Czy dzieci z uboższych rodzin wstydzą się jeść obiady opłacane przez opiekę społeczną?
Program dożywiania realizowany jest w gminie przy udziale rządowych pieniędzy. Kilka dni temu w gminie zakończyła się kontrola prowadzona przez przedstawicieli urzędu wojewódzkiego. Do urzędu gminy nie trafił jeszcze pokontrolny protokół, ale dwa zasadnicze wnioski, jakie wykazała dwutygodniowa kontrola, są już wstępnie znane. Pierwszy to konieczność remontu stołówki Szkoły Podstawowej w Zakrzewie, drugi: z dożywiania w tej placówce w formie obiadów korzysta coraz mniej dzieci.
Dlaczego tak się dzieje?
Tylko szóstka
Statystyki pokazują, że ilość korzystających z dożywiania spada regularnie. Jeszcze dwa-trzy lata temu przyczyn szukano w jakości jedzenia, jakie serwuje się w stołówce zakrzewskiej podstawówki. Coś było na rzeczy, bo dyrektor placówki Arletta Tymińska podkreśla, że gdy obejmowała kierownictwo nad szkołą, rozmawiała na ten temat z pracownicami szkolnej kuchni. Miała im powiedzieć wprost, że jeśli zależy im na pracy w szkolnej stołówce, musi się poprawić jakość podawanego tutaj jedzenia. Wprowadzono obiady dwudaniowe, jak przyznaje dyrektor – która sama korzysta ze stołówki – jakość jedzenia wyraźnie się poprawiła. Obecnie stołuje się w podstawówce 50-60 osób. Problem w tym, że tylko niewielka część spośród nich to uczniowie, którzy jedzą posiłki w ramach programu dożywiania opłacanego przez Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej – to dokładnie zaledwie trzech uczniów szkoły podstawowej i trzech gimnazjalistów.
Liczby potwierdzają
Ta szóstka to oczywiście nie wszyscy młodzi ludzie, którzy w tym roku korzystają w gminie z programu dożywiania, opłacanego przez opiekę społeczną. Są jeszcze m.in. dożywiane przedszkolaki, których – jak podkreśla kierownik GOPS Iwona Piątkowska – systematycznie z roku na rok przybywa. Łącznie, od stycznia do września tego roku, z dożywiania opłacanego przez GOPS korzystało w gminie 31 osób. Niby nie tak mało, jednak zupełnie inaczej liczba ta wygląda w zestawieniu porównawczym z wcześniejszymi latami. W 2013 roku z dożywiania korzystały 62 osoby, w 2012 roku - 64, w 2011 roku - 70. Wcześniej te liczby były jeszcze większe: 2010 – 82 osoby, 2009 – 92, 2008 – 98, 2007 – 93, wreszcie 2006 rok, w którym z dożywiania korzystały 104 osoby. Co sprawia, że liczba spada? Czy dzieci i młodzież wstydzą się jeść za publiczne pieniądze?
Naznaczeni?
Na problem stygmatyzacji młodych ludzi wskazują radni, którzy dyskutowali na ten temat przy okazji jednego z ostatnich posiedzeń komisji. Taka sugestia padła ponoć również po wspomnianej kontroli UW. Z teorią taką nie zgadza się jednak kierownik GOPS. Podobnego zdania jest dyrektor podstawówki, która podkreśla, że dzieci nie mają możliwości dowiedzenia się w szkole o tym, które z nich spożywa posiłek za pieniądze rodziców, a komu obiady opłaca pomoc społeczna. – Obiad jest jednakowy dla wszystkich, nie ma żadnych kartek. Panie wydające posiłki mają zbiorczą listę z nazwiskami dzieci, bez wyszczególniania, które z nich mają posiłki opłacane przez opiekę społeczną – podkreśla Arletta Tymińska.
Tymczasem dzieci, które powinny korzystać z dożywiania, jest znacznie więcej. – Myślę, że może to być liczba około 30 osób – szacuje kierownik GOPS. Jak ta liczba ma się do wspomnianej szóstki, która korzysta w tym roku z dożywiania?
Wstyd?
Iwona Piątkowska podkreśla, że problemu nie było i nie ma z małymi szkołami. Kłopot występuje w Zakrzewie, zwłaszcza na etapie gimnazjum. – Być może te dzieci, nieco starsze, bardziej się wstydzą? – przypuszcza Iwona Piątkowska. Kierownik GOPS przekonana jest, że problem powstaje w domach. Prawdopodobnie rodzice niepotrzebnie mówią dzieciom o tym, że ich obiady będzie opłacał GOPS. – Po co informować o tym dzieci? – mówi kierownik ośrodka pomocy, podkreślając, że w tym sensie dzieciaki może rzeczywiście czują się naznaczone i nie chcą jeść finansowanych przez opiekę społeczną obiadów. – A nie ma niestety gwarancji, że w domach te dzieci zjedzą obiad, skoro w tych rodzinach się nie przelewa – uzupełnia dyrektor szkoły Arletta Tymińska. Jak mówi kierownik GOPS, zna wiele przykładów rodzin, gdzie rodzice nie zgłaszają się w ogóle o taką formę pomocy, a na siłę nikt nie zmusi przecież nikogo, żeby jadł opłacane przez pomoc społeczną posiłki. – Nasi pracownicy socjalni chodzą i proponują, ale bardzo często rodzice mówią, że ich dzieci nie chcą jeść obiadów – opisuje.
Znaleźć przyczynę
Kierownik GOPS zauważa, że z drugiej strony te rodziny nie są pozbawione pomocy, bo korzystają z dożywiania w innej postaci, chociażby w formie zasiłków celowych. Niemniej przypuszcza, że działać może też tutaj inny mechanizm. Rodzice dzieci kwalifikujących się do dożywiania mogą rezygnować z tej formy pomocy, obawiając się, że godząc się na dożywianie dzieci w szkołach utracą prawo do korzystania z innych form pomocy społecznej. Takich, gdzie gwarantem są pieniądze, a nie posiłki. Inna sprawa, że od lat nie zmieniają się kryteria pomocy społecznej. Minimalnie, bo minimalnie, ale jednak w górę idą zarobki. – Tymczasem kryteria traktujące o pomocy społecznej stoją w miejscu – zauważa kierownik GOPS, podkreślając, że dochodzi do takich sytuacji, kiedy minimalnie zwiększone dochody sprawiają, że rodzina nawet o symboliczną złotówkę przekroczy próg kwalifikacji do pomocy społecznej i nie może korzystać ze wsparcia państwa. Czy można jednak również tu szukać przyczyny sytuacji, że dzieci nie jedzą finansowanych przez pomoc społeczną obiadów? Czyżby problem rzeczywiście zaczynał się w domach?
Piotr Steffen
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze