Pszczelarze protestują przeciwko usuwaniu zdrowych drzew, nie stanowiących zagrożenia dla pieszych czy kierowców. Zauważywszy kolejne przeznaczone do wycinki podnieśli alarm
- Musimy reagować, bo jeśli nie będziemy tego robić, to w końcu będziemy mieć wokół siebie pustynię – mówi Wojciech Sołtysiak, prezes złotowskiego koła pszczelarzy należącego do Regionalnego Związku Pszczelarzy Wielkopolski Północnej krótko uzasadnia cel, w jakim zredagowane zostało pismo, jakie trafiło na biurka lokalnych władz. Wraz z wiceprezesem koła Andrzejem Bąkiem i sekretarzem Henrykiem Tucholskim chce odwieść wójta gminy Złotów Piotra Lacha od wydania decyzji na wycinkę drzew rosnących w pasie drogi powiatowej biegnącej z Radawnicy w kierunku Starej Wiśniewki oraz z Radawnicy w kierunku Józefowa. Jak twierdzą pszczelarze – nie ma ku temu wyraźnych przesłanek merytorycznych. Piszą o tym w dokumencie skierowanym do Piotra Lacha, starosty Ryszarda Goławskiego i przewodniczącego złotowskiego oddziału Polskiego Klubu Ekologicznego Jerzego Wańke. „Drzewa przeznaczone do wycinki (oznaczone namalowanymi na nich numerami) na prostych odcinkach dróg nie stwarzają większego zagrożenia dla ruchu pojazdów niż pozostałe tam rosnące oraz nie wykazują wyraźnych oznak chorobowych” - uzasadniają. Wojciech Sołtysiak, komentując sprawę, zaznacza, że reakcja pszczelarzy tym razem dotyczy gminy Złotów, problem wycinki drzew dotyczy jednak całego powiatu czy – idąc dalej – kraju.
Przyroda w starciu z bezpieczeństwem
Powody predysponujące wspomniane drzewa (łącznie sześć lip, jeden wiąz i jeden klon) do wycinki widzą jednak osoby, które z takim wnioskiem zwróciły się do Powiatowego Zarządu Dróg. Dyrektor Mirosław Jaskólski na naszą prośbę je precyzuje. Jak mówi, właściciel posesji położonej w Radawnicy przy ul. Człuchowskiej zgłasza, że trzy lipy rosnące nieopodal jego zabudowań stanowią dla nich zagrożenie. Inny powód ma rolnik uprawiający pola, przy których rosną pozostałe drzewa. Mężczyzna twierdzi, że ich pnie znacząco ograniczają widoczność, przez co wyjazd z pól na drogę powiatową, przez konieczność znacznego ""wychylenia"" ciągnika, staje się niebezpieczny. W kontekście ostatniego z wnioskujących pszczelarze zwracają uwagę na jeszcze jeden fakt: ""drzewa przeznaczone do wycinki przy obydwu drogach graniczą z tą samą działką o numerze 451"". Tym samym sugerują, że za wnioskiem o wycinkę może się kryć nie realna potrzeba spowodowana dbałością o bezpieczeństwo, a subiektywny ogląd jednej osoby.
Henryk Witkowski, wspomniany rolnik, zaprzecza. Jak mówi, wniosek o wycinkę drzew, który złożył, ma realne, głębokie uzasadnienie. - Kiedy chcę wyjechać z pola, najpierw muszę wyjść na drogę, by zobaczyć, czy nic nie jedzie – obrazuje problemy związane z włączaniem się do ruchu, dodając, że ten sposób i tak nie jest gwarancją bezpieczeństwa, ponieważ w czasie, gdy wraca do ciągnika ktoś może akurat nadjechać.Pszczelarze mają swoje zdanie. We wspomnianym dokumencie piszą: ""Zastanawiający jest fakt, że niektórzy rolnicy z Radawnicy podczas rozmów stawiają sobie za punkt ""honoru"" dążenie do usunięcia wszystkich drzew i zakrzaczeń śródpolnych ze swoich pól i łąk oraz z ich bezpośredniego sąsiedztwa. Determinacja tych rolników jest tak duża, że używają środków chemicznych np. randapu, nawet na terenach nie będących ich własnością (rowy i pobocza dróg)"".
Chcemy mieć wpływ
Dlaczego lip, wiązu i klonu nie powinno się wycinać? Pszczelarze mają w zanadrzu jeszcze jeden argument: wiek. Jak piszą, by drzewo można było uznać w Polsce za pomnik przyrody musi ono spełniać określone warunki – jednym z nich jest posiadanie odpowiedniej średnicy w obwodzie. ""Dla klonów ta średnica to minimum 225 cm, a dla lip 300 cm"" - piszą, dodając, że obwody przeznaczonych do usunięcia lip stojących na trasie Radawnica - Józefowo to 300 cm, 290 cm i 410 cm. Według ich pomiarów pozostałe drzewa również spełniają kryterium obwodu pomnika przyrody. ""Na drastycznie kurczące się pożytki pszczelarskie związane z rolnictwem nie mamy wpływu, ale na los rosnących od wielu lat drzew i krzewów miododajnych chcemy mieć wpływ"" - zgodnie z tym przesłaniem pszczelarze z prośbą o pomoc w ukróceniu procederu pozbywania się drzew ze środowiska zwrócili się do Jerzego Wańke. Przewodniczący nie zamierza ich zostawić samym sobie. - Rolnicy myślą, że przyroda jest ich własnością, ale się grubo mylą – mówi, dodając, że w tej chwili sprawa, z którą zwrócili się do niego panowie Sołtysiak, Bąk i Tucholski, jest analizowana. Co do jej słuszności Jerzy Wańke nie ma jednak wątpliwości. Już dziś zapowiada, że jeśli Piotr Lach wyda zgodę na wycinkę drzew, to on w obronie przyrody nie zawaha się skierować sprawy do sądu. - Bo to wszystko zakrawa o skandal – Jerzy Wańke jest pewien, że jeśli wyginą pszczoły, wkrótce zginą też ludzie. Póki co jednak zapowiada spotkanie z wójtem, który – co ważne – decyzji jeszcze nie wydał. Jak powiedział nam Grzegorz Górski, inspektor ds. drogownictwa, informatyki i zadrzewień w gminie Złotów, zgodnie z art. 83 ust. 2 a i 2 b ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody decyzje na wycinkę drzew rosnących w pasie drogowym muszą być uzgadniane z Regionalnym Dyrektorem Ochrony Środowiska. - Nie wszystkie drzewa, na które wpłynęły wnioski, zostały uwzględnione i wstępnie przez wójta zaakceptowane do wycinki. Z drogi Radawnica - Stara Wiśniewka do wycinki zaakceptowano tylko jedno drzewo. Na pozostałe wójt wyda decyzję odmowną, której nie musi uzgadniać z RDOŚ-em. Oznakowanie drzewa numerem jest tylko po to, by było możliwe jego umiejscowienie w terenie i opisanie w dokumentacji. Numer nie oznacza, że drzewo będzie wycięte – wyjaśnia urzędnik.
RDOŚ na zaopiniowanie decyzji ma 30 dni. Ostatecznych wyników jeszcze nie ma, póki co więc wójt nie może podjąć żadnej decyzji. Piotr Lach zapewnia, że każdy wniosek o wycinkę jest dokładnie analizowany. - Wszystkim sprawom staramy się przyglądać – wyjaśnia. W podobnym tonie wypowiada się Grzegorz Górski. Urzędnicy zapewniają też, że za wycinką idą nasadzenia. Z oceną pszczelarzy, zgodnie z którą gminie brak realnej polityki dotyczącej odnowy zadrzewień w miejsce usuwanych drzew i krzewów, się nie zgadzają. - Wszystkie decyzje dla zarządców dróg mają klauzulę o obowiązku nasadzeń uzupełniających, które nie muszą być wykonane w miejscach wycinek – przypomina Grzegorz Górski. I informuje, że w tym roku planowane jest obsadzenie drogi gminnej Kaczochy - Sławianowo, a następnie z Kamienia w kierunku Jastrowia oraz przy drodze w Górznej.- Nie zawsze teren przy drodze bezpośrednio po wycince nadaje się do obsadzenia. Wynika to z konieczności np. wykonania prac remontowych (np. poszerzenie drogi, ścięcia poboczy itp.) lub odnowienia granic, ponieważ rolnicy nagminnie podorywują pas drogowy. Prace te są kosztowne jak i czasochłonne, nie zawsze istnieje możliwość wykonania ich w tym samym roku co wycinka - wyjaśnia urzędnik.
W konflikcie. Interesów
Pszczelarzom zależy na tym, by miododajnych drzew było jak najwięcej. Rolnikom – by te nie zacieniały im pól i nie utrudniały przejazdu. Ekologom – by chronić przyrodę, która – co tu dużo mówić – sama się nie obroni. Ich interesy musi pogodzić wójt.
Patrycja Kajewska
[[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze