Reklama

Nie choruję na władzę, mówi Piotr Kurzyna

20/12/2018 20:40

Nie został przewodniczącym rady, odrzucił propozycję burmistrza bycia przewodniczącym komisji rewizyjnej, bo nie chciał być kwiatkiem do kożucha? Rozmowa z Piotrem Kurzyną

Jastrowie


Czy Pan się czuje niedowartościowany?
Nie, czuję się dowartościowany.

W radzie miejskiej?
W rodzinie. W radzie uważam, że moja wiedza nie będzie do końca wykorzystana. Trudno, takie życie.

Co bardziej Pana pociąga: pieniądze czy władza?
Jeśli już to pieniądze. Dlatego nie skupiam się tak bardzo na władzy.

A jednak bardzo zależało Panu na zachowaniu stanowiska przewodniczącego Rady Miejskiej w Jastrowiu. Ten apel do radnych: powiedzcie, co zrobiłem źle…
Tak, zrobiłem to specjalnie, bo przez całą kadencję nikt nie miał mi nic do zarzucenia… Chciałem sprawdzić, czy ludzie głosują z klucza politycznego i tak było. Cóż, takie są zasady i je przyjmuję.

Reklama

Chciał Pan więc radnych sprowokować.
Nie, czekałem, czy ktoś z radnych poda jakikolwiek argument przeciwko mnie, ale ich zabrakło. Mam więc czyste sumienie, że obowiązki przewodniczącego wypełniałem prawidłowo. Teraz chodziło tylko o podział władzy po wygranych wyborach. I pokazanie, jak działa u nas demokracja.

Przecież umie Pan liczyć. Wiadomo było z góry, że najważniejsze funkcje w radzie wezmą ludzie burmistrza.
Może jestem zbyt wielkim romantykiem i uważam, że nie musimy się dzielić, żeby współpracować.

Reklama

To romantyzm czy naiwność?
Romantycy są naiwni.

Trzeba było wystartować na burmistrza. Nie byłoby dziś tych dywagacji i narzekania, że zwycięzca wziął wszystko.
Nie pociąga mnie aż tak bardzo władza, a pieniądze burmistrz ma przeciętne.

A wiceburmistrz? Przecież chciał Pan zająć miejsce Jerzego Klimczaka. Gdzie tu logika?
Nie chodzi tu o władzę i pieniądze, lecz działalność na rzecz samorządu. Cokolwiek robiłem, organizowałem, czyniłem to dla miasta i gminy. Chciałem, żeby moja wiedza i pomysły były wykorzystane dla dobra Jastrowia, dlatego złożyłem burmistrzowi propozycję objęcia funkcji jego zastępcy.
Nie chciałem startować na burmistrza (zapowiedziałem to już 4 lata temu) i udowadniać, kto jest lepszy, a kto gorszy. Lepiej się buduje poprzez współpracę.

Reklama

Jak Piotr Wojtiuk zareagował na Pańską propozycję?
Powiedział, że ma innego kandydata. Przyjmuję to, bo wierzę, że Agnieszka Głyżewska-Klofik będzie dobrym zastępcą. Może kobieta lepiej to wszystko poukłada, będzie to bardziej uporządkowane? Nie sądziłem jednak, że burmistrzowi będzie tak bardzo zależało na władzy, że nie wykorzysta mojego potencjału…

Eh, ta władza…
Burmistrz dał mi wyraźnie znać, że nie chce na 100% współpracować. Może takie ambicje, a może wystąpiła jakaś teoria spisku... Nie chciałbym jednak wyjść na osobę, która ma głowę ponad chmurami i nie wiadomo, co sobie wyobraża. Staram się być skromny, z każdym rozmawiam, różne argumenty przyjmuję. Nie mam monopolu na wiedzę i prawdę.

Reklama

To się chwali, podobnie jak odwaga do powiedzenie burmistrzowi: chcę być pana zastępcą.
Zawsze wolę grać w otwarte karty. Powiedziałem, że nie będę startować na burmistrza, ale nad stanowiskiem wiceburmistrza bym się zastanowił. Jestem chętny do współpracy.

Dlaczego więc nie przyjął Pan jego propozycji zostania przewodniczącym komisji rewizyjnej?
Otrzymuję sygnał: „nie jesteś z nami”, a miałem być przewodniczącym komisji rewizyjnej i szukać dziwnych rzeczy na burmistrza? Dziękuję. Tym bardziej, że komisja miała składać się w większości z radnych z komitetu Piotra Wojtiuka. Nie chciałem uprawiać polityki.

Reklama

Być kwiatuszkiem do kożucha?
Dokładnie.

Zastanawiam się, dlaczego nie stworzył Pan silnego komitetu, który mógłby realnie powalczyć o większość w RM w Jastrowiu.
Popełniłem jeden podstawowy błąd, co uświadomiłem sobie po wyborach. Zresztą popełniłem go nie tylko ja, ale wiele innych osób związanych z samorządem. Nie zaktywizowaliśmy większej ilości osób do wzięcia udziału w tym plebiscycie, jakim są wybory. Przez to sześć okręgów zostało zdobytych bez większej walki. Sam wystartowałem ze swojego komitetu, jak przed czterema laty, a dopiero później zorientowałem się, że nie o to w wyborach chodzi, bo powinien być we wszystkich okręgach jakiś wybór. Zgłosiliśmy szybko nowe osoby, ale niestety zbyt późno, bez kampanii. A gdybyśmy zrobili to wcześniej, to prawdopodobnie one by weszły do rady. Żałuję, bo wystarczyło zrobić mocny komitet i może do rady dostałyby się osoby z jeszcze większymi predyspozycjami.
Przyznaje się Pan do słabego rozeznania w Jastrowiu. Mówię o ludziach chętnych do pracy w samorządzie.
Nie wiem, dlaczego tak się stało, że i PO, PiS i lewica rzuciły się głównie na powiat, a gminę zostawiono samopas. Nigdy w Jastrowiu nie startowało tak niewiele osób do rady. Ja zostałem w samorządzie gminnym, bo chcę się poświęcić pracy dla naszej gminy.

Reklama

Słowo „współpraca” odmienia Pan przez wszystkie przypadki, tymczasem po dwóch sesjach nowej rady miejskiej można zauważyć, że, wytykając jej błędy proceduralne, wyładowuje Pan frustrację, która w Panu narosła.
Może coś w tym jest, bo zawiodłem się na niektórych ludziach. Gdybym jednak był mocno sfrustrowany, to mógłbym wskazać kilkanaście rzeczy, które już zostały zrobione nieprawidłowo. Tylko po co? Nie o to chodzi, żeby zajmować się pierdołami. Ta rada ma wiele do zrobienia. Ona będzie podejmować bardzo ważne decyzje, które będą miały skutki na przyszłość. Musi zrobić nową strategię rozwoju i uchwalić plany zagospodarowania przestrzennego...

To zrobi, za pieniądze, firma zewnętrzna.
Zrobi, ale żeby to było porządnie wykonane, to radny powinien wiedzieć, jakie są zasady tworzenia tych dokumentów, jakie działki są w jego okręgu, jakie są potrzeby mieszkańców. Radni są po to, żeby pilnowali tych spraw na miejscu. Firma zewnętrzna mówi zza biurka: prawdopodobnie jest tak. A radny w Jastrowiu musi mówić: w rzeczywistości jest tak.
Czego Pan się spodziewa po nowej radzie?
Współpracy i zaangażowania, bo władza w samorządzie jest wykonawcza i uchwałodawcza.

Reklama

Na jakim poziomie? W poprzednim wywiadzie dla nas mówił Pan, że ma nadzieję, że kolejna rada nie będzie słabsza od obecnej. To jaka ona jest?
Wciąż mam nadzieję, że otwarta na współpracę. Będę robić wszystko, by wspierać radę, angażować się w dobre pomysły i wskazywać zagrożenia.

Piotr Kurzyna i Krzysztof Bzowski nie zawsze zgadzali się w poprzedniej kadencji, teraz zamienili się miejscami


Cztery lata temu został Pan przewodniczącym Rady Miejskiej w Jastrowiu, bo był Pan człowiekiem środka. Miał Pan godzić i łączyć. Dziś jest Pan w opozycji?
Nie jestem w żadnej opozycji. Ok, nie jestem z komitetu politycznego burmistrza, ale nie jestem przeciwko niemu, choć Piotr Wojtiuk, jak każdy, ma dużo zalet, ale ma też wady. Jestem po prostu przedstawicielem mieszkańców w radzie.

Reklama

Po co Panu klub radnych?
To czysty pragmatyzm. Mając klub możemy zdziałać więcej niż jako pojedynczy radni. Tworzą go różni radni, ale potrafiący się dogadać i tak samo będziemy potrafili działać z resztą rady. Klub ma swojego przedstawiciela w komisji rewizyjnej i w komisji skarg i wniosków, możemy wystosowywać zdanie odrębne. Choć nie chcę tego rozgraniczać na „oni” i „my”.

Tyle w teorii.
Znowu ten mój idealizm...

A doświadczenie podpowiada, że zdanie Pana czy klubu nie będzie się w tej radzie liczyło. Możecie je wygłaszać i tyle.
Jeżeli coś będzie nie tak, to będziemy o tym mówić, ale nie chcę robić niczego pod publikę. Musi pan wiedzieć, że już teraz dzwoniłem do przewodniczącego Bzowskiego i mówiłem: zróbmy to inaczej, bo tak jak obecnie to byłoby niezgodne z przepisami...

Reklama

Mówi Pan o współpracy, a z drugiej strony o łamaniu prawa w radzie. To jakieś rozdwojenie.
Nie zgodzę się. Współpraca polega także na szukaniu najlepszych rozwiązań. Jednak jeśli pyta Pan, czy jest łamane prawo, to powiem tak. Cały czas jest u nas łamane prawo. Są to szczegóły, które można porównać do przekraczania prędkości podczas prowadzenia samochodu i każdy z nas takie wykroczenie popełnia. Podobnie jest i tu.

Dziwna ta Pana logika. Nad stołem Pan głaszcze, a pod stołem kopie po kostkach. Albo odwrotnie.
Jeżeli dzwonię do przewodniczącego przed sesją, bo coś jest, według mnie, niezgodne, żebyśmy nie robili później scen, to jest kopanie po kostkach? Wolę załatwiać te sprawy poza komisjami i sesją, bo nie jestem typem awanturnika.

Reklama

Rada pracuje nad budżetem na rok 2019. Co Pan sądzi o zaproponowanych inwestycjach?
Gdyby porównać wnioski radnych i to, co znajduje się w budżecie, to są dwa różne światy. Mam kilka zastrzeżeń do tego budżetu i nie wiem, czy będę go popierał na 100%, ale będziemy go jako rada realizować i tyle. Problemem jest to, że niektóre wydatki są niedoszacowane i w marcu będziemy ten budżet bardzo zmieniać.
Plusem jest to, że mają być robione drogi, minusem natomiast, że w planie nie ma modernizacji plaży miejskiej.

Złożył Pan taki wniosek?
Oczywiście. Od dawna trwają dywagacje, w jakiej formie to zrobić, ale decyzji wciąż nie ma. Za chwilę będziemy odsyłać naszych mieszkańców, by plażowali gdzieś indziej, bo nowych pomostów wciąż brak.
Wie pan co jeszcze mi się w budżecie nie podoba? To, że bardzo dużo robimy z własnych pieniędzy. Nie zdobywamy ich z zewnątrz.

W planie jest np. budowa budynku komunalnego w Jastrowiu za 1,3 mln zł i świetlicy wiejskiej przy OSP w Sypniewie za 480 tys. złotych. Pod tymi inwestycjami się Pan podpisuje?
Podpisałbym się pod wszystkimi, bo one są potrzebne, pytanie tylko, czy te obecnie zapisane z projekcie budżetu na 2019 roku konieczne są już teraz. Świetlica w Sypniewie zaplanowana w strategii była na 2020 rok i mogła spokojnie poczekać, nie musieliśmy jej już zaczynać. Tym bardziej, że na takie inwestycje można zdobyć pieniądze ze źródeł zewnętrznych i to bez dużych problemów. Odnośnie budynku komunalnego to niepokoi mnie koszt w przeliczeniu na 1m2 tej inwestycji.

Co jest największą bolączką Jastrowia?
Brak koncepcji na przyszłość. Nie mamy planu inwestycji na najbliższe lata, przez co ludzie nie wiedzą, co będzie po kolei robione. To nie jest łatwa decyzja, ale jest konieczna do podjęcia.
Problemem jest też niski poziom płac, niestety na to samorząd nie ma wielkiego wpływu. Chyba, że mocniej wesprzemy lokalnych przedsiębiorców, bo tego brakuje. Nie mamy jasnej koncepcji  systemu wsparcia lokalnej przedsiębiorczości.

Są choćby ulgi inwestycyjne.
Na szczęście. To jest świetna uchwała, którą podjęła poprzednia rada. Powinniśmy jednak mocniej wspierać swoich, żeby oni, rozwijając się, ściągnęli tutaj swoich partnerów biznesowych. Potwierdzę słowa burmistrza, że jest szansa, aby Jastrowie było znakomitym miejscem do życia.

Rozmawiał Łukasz Opłatek

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2018-12-20 21:41:04

    "dlatego złożyłem burmistrzowi propozycję objęcia funkcji jego zastępcy." Ale facet ma tupet, karierowicz

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2018-12-20 22:34:54

    Wiadomo o co tu chodziło od samego początku. Tylko o stołek

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Kar.... - niezalogowany 2018-12-20 22:44:46

    Tylko na głowę.....

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama