Część dróg gminnych jest w złym stanie a niektóre ich odcinki okresowo w ogóle nieprzejezdne. Powody? Ich duża liczba, kosztowne utrzymanie i rolnicy, którzy zasiewają pasy drogowe. - To sprawa, której nigdy nie zamkniemy - przypuszcza wójt
Przez teren gminy Złotów przebiega łącznie ponad siedemset kilometrów nieutwardzonych dróg – przynajmniej gdy pod uwagę bierzemy szlaki prowadzące przez poszczególne miejscowości, pomiędzy nimi, śródpolne oraz dojazdy do pól. Każdego roku, w wyniku podziału gruntów i powstawania nowych siedlisk, przybywa kolejnych.
Kondycja dróg nie zadowala – zdarza się, że samochody grzęzną w błocie i nie mogą przejechać. Jak wskazywali radni podczas ostatniej, czwartkowej sesji, do takich sytuacji dochodzi m.in. w Bługowie, Radawnicy i w ich okolicach. – Jeden z mieszkańców wsi zostawia samochód na działce sąsiada położonej niżej, bo autem nie jest w stanie podjechać pod górkę po gliniastej drodze – podkreślała wówczas Teresa Pawłowska, sołtys Bługowa.
Wójt Piotr Lach ma świadomość skali problemu. – Liczba dróg w gminie powoduje, że środki, jakie możemy przeznaczać na ich utrzymanie, nie wystarczają na pokrycie wszystkich potrzeb – otwarcie przyznaje. Zapewnia jednak, że urząd stara się systematycznie i na bieżąco poprawiać stan gminnej infrastruktury. – Przez siedem lub osiem miesięcy w roku na naszych drogach pracuje równiarka. Rocznie generuje ona koszt około 150 tys. złotych – zaznacza.
[[reklama]]
Z drogi robią pole
Ważny jest też fakt, iż wiele nieutwardzonych szlaków nie mieści się w przypisanych im granicach geodezyjnych. – Są nawet takie przypadki, że choć geodezyjnie dana droga powinna istnieć, to w rzeczywistości jej nie ma, bo została przez kogoś zaorana i zasiana – sygnalizuje Grzegorz Górski, inspektor ds. drogownictwa w urzędzie gminy. – Ludzie nie rozumieją, że w świetle prawa nawet częściowe zajęcie pasa drogowego podlega karze. Dla większości droga jest tam, gdzie mieści się samochód, a faktycznie spełnia ona swoje funkcje geodezyjne, jeśli ma określoną szerokość i składa się z korony, poboczy, rowów itd. – tłumaczy urzędnik. – Zajmując już tylko część drogi uniemożliwiamy równiarce przejazd, w związku z czym szkodzimy sobie i sąsiadom – dopowiada P. Lach.
Jako przykładowe miejscowości, w których były lub są takie przypadki, G. Górski podaje Radawnicę oraz Wąsosz. W ocenie wójta mają one jednak miejsce na terenie całej gminy. – Niedawno odtwarzaliśmy drogę ze Starego Dzierzążna do Stawnicy – za duże pieniądze wykupiliśmy pasy ziemi, przeprowadziliśmy granice i wkopaliśmy kamienie graniczne. Planujemy tam budowę nowej drogi, ale jeśli to nie nastąpi, może zdarzyć się, że za dwa lub trzy lata zostanie ona ponownie zaorana – przewiduje P. Lach.
Jeśli przypuszczenia wójta potwierdzą się, stracą wszyscy i gmina, i użytkownicy drogi. Warto wskazać, że ustalenie geodezyjnych granic drogi wiąże się z zapłatą dziesiątek tysięcy złotych. – Jej ostateczna wysokość zależy od długości odcinka, wzdłuż którego rozłożone są punkty graniczne i ich liczby. Koszt wznowienia jednego punktu to około 150 złotych. Trzeba liczyć się z tym, że drogi przebiegają zazwyczaj przez wiele działek, więc w grę wchodzi wiele punktów – precyzuje G. Górski.
Kompromis zamiast kary
Dlaczego rolnicy wykraczają poza obszar swoich pól? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Zdaniem P. Lacha niektórzy działają nieświadomie, inni zaś czynią to celowo, by zwiększyć powierzchnię zasiewu.
A jak można zmusić ich do zaprzestania tej praktyki? – O to raczej będzie trudno. Co prawda zgodnie z prawem możemy pociągnąć sprawców do odpowiedzialności karnej zarówno za uszkadzanie znaków granicznych dróg, jak i za zajmowanie pasa drogowego, lecz musielibyśmy podejmować niepopularne decyzje i karać winnych. Na ogół staramy się tego unikać i nakłaniamy ich do wskazania geodezyjnych granic na własny koszt, przy czym sami przywracamy na drodze przejezdność – objaśnia wójt.
Kamienie z Kamienia W miniony czwartek P. Lach zaproponował obradującym nabycie znacznej ilości kamieni od przedsiębiorcy z Kamienia. Miałyby one zostać potłuczone i w takiej postaci wykorzystane do częściowego utwardzenia szlaków na terenie gminy. Koszty zakupu i tłucznia wstępnie oszacowano na kwotę 100 tys. złotych. Propozycję wójta radni poparli jednogłośnie.
Tobiasz Buzała
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze