Gdyby nie lata 90., przypuszczalnie nikt by o nich nie usłyszał. Byli niepokorni, ostrzy, wokalista darł ryja - dziś są już żywą legendą. Z zespołem 1125 rozmawia Agnieszka Piec
1125 istnieje od 16 lat. Macie poczucie, że jesteście już dinozaurami polskiej, hard corowej sceny muzycznej? Krzysiek: Wydaje mi się, że możemy śmiało tak o sobie powiedzieć. Jako nieliczni przetrwaliśmy. Kapele, które zaczynały grać w tym samym czasie, dzisiaj w większości już nie istnieją lub grają inny rodzaj muzyki.
Jaki jest klucz do sukcesu?
Adam: Nie podoba mi się określenie „sukces”...(śmiech)
Zdradźcie mi zatem niezawodny sposób na dotarcie do miejsca, w którym jesteście dzisiaj.
Krzysiek: Trzeba podkreślić, że ważnym czynnikiem jest i była od początku przyjaźń. To kompilacja wspólnych marzeń dzieciaków z podwórka, ze szkoły. Oczywiście, kiedy później wychodziło na jaw, że ktoś się nie nadawał, szukało się kogoś innego, ale zawsze był to ktoś z „swój”. Adam: Nie jesteśmy typowym zespołem, który spotyka się tylko na próbach czy koncertach. Bywa i tak, że rezygnujemy z próby, aby się spotkać czy zrobić imprezę z rodzinami.
[[reklama]]
Mieliście szczęście, że rozpoczęliście swoją przygodę w latach 90., a nie teraz?
Krzysiek: Ogromne! (śmiech) Uważam, że dzisiaj nie mielibyśmy szans na przebicie, dzisiaj dobrych zespołów są setki. To był świetny czas, aby się rozwinąć z tego względu, że Polska takiej muzyki nie znała, nie miała skąd. Zaskoczyliśmy wszystkich.
Był jakikolwiek problem z załatwianiem koncertów kiedy zespół raczkował? Krzysiek: Nieskromnie przyznam, że takiego problemu nigdy nie zaznaliśmy (śmiech). To managerowie klubów z całej Polski dzwonili do nas i zapraszali do grania. Poza tym były to czasy poczty pantoflowej. Ktoś komuś przekazywał informacje o nowym zespole, by później zaprosić go na koncert. Właściwie wielce się nie męczyliśmy, żeby grać, co trwa do dzisiaj, a nawet musimy odmawiać. Proza życia niestety ogranicza.
Dokąd najdalej sięgały macki zespołu lub też miały sięgnąć?
Krzysiek: Mieliśmy propozycje grania w USA, Izraelu, Moskwie, a byliśmy w Holandii, Anglii, Szwecji...
Zgodzicie się ze mną, że zespoły nastawione wyłącznie na sukces są skazane na porażkę?
Adam: Wydaje mi się, że tak. Jakiś czas temu rozmawiałem z kolegą ze znanego zespołu metalowego z Bydgoszczy, który opowiedział, jak potoczyła się ich droga, gdy wybrali sławę, kontrakty, telewizję, ustawiony image. Okazało się, że facet zazdrości nam swobody wyboru, gdyż my spotykamy się tylko wtedy, kiedy tego potrzebujemy, a nie dlatego, że gonią nas umowy. Krzysiek: Być może właśnie dlatego nie zrobiliśmy zawrotnej kariery, ale założenia były takie od początku. Poza tym trzeba powiedzieć otwarcie, że nasza muzyka nie jest z gatunku tych, które podbijają stacje radiowe i pop kulturę. Mamy swoją wierną publiczność, ale jest to świat niszowy. Gwiazdami rocka na skalę światową już nie zostaniemy i nawet nie chcemy. Co ciekawe, jako nastoletni chłopak marzyłem o dalekich trasach koncertowych, wielkich scenach, a kiedy wyjechaliśmy po raz pierwszy na dłużej [7 dni - przyp. red.], dość szybko ekscytacja ustąpiła miejsca zmęczeniu.
Chcecie mi powiedzieć, że nie prowadziliście typowego życia jak na hardcorowców przystało? Nie było alkoholu i szalonej zabawy?
Rafał: Jasne, że to wszystko było, ale nigdy nie opuszczała nas świadomość, że na drugi dzień musimy wyjść na scenę i dać koncert. Krzysiek: Nie ukrywamy, że podczas pierwszych wyjazdów zdarzało się komuś wyjść pod wpływem alkoholu albo na wielkim kacu. Cierpiało na tym wykonanie i siła przekazu, ale nigdy nie zdarzyło nam się odwołać występu czy koszmarnie go zepsuć. Dla mnie jest to oczywiste, że jadąc na koncert trzeba dobrze się bawić, ale najważniejsza jest sztuka, którą przekazujemy ludziom.
[[nowa_strona]]
Żony nie mają żalu o wyjazdy, podczas których wiele się może wydarzyć?
Adam: Kiedy jedziemy na koncert, odreagowujemy tydzień pracy, ale wszystko odbywa się w granicach normy. Bez koncertów czy prób bylibyśmy nie do życia, a że jesteśmy normalnymi facetami, od czasu do czasu musimy się odpowiednio odprężyć. (śmiech) Rafał: Między innymi to z powodu rodzin właśnie nie podpisywaliśmy kontraktów, bo wówczas czas dla nich skurczyłby się diametralnie, a tego byśmy nie chcieli.
Myślicie, że to dzięki Wam nasze miasto stało się ikoną i stolicą polskiego hard coru?
Krzysiek: Z pewnością dorzuciliśmy coś do tego kotła. Ale swoje zasługi miał w tym również Misiek [były członek zespołu - przyp. red.], który, dysponując szerokim dostępem do muzyki, dzielił się nią z młodymi ludźmi i zarażał ich swoją miłością do hard coru, często pozwalając odgrywać muzykę na kasety. Adam: Wpływ na to miała również ilość koncertów, które się tutaj odbywały, a było ich bardzo dużo, nie tylko 1125.
[[reklama]]
Jeszcze kilka lat temu wokół Waszej salki w złotowskim domu kultury sporo się działo. Widać było, że hard core tętnił życiem, nie było weekendu bez bawiących się tam młodych ludzi. Dzisiaj tego nie ma…
Adam: Czuję lekką ironię (śmiech). Delikatnie mówiąc, kiedyś stworzyło się tam miejsce spotkań różnych ludzi. Protestowaliśmy przeciwko temu stanowczo, ale pamiętaj, że nie byliśmy jedynym zespołem w tych piwnicach. Otrzymaliśmy zgodę na utrzymanie porządku, ale prędko zorientowaliśmy się, że jest to niemożliwe pod naszą nieobecność. Młodzież zamiast szanować darmowe miejsce na próby potrzebowała raczej miejsca „do picia”. Najgorsza była opinia krążąca po Złotowie, że niezłe imprezy są tam, gdzie grają „jedenastki”. Niesprawiedliwie zbieraliśmy żniwo tych imprez, podczas gdy kończyliśmy próbę po dwóch godzinach, a tam... impreza do białego rana. Na szczęście za naszą namową temat rozwiązało ZDK. Było - minęło... Krzysiek: Oczywiście do nas także przychodzili znajomi, ale bardziej dla muzyki. Dzisiaj tego nie ma, bo większość z nich opuściła Polskę i widzimy się tylko przed świętami. Co mnie osobiście zasmuca to fakt, że dawniej młodzi częściej nas odwiedzali – mam wrażenie, jakby dzisiaj nie szukali nowych wyzwań i inspiracji.
Gdzie leży przyczyna?
Krzysiek: Ciężko mi jest to ocenić, ale wydaje mi się, że muzyka hard corowa w wydaniu, które my sami preferujemy, straciła na wartości na rzecz grania np. metalowego. Widać to po zastraszająco niskiej liczbie zespołów w naszym stylu. Kiedy w latach 90. pojawił się internet, mieliśmy okazję poznać mnóstwo kapel z całej Polski, dzisiaj znalezienie dobrych zespołów graniczy z cudem.
Idziecie z duchem czasu i korzystacie z dobrodziejstw techniki przy nagrywaniu płyt?
Krzysiek: Korzystamy z techniki, ponieważ inne zespoły też z tego czerpią, ot, wymóg naszych czasów, aby było idealnie. Dzisiaj nawet punk rock nagrywany jest na ścieżki, a nie na setkę [cały zespół gra w jednym pomieszczeniu, w tej samej chwili - przyp. red.]. Adam: Sztuka polega na tym, aby za mocno nie przekraczać granicy techniki. Nasze płyty zawierają tylko to, co grać będziemy na koncertach, a często zdarza się, że słuchasz płyty, wydaje ci się, że jest idealna, a na koncertach pominięta jest połowa tych smaczków, którymi mamili Cię na krążku. To jest według mnie oszustwo. Na koncertach wychodzi cała prawda o zespole. Szymon: Korzystamy tylko z niezbędnych sztuk cyfryzacji, które pomagają nam utrzymać dobre tempo i brzmienie płyty. Wszelkie próby oszukiwania w naszym zespole są zabronione. Jesteśmy muzykami!
[[nowa_strona]]
Rafał, jakim cudem przez tyle lat, forsując swój głos, wciąż mówisz?
Rafał: (śmiech) Na początku przed każdą próbą łykałem olej roślinny. Mały łyk pomagał w taki sposób, że po występach nie było śladu chrypy. Była to jednak mała ilość, a nie jak koledzy, który wypijali hektolitry w nadziei ocalenia głosu. Krzysiek: Rafał miał po prostu talent. Przyszedł do zespołu kiedy musiałem zrezygnować ze śpiewu i grać na perkusji. Zaśpiewał, sprawdził się i tak już został, widocznie miał predyspozycje. Jacek: Albo to Ty ich nie miałeś. (śmiech zespołu)
Od wydania Waszej ostatniej płyty minęły 4 lata. Jak długo jeszcze Wasi fani muszą czekać na kolejną?
Adam: Mamy 5 nieoszlifowanych numerów. Nie spieszymy się jednak, bo nie chodzi o to, aby wydać płytę na siłę. Krzysiek: Faktycznie zmieniła się częstotliwość wydawania płyt. Na taki stan składa się jednak wiele czynników. Dawniej mieliśmy próby każdego dnia, był czas na słuchanie muzyki i inspirowanie się nią, czas na rozmyślanie o nowych kawałkach. Teraz mamy już rodziny, pracę i szereg innych obowiązków. Nie martwiłbym się jednak, w końcu krążek ujrzy światło dzienne.
Co myślicie o programach, w których Wasza twórczość byłaby oceniana? Rafał: Nie musimy nikomu udowadniać, że stać nas na wiele, dlatego też nie pchamy się do programów typu talent show.
[[reklama]]
Zamierzacie zmieniać kierunek 1125?
Krzysiek: Nie ma mowy. I chociaż osobiście słucham różnej muzyki, nigdy nie wrzuciłbym jej do naszego projektu.
Rafał, śpiewasz swojemu synowi własne teksty? Masz świadomość, że słowa, które kierujesz w świat, mogą czynnie oddziaływać na publiczność, często młodą i spragnioną jakiegokolwiek autorytetu?
Rafał: (śmiech) Ostatnio puszczałem synowi AC/DC, a swoich tekstów też nie powstydzę się mu kiedyś puścić. Nie ma w nich agresji bez powodu... jest samo życie. Doskonale zdaję sobie sprawę, że moje słowa wpływają na młodych ludzi i trzeba je ważyć, artysta musi być odpowiedzialny za swoją twórczość. Krzysiek: Nasze teksty nie nakłaniają do żadnych zachowań tylko popychają do rozmyślań i refleksji nad tym, co wokół nas.
Waszym zdaniem w takiej muzyce lepiej osadza się język polski czy angielski?
Rafał: Zdecydowanie lepiej śpiewa mi się po angielsku. Emocje, ekspresja i siła przekazu łatwiej komponują się w tym języku. Potrzeba tutaj mocnego uderzenia, co z szeleszczącym polskim zwyczajnie nie brzmi.
Zdarza się, że cierpicie na niemoc twórczą?
Krzysiek: Czasami jest większa lub mniejsza, ale generalnie nie. Adam: Nie cierpię niemocy twórczej. (śmiech zespołu) Rafał: Czasami mam wrażenie, że nie mam już o czym pisać – tyle lat obserwacji rzeczywistości. Może o kredycie? To do nas nie pasuje.
Ciekawi mnie jak oceniacie metamorfozę Agnieszki Chylińskiej. Może Wy też powinniście zmienić kurs i mieć obsesję na punkcie dzieci i pieluch?
Krzysiek: To jest temat rzeka, ale ujmę to krótko. Wydaje mi się, że któryś z tych etapów był nieprawdziwy. Mając dzieci wiemy, jaka to radość, ale nigdy nie zniszczylibyśmy dorobku 1125, ponieważ to jest to, co gra nam w sercach. A disco możemy posłuchać na imprezach.
Komentarze