Nie został przewodniczącym rady, odrzucił propozycję burmistrza bycia przewodniczącym komisji rewizyjnej, bo nie chciał być kwiatkiem do kożucha? Rozmowa z Piotrem Kurzyną
Jastrowie
Czy Pan się czuje niedowartościowany?
Nie, czuję się dowartościowany.
W radzie miejskiej?
W rodzinie. W radzie uważam, że moja wiedza nie będzie do końca wykorzystana. Trudno, takie życie.
Co bardziej Pana pociąga: pieniądze czy władza?
Jeśli już to pieniądze. Dlatego nie skupiam się tak bardzo na władzy.
A jednak bardzo zależało Panu na zachowaniu stanowiska przewodniczącego Rady Miejskiej w Jastrowiu. Ten apel do radnych: powiedzcie, co zrobiłem źle…
Tak, zrobiłem to specjalnie, bo przez całą kadencję nikt nie miał mi nic do zarzucenia… Chciałem sprawdzić, czy ludzie głosują z klucza politycznego i tak było. Cóż, takie są zasady i je przyjmuję.
Chciał Pan więc radnych sprowokować.
Nie, czekałem, czy ktoś z radnych poda jakikolwiek argument przeciwko mnie, ale ich zabrakło. Mam więc czyste sumienie, że obowiązki przewodniczącego wypełniałem prawidłowo. Teraz chodziło tylko o podział władzy po wygranych wyborach. I pokazanie, jak działa u nas demokracja.
Przecież umie Pan liczyć. Wiadomo było z góry, że najważniejsze funkcje w radzie wezmą ludzie burmistrza.
Może jestem zbyt wielkim romantykiem i uważam, że nie musimy się dzielić, żeby współpracować.
To romantyzm czy naiwność?
Romantycy są naiwni.
Trzeba było wystartować na burmistrza. Nie byłoby dziś tych dywagacji i narzekania, że zwycięzca wziął wszystko.
Nie pociąga mnie aż tak bardzo władza, a pieniądze burmistrz ma przeciętne.
A wiceburmistrz? Przecież chciał Pan zająć miejsce Jerzego Klimczaka. Gdzie tu logika?
Nie chodzi tu o władzę i pieniądze, lecz działalność na rzecz samorządu. Cokolwiek robiłem, organizowałem, czyniłem to dla miasta i gminy. Chciałem, żeby moja wiedza i pomysły były wykorzystane dla dobra Jastrowia, dlatego złożyłem burmistrzowi propozycję objęcia funkcji jego zastępcy.
Nie chciałem startować na burmistrza (zapowiedziałem to już 4 lata temu) i udowadniać, kto jest lepszy, a kto gorszy. Lepiej się buduje poprzez współpracę.
Jak Piotr Wojtiuk zareagował na Pańską propozycję?
Powiedział, że ma innego kandydata. Przyjmuję to, bo wierzę, że Agnieszka Głyżewska-Klofik będzie dobrym zastępcą. Może kobieta lepiej to wszystko poukłada, będzie to bardziej uporządkowane? Nie sądziłem jednak, że burmistrzowi będzie tak bardzo zależało na władzy, że nie wykorzysta mojego potencjału…
Eh, ta władza…
Burmistrz dał mi wyraźnie znać, że nie chce na 100% współpracować. Może takie ambicje, a może wystąpiła jakaś teoria spisku... Nie chciałbym jednak wyjść na osobę, która ma głowę ponad chmurami i nie wiadomo, co sobie wyobraża. Staram się być skromny, z każdym rozmawiam, różne argumenty przyjmuję. Nie mam monopolu na wiedzę i prawdę.
To się chwali, podobnie jak odwaga do powiedzenie burmistrzowi: chcę być pana zastępcą.
Zawsze wolę grać w otwarte karty. Powiedziałem, że nie będę startować na burmistrza, ale nad stanowiskiem wiceburmistrza bym się zastanowił. Jestem chętny do współpracy.
Dlaczego więc nie przyjął Pan jego propozycji zostania przewodniczącym komisji rewizyjnej?
Otrzymuję sygnał: „nie jesteś z nami”, a miałem być przewodniczącym komisji rewizyjnej i szukać dziwnych rzeczy na burmistrza? Dziękuję. Tym bardziej, że komisja miała składać się w większości z radnych z komitetu Piotra Wojtiuka. Nie chciałem uprawiać polityki.
Być kwiatuszkiem do kożucha?
Dokładnie.
Zastanawiam się, dlaczego nie stworzył Pan silnego komitetu, który mógłby realnie powalczyć o większość w RM w Jastrowiu.
Popełniłem jeden podstawowy błąd, co uświadomiłem sobie po wyborach. Zresztą popełniłem go nie tylko ja, ale wiele innych osób związanych z samorządem. Nie zaktywizowaliśmy większej ilości osób do wzięcia udziału w tym plebiscycie, jakim są wybory. Przez to sześć okręgów zostało zdobytych bez większej walki. Sam wystartowałem ze swojego komitetu, jak przed czterema laty, a dopiero później zorientowałem się, że nie o to w wyborach chodzi, bo powinien być we wszystkich okręgach jakiś wybór. Zgłosiliśmy szybko nowe osoby, ale niestety zbyt późno, bez kampanii. A gdybyśmy zrobili to wcześniej, to prawdopodobnie one by weszły do rady. Żałuję, bo wystarczyło zrobić mocny komitet i może do rady dostałyby się osoby z jeszcze większymi predyspozycjami.
Przyznaje się Pan do słabego rozeznania w Jastrowiu. Mówię o ludziach chętnych do pracy w samorządzie.
Nie wiem, dlaczego tak się stało, że i PO, PiS i lewica rzuciły się głównie na powiat, a gminę zostawiono samopas. Nigdy w Jastrowiu nie startowało tak niewiele osób do rady. Ja zostałem w samorządzie gminnym, bo chcę się poświęcić pracy dla naszej gminy.
Słowo „współpraca” odmienia Pan przez wszystkie przypadki, tymczasem po dwóch sesjach nowej rady miejskiej można zauważyć, że, wytykając jej błędy proceduralne, wyładowuje Pan frustrację, która w Panu narosła.
Może coś w tym jest, bo zawiodłem się na niektórych ludziach. Gdybym jednak był mocno sfrustrowany, to mógłbym wskazać kilkanaście rzeczy, które już zostały zrobione nieprawidłowo. Tylko po co? Nie o to chodzi, żeby zajmować się pierdołami. Ta rada ma wiele do zrobienia. Ona będzie podejmować bardzo ważne decyzje, które będą miały skutki na przyszłość. Musi zrobić nową strategię rozwoju i uchwalić plany zagospodarowania przestrzennego...
To zrobi, za pieniądze, firma zewnętrzna.
Zrobi, ale żeby to było porządnie wykonane, to radny powinien wiedzieć, jakie są zasady tworzenia tych dokumentów, jakie działki są w jego okręgu, jakie są potrzeby mieszkańców. Radni są po to, żeby pilnowali tych spraw na miejscu. Firma zewnętrzna mówi zza biurka: prawdopodobnie jest tak. A radny w Jastrowiu musi mówić: w rzeczywistości jest tak.
Czego Pan się spodziewa po nowej radzie?
Współpracy i zaangażowania, bo władza w samorządzie jest wykonawcza i uchwałodawcza.
Na jakim poziomie? W poprzednim wywiadzie dla nas mówił Pan, że ma nadzieję, że kolejna rada nie będzie słabsza od obecnej. To jaka ona jest?
Wciąż mam nadzieję, że otwarta na współpracę. Będę robić wszystko, by wspierać radę, angażować się w dobre pomysły i wskazywać zagrożenia.

Piotr Kurzyna i Krzysztof Bzowski nie zawsze zgadzali się w poprzedniej kadencji, teraz zamienili się miejscami
Cztery lata temu został Pan przewodniczącym Rady Miejskiej w Jastrowiu, bo był Pan człowiekiem środka. Miał Pan godzić i łączyć. Dziś jest Pan w opozycji?
Nie jestem w żadnej opozycji. Ok, nie jestem z komitetu politycznego burmistrza, ale nie jestem przeciwko niemu, choć Piotr Wojtiuk, jak każdy, ma dużo zalet, ale ma też wady. Jestem po prostu przedstawicielem mieszkańców w radzie.
Po co Panu klub radnych?
To czysty pragmatyzm. Mając klub możemy zdziałać więcej niż jako pojedynczy radni. Tworzą go różni radni, ale potrafiący się dogadać i tak samo będziemy potrafili działać z resztą rady. Klub ma swojego przedstawiciela w komisji rewizyjnej i w komisji skarg i wniosków, możemy wystosowywać zdanie odrębne. Choć nie chcę tego rozgraniczać na „oni” i „my”.
Tyle w teorii.
Znowu ten mój idealizm...
A doświadczenie podpowiada, że zdanie Pana czy klubu nie będzie się w tej radzie liczyło. Możecie je wygłaszać i tyle.
Jeżeli coś będzie nie tak, to będziemy o tym mówić, ale nie chcę robić niczego pod publikę. Musi pan wiedzieć, że już teraz dzwoniłem do przewodniczącego Bzowskiego i mówiłem: zróbmy to inaczej, bo tak jak obecnie to byłoby niezgodne z przepisami...
Mówi Pan o współpracy, a z drugiej strony o łamaniu prawa w radzie. To jakieś rozdwojenie.
Nie zgodzę się. Współpraca polega także na szukaniu najlepszych rozwiązań. Jednak jeśli pyta Pan, czy jest łamane prawo, to powiem tak. Cały czas jest u nas łamane prawo. Są to szczegóły, które można porównać do przekraczania prędkości podczas prowadzenia samochodu i każdy z nas takie wykroczenie popełnia. Podobnie jest i tu.
Dziwna ta Pana logika. Nad stołem Pan głaszcze, a pod stołem kopie po kostkach. Albo odwrotnie.
Jeżeli dzwonię do przewodniczącego przed sesją, bo coś jest, według mnie, niezgodne, żebyśmy nie robili później scen, to jest kopanie po kostkach? Wolę załatwiać te sprawy poza komisjami i sesją, bo nie jestem typem awanturnika.
Rada pracuje nad budżetem na rok 2019. Co Pan sądzi o zaproponowanych inwestycjach?
Gdyby porównać wnioski radnych i to, co znajduje się w budżecie, to są dwa różne światy. Mam kilka zastrzeżeń do tego budżetu i nie wiem, czy będę go popierał na 100%, ale będziemy go jako rada realizować i tyle. Problemem jest to, że niektóre wydatki są niedoszacowane i w marcu będziemy ten budżet bardzo zmieniać.
Plusem jest to, że mają być robione drogi, minusem natomiast, że w planie nie ma modernizacji plaży miejskiej.
Złożył Pan taki wniosek?
Oczywiście. Od dawna trwają dywagacje, w jakiej formie to zrobić, ale decyzji wciąż nie ma. Za chwilę będziemy odsyłać naszych mieszkańców, by plażowali gdzieś indziej, bo nowych pomostów wciąż brak.
Wie pan co jeszcze mi się w budżecie nie podoba? To, że bardzo dużo robimy z własnych pieniędzy. Nie zdobywamy ich z zewnątrz.
W planie jest np. budowa budynku komunalnego w Jastrowiu za 1,3 mln zł i świetlicy wiejskiej przy OSP w Sypniewie za 480 tys. złotych. Pod tymi inwestycjami się Pan podpisuje?
Podpisałbym się pod wszystkimi, bo one są potrzebne, pytanie tylko, czy te obecnie zapisane z projekcie budżetu na 2019 roku konieczne są już teraz. Świetlica w Sypniewie zaplanowana w strategii była na 2020 rok i mogła spokojnie poczekać, nie musieliśmy jej już zaczynać. Tym bardziej, że na takie inwestycje można zdobyć pieniądze ze źródeł zewnętrznych i to bez dużych problemów. Odnośnie budynku komunalnego to niepokoi mnie koszt w przeliczeniu na 1m2 tej inwestycji.
Co jest największą bolączką Jastrowia?
Brak koncepcji na przyszłość. Nie mamy planu inwestycji na najbliższe lata, przez co ludzie nie wiedzą, co będzie po kolei robione. To nie jest łatwa decyzja, ale jest konieczna do podjęcia.
Problemem jest też niski poziom płac, niestety na to samorząd nie ma wielkiego wpływu. Chyba, że mocniej wesprzemy lokalnych przedsiębiorców, bo tego brakuje. Nie mamy jasnej koncepcji systemu wsparcia lokalnej przedsiębiorczości.
Są choćby ulgi inwestycyjne.
Na szczęście. To jest świetna uchwała, którą podjęła poprzednia rada. Powinniśmy jednak mocniej wspierać swoich, żeby oni, rozwijając się, ściągnęli tutaj swoich partnerów biznesowych. Potwierdzę słowa burmistrza, że jest szansa, aby Jastrowie było znakomitym miejscem do życia.
Rozmawiał Łukasz Opłatek
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
"dlatego złożyłem burmistrzowi propozycję objęcia funkcji jego zastępcy." Ale facet ma tupet, karierowicz
Wiadomo o co tu chodziło od samego początku. Tylko o stołek
Tylko na głowę.....
Ma parcie chłopaczek jak nic
Jak nie choruje , jak sam się prosił o ciepłą posadkę jako wiceburmistr
obaj są tacy sami
Widać że chodziło mu tylko o posadę,... smutne
Ale fircyk z niego
picuś , glancuś
Królewna oczka ładne puszcza, ciekawe czy żona wie?
Plastuś:)
Taki kogucik
Ale leje wodę. Z jakimi kandydatami na radnych on chciał wygrać ? Ciapek był najlepszy z całej tej zbieraniny i też przegrał ! Zejdź na ziemię człowieku .
W czym ten Ciapek był najlepszy? Bo napewno na radnego to on się nie nadaje.
Dziwie się tym hejtom, Bardzo pozytywna wypowiedź. Skoro jest ktoś, kto chce działać i to jak podkreśla poprzez współpracę, to dlaczego nie? Może za wysoko ocenił Wojtiuka i mógł powalczyć, ale nie na ostatnią chwilę. Kampania zaczyna się dzień po wyborach.
Panie Kurzyna. Niech Pan wskarze potencjał radnych z komitetu burmistrza. Większość to osoby zależne lub z małym potencjałem. Nie pasuje Pan do nich, inna liga. Należy brać sprawy we własne ręce i zmienić Jastrowie. Tu nie ma miejsca na współpracę tu trzeba walczyć. Niewygodnych się likwiduje i to pan zauważył. Trzymam kciuki za przedterminowe wybory.
Szkoda że się nie dogadali,
Moim zdaniem Pani Klofik bije go na głowe i dopiero postawi miasto na nogi
I co? Po czasie można powiedzieć sprawdzam! Burmistrz się nie spisał ze swoją zastępczynią. Zastój i marazm
Może coś w tym jest, byłby lepszym burmistrzem niż zastępcą, może niech pracuje i zobaczymy za 5 lat.
A co tak naprawdę zrobił Kurzyna jako przewodniczący i radny ? Jakaś inicjatywa , pomysł, działanie ? Dla mnie tylko uśmieszki i pozowanie do zdjęć, niczym mnie nie przekonał. Nie kandydował bo po pierwsze nie ma zaplecza ( chyba , że Król , Nagórski i Pokajewicz ) po drugie nie ma alternatywnego programu.
Komentarze poniżej krytyki. Najpierw narzekanie, że brakuje ludzi, a jak trafia się ktoś obyty to zrugać go z błotem i wymieszać. Obserwując nagrania z sesji miejskich to Kurzyna chyba jest najlepiej przygotowany do wszystkich dyskusji. Udziela się jeszcze Cyruk i Królowa mówi też do konkretnie i w temacie. Reszta to porażka, bez inwencji i polotu. Niestety nie widziałem na zewnątrz jak Kurzyna prowadzi sesje, ale Bzowski robi to mizernie, z pomyłkami licznymi i nudno. Niestety nasze Jastrowie potrzebuje takich przeciętnych włodarzy i nikt tego nie zmieni. Za 5 lat będzie już tylko katastrofa.
Podoba mi się. Brawo Panie Kurzyna.
Tak poczytałem po czasie i niestety Pan Panie Kurzyna miał rację z tymi pomostami. Syf na potęgę nam zrobiono. Cały sezon bez plażingu.
Warto wrócić do artykułów sprzed roku. Czytałem także wywiad z burmistrzem. I ten powyżej. Gdybym miał możliwość zagłosować na Kurzynę, to zrobiłbym to z przyjemnością. Dzisiejsza władza Piotra Wojtiuka to brak pomysłów i chęci rozwoju. Kolesiostwo i ukladziki. Wszystko to takie smutne. Szkoda.
Warto wrócić do artykułów sprzed roku. Czytałem także wywiad z burmistrzem. I ten powyżej. Gdybym miał możliwość zagłosować na Kurzynę, to zrobiłbym to z przyjemnością. Dzisiejsza władza Piotra Wojtiuka to brak pomysłów i chęci rozwoju. Kolesiostwo i ukladziki. Wszystko to takie smutne. Szkoda.
Warto wrócić do artykułów sprzed roku. Czytałem także wywiad z burmistrzem. I ten powyżej. Gdybym miał możliwość zagłosować na Kurzynę, to zrobiłbym to z przyjemnością. Dzisiejsza władza Piotra Wojtiuka to brak pomysłów i chęci rozwoju. Kolesiostwo i ukladziki. Wszystko to takie smutne. Szkoda.
Boże drogi znajdź nam takich ludzi niech staną do walki z zaściankowym chłopkiem na włodarza gminy, która ma potencjał niedoszacowany. Niech Pan Kurzyna startuje na burmistrza, bo przynajmniej będzie bez ukąłdów i kumoterstwa. Trzymam kciuki
Bardzo dobre odpowiedzi. Normalnie myślący facet na stanowisku, a gdyby rada nie właziła w du*sko burmistrzowi, to można by nawet zacząć współpracować. Wyżej te pierwsze komentarze widać, że pisała jedna i ta sama osoba. Pewnie syn Pjotrka
"dlatego złożyłem burmistrzowi propozycję objęcia funkcji jego zastępcy." Ale facet ma tupet, karierowicz
Wiadomo o co tu chodziło od samego początku. Tylko o stołek
Tylko na głowę.....