednego pieca chleb jedli i z niepierwszym protestem mają do czynienia. Wiedzą, że procedowanie pozwoleń zintegrowanych to żmudna, trudna procedura. Przekłada się to oczywiście na pieniądze, ale nie jest to dla nich być albo nie być. Spółka przynosi dochody, choć są one niższe od zaplanowanych w budżecie, natomiast wspólnicy podchodzą do tego tematu ze zrozumieniem. Nie jesteśmy źli na nikogo: ani na mieszkańców, ani na ekologów. Chcemy uruchomić tę inwestycję w zgodzie ze wszystkimi procedurami.
Reklama
Mogłem to zrobić, ale skoro procedowaliśmy wiele projektów zamiennych do projektu, to mijałoby się to z celem. Nie mogliśmy złożyć wniosku z nieaktualnymi danymi. Jestem wrogiem tworzenia dokumentów wirtualnych. Pozwolenie zintegrowane jest prawem jazdy dla instalacji i musi odpowiadać stanowi faktycznemu. Jeśli instalacja będzie „faulować”, a mieszkańcy będą mieli zastrzeżenia do hałasu czy odorów, to są prawne instrumenty, które pozwolą wstrzymać czasowo albo wręcz zamknąć instalację. Dlatego nie chcemy iść na skróty.
Myślę, że będzie to koniec października. Powiem panu, że w firmie leży dwieście podań o pracę i planujemy na początku lub w połowie października wysłać wybranych pracowników na przeszkolenie, m.in. do instalacji pracującej w Żninie. Tu bowiem nie będzie czasu na naukę. Po przecięciu wstęgi zakład musi ruszyć. Nie wyobrażam sobie przesunięcia kolejnego terminu uruchomienia instalacji, bo co ja powiem pracownikom - idźcie do ekologów?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jeżeli były protesty,należało ulec protestujący,bo to oni mają rację. Czyż nie tak pan uważał protestujących pod Sądem.
Jeżeli były protesty,należało ulec protestujący,bo to oni mają rację. Czyż nie tak pan uważał protestujących pod Sądem.