Reklama

Nie damy się opluwać

18/07/2018 18:00
O skargach na Szpital Powiatowy im. Alfreda Sokołowskiego w Złotowie mówi Jerzy Janiak, zastępca dyrektora placówki

Brak empatii, niecenzuralne odzywki, nienależyte podejście personelu różnego szczebla do obowiązków – to zarzuty pacjentów wobec szpitala. Jak Pan to skomentuje?

Najwięcej uwag jest do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, bo tam jest „kocioł”. Tam jest jeden doktor i pacjenci muszą czekać, czasami dwie, a czasami pięć godzin. Bo pacjenci przychodzą w różnych stanach i są dzieleni na kategorie. A są pacjenci, którzy przychodzą do SORu, bo chcą mieć szybko wykonane badania, wykorzystują to.

Dziwi się Pan? Na wizytę u specjalisty czy poważne badanie trzeba czekać miesiącami, a tutaj np. tomografię komputerową można mieć od ręki.

Ludzie nie chodzą do lekarza rodzinnego, bo tam muszą czekać, tylko przychodzą w weekend czy wieczorem tutaj. A na SOR powinni trafiać ludzie z zagrożeniem życia, połamani itd., więc czasami bywa, że doktor powie: proszę iść do rodzinnego.

Reklama

Od lat badacie Państwo, poprzez ankiety, satysfakcję pacjentów. Co z nich wynika?

Że negatywne opinie stanowią 2%.

Wierzy Pan w to?

Oczywiście.

Jednak w przypadku oddziału ratunkowego sporo było ocen negatywnych, prawda?

Zastanawialiśmy się, dlaczego tak było i doszliśmy do wniosku, że pacjent wypełniał te ankiety wkurzony czekaniem na przyjęcie. I wszystko było na nie. Teraz dajemy ankiety przy wyjściu i zaraz jest inaczej. Jest empatia itd.

Chce Pan powiedzieć, że ludzie zbyt nerwowo podchodzą do sprawy?


Pozostało jeszcze 74% tekstu
Zaloguj się i zostań stałym Czytelnikiem

[[pay]]

Oczywiście. Wie pan, że w ubiegłym roku w SORze przyjęto ponad 8 tys. pacjentów, w tym niemal 7 tys. w tzw. krótkim trybie? W tym samym czasie z nocnej i świątecznej pomocy skorzystało ponad 7 tys. pacjentów. Łącznie więc w SORze i tzw. wieczorynkach przyjęto ponad 15 tys. ludzi! To daje średnią 41 osób dziennie. To jest masa pracy. A pacjent jest nerwowy, bo musi czekać. I doktor w którymś momencie, a zna niektórych pacjentów, bo oni tam przychodzą wiecznie, odezwie się w nieodpowiedni sposób.

Reklama

O to też pacjenci mają pretensje. Część personelu, zwłaszcza lekarze, zachowuje się jak udzielni książęta. Fukają i prychają na ludzi.

Każdy jest człowiekiem i zdarza się mu jakieś obcesowe, wynikające z intensywności pracy, zachowanie, ale musicie wiedzieć, że my na to reagujemy. Nie zdarzyło mi się, żebym widział sytuację, w której doktor kogoś skrytykował. Zdarza się, owszem, że lekarz jest bezpośredni, ale nie robi tego w złej woli. Tylko jak on ma dyżur na SORze, czeka dziesięciu ludzi i ktoś przychodzi z drobnym schorzeniem, to czasami zareaguje: proszę do POZu, to nie jest sprawa dla nas.
Zdarza się nieodpowiednie zachowanie i jeśli ktoś przyjdzie do dyrekcji, która rozstrzyga merytorycznie skargę co do zasadności, przy zasadności skargi przepraszamy pacjenta i staramy się wyeliminować te nieprawidłowości. Trzeba też pamiętać, że medal ma dwie strony.

Za to, że lekarz mówi do kobiety w zaawansowanej ciąży, która nie czuje dziecka i umiera ze strachu „kładzie się albo wychodzi” też przepraszacie?

To zachowanie nie powinno takie być. Ale summa summarum pacjentka musi podjąć decyzję, czy zostaje, czy nie.

Reklama

Pan, słysząc takie słowa, co by zrobił?

Położyłbym się. Jeśli lekarz jej nie zbadał, to co mógł powiedzieć? Zaproponował pani leczenie na oddziale.

Nie użył słowa PANI… Właśnie na tę przedmiotowość ludzie się skarżą.

Stare przyzwyczajenia powodują, że niektórzy tak się odzywają. Na pewno kładziemy nacisk na właściwy stosunek personelu do pacjentów. Jeśli spotykam na oddziale np. odzywki „niech weźmie”, tę bezosobowość, to zwrócę uwagę w sposób stanowczy pracownikom oddziałów, w taki sposób, aby takie zachowania się nie powtórzyły.
Szkolimy się, mamy komisję do spraw etyki, staramy się spełniać kryteria nakładane na szpital, czego dowodem jest uzyskanie akredytacji. Mamy wiele komisji zajmujących się poszczególnymi dziedzinami, mamy rzecznika praw pacjenta, do którego można się zwrócić, jeśli nie chce się iść do dyrektora. Nad każdą skargą się pochylamy. Jeśli jest problem, to dlaczego pacjent tu nie zastuka? My te skargi załatwiamy niemal od ręki. I nigdy nie krzyczymy na tych pacjentów.

Reklama

A jednak się boją. Napiętnowania, złego traktowania przy kolejnej wizycie…

Czego tu się bać? Gdy tłumaczymy skarżącym zasady funkcjonowania np. oddziału ratunkowego, to nas rozumieją i rezygnują ze skargi. Te liczby, które przytoczyłem, świadczą o Podstawowej Opiece Zdrowotnej.

Wróćmy do strachu. Czy ludzie powinni się bać przyjść na skargę?

Proszę zobaczyć, te ankiety są anonimowe. Jeśli coś się powtarza, to nawet odwołujemy zarządzającego, np. oddziałową. Ktoś się żalił, że była zła poduszka? Wymieniliśmy wszystkie poduszki na oddziale wewnętrznym. Oceniamy te ankiety z kierującym oddziałem, oddziałowymi i nakazujemy zmiany, bo nam zależy na podnoszeniu jakości usług. Badamy nawet to, czy pacjentom odpowiada temperatura posiłków.

Reklama

Uczestnicy sondy na zlotowskie.pl są podzieleni niemal pół na pół. Część wierzy, że zbiorowa skarga odniesie skutek, część nie wierzy, że przyjście do dyrekcji kilkudziesięciu osób ze skargami coś da.

Nie ma powodu do manifestacji. Przyjdzie dziesięciu ludzi, zrobicie zdjęcie i będzie sensacja. Że szpital jest niedobry? Nie sądzę, że gdy przyjdzie więcej ludzi to będzie inna reakcja. Każda skarga traktowana jest tak samo.
Poza tym niech pan poczyta w internecie, my jesteśmy jedenastym szpitalem w Wielkopolsce w zakresie liczby operacji. Operujemy 2000 ludzi! Wszyscy chcą się leczyć na naszej chirurgii, bo doktor Mierzejewski i spółka są świetnymi chirurgami. Lekarze z Piły, po cichutku, żeby tam dyrektor się nie dowiedział, tu się operują.

Oczywiście nie można wszystkich pracowników i sytuacji wrzucać do jednego worka, natomiast ilość tych negatywnych opinii chyba daje Panu powód do myślenia.

Jeśli ktoś rozpocznie akcje niezadowolonych, to wszyscy zaczynają sobie przypominać swoje sytuacje, w których nie czuli się komfortowo. Moim zdaniem nie ma powodu do robienia grupowych skarg. Poza tym pytam, dlaczego ludzie nie mają pretensji do POZu? Do nas zgłasza się rocznie 15 tys. pacjentów, którzy powinni być leczeni tam.

Reklama

Co Pan czuje, gdy widzi taką, jak Pan to ujmuje, nagonkę na szpital?

Czuję, że są to niesprawiedliwe oceny naszej pracy. I podrywanie zaufania do funkcjonariuszy publicznych, jakimi są lekarze. Nie można opluwać lekarzy, którzy starają się pomagać ludziom.

Na dziś, przed złożeniem skarg, bierze Pan w obronę personel.

Oczywiście. Zastanawiamy się nawet nad krokami prawnymi wobec niektórych osób. Nie damy się opluwać.

Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości