Reklama

Nie jestem pamiętliwa – Iwona Piątkowska opowiada o pracy w GOPSie

11/12/2017 12:00
Czasem się boi i wzywa policję, a z drugiej strony odbiera telefony całą dobę i pomaga. O pracy w pomocy społecznej i pierwszych zwrotach 500+ opowiada kierownik Iwona Piątkowska

Pomoc społeczna to trudna praca, dlaczego Pani się na nią zdecydowała?

Wiedziałam, że nie jest to lekki kawałek chleba, ale skoro radziłam sobie w trudnych sytuacjach, to uważałam, że nadaję się na pracownika socjalnego. Tak sobie to tłumaczyłam jakieś dwadzieścia lat temu.

Życie zawodowe zaczęła Pani w SKR w Drożyskach Wielkich, w bukaciarni.

Skończyłam technikum rolnicze na kierunku technik hodowca, zootechnik. Pierwszego dnia stażu powiedzieli mi, że bukaciarnia to miejsce nie dla mnie i żebym poszła do gminy. Uparłam się, byłam zootechnikiem, nie urzędniczką.

Co podobało się Pani w tej pracy?

Inaczej pracuje się ze zwierzętami inaczej z ludźmi,jednak do jednych i drugich trzeba mieć wrażliwość i cierpliwość. Po stażu dostałam pracę w pegeerze w Białobłociu – byłam zootechnikiem i brygadzistą przez kilka lat. Później z rodziną przeprowadziliśmy się do Józefowa, gdzie byłam magazynierem.

Reklama

Pegeery upadły, więc musiała Pani szukać innej pracy.

Przez rok byłam bezrobotna, a że było wolne miejsce w administracji GOPSu w Złotowie, to skorzystałam. Tam miałam pierwszy kontakt z klientami pomocy społecznej i tam zdecydowałam się na podjęcie studiów na kierunku pracownik socjalny, a później na pedagogice. Od trzynastu lat kieruję ośrodkiem w Zakrzewie.

Pracownik socjalny to naprawdę „człowiek orkiestra”?

On jest lekarzem, psychologiem i księdzem, bo ludzie się przed nim otwierają. Kiedyś ciężko było namówić klientów do mówienia o swoich problemach, wychodzili z założenia „nie mów nikomu co się dzieje w domu”. Obecnie mają zaufanie do swoich pracowników socjalnych, otwierają się, mówią o wielu sprawach, bolączkach i problemach, proszą o pomoc w ich rozwiązaniu.

Reklama

„Socjalny” musi być też majsterkowiczem i pomóc pani Helence drzwi naprawić, bo ta nie ma pieniędzy na nowe. No i znać na terapii, bo alkoholicy rożne kity wciskają, żeby kasę z ośrodka wyrwać.

Oj nie, nam się kitu nie wciśnie, bo my naszych klientów dobrze znamy. Co do pomocy rzeczowej, to u nas bardzo dobrze działa współpraca ze sponsorami i byłymi naszymi klientami. Niedawno potrzebowaliśmy pilnie kuchenki gazowej i następnego dnia już ją mieliśmy, od sponsora.


Pozostało jeszcze 81% tekstu[[pay]]

Macie Państwo nową grupę klientów, których nie znacie. To beneficjenci 500+.

W przypadku „pięćsetek” nie przeprowadzamy wywiadów środowiskowych i nie wiemy, czego się po tych ludziach spodziewać. Proszę zauważyć, że płace idą do góry, a kryterium dochodowe pozostaje bez zmian. Jeśli oboje rodzice mają najniższą pensję, to już mogą nie kwalifikować się do otrzymania 500+ na pierwsze dziecko. I ludzie tu płaczą, krzyczą, że rząd dał im na jedno dziecko, a na drugie nie. Cięgi od niezadowolonych klientów dostajemy my.

Reklama

Przecież miało być lepiej.

A wcale tak dobrze nie jest. W małych ośrodkach jak Zakrzewo ludzie się znają i wiedzą, kto bierze jakie pieniądze. I przychodzą do nas z pretensjami, że sąsiad dostaje, a oni nie.

Bała się kiedyś Pani w trakcie spotkania z klientem pomocy?

Jak najbardziej. Niestety dzisiaj boję się częściej. Niedawno musieliśmy wezwać policję, bo pan rzucał pod naszym adresem groźby. Wściekł się, że musiał dać swoje zaświadczenie o zarobkach, a przecież on nie mieszka ze swoją partnerką… Ostatnio też dwukrotnie policja musiała asystować przy wywiadzie środowiskowym prowadzonym przez pracownika socjalnego. Bałam się puścić ją samą, bo pan, do którego jechała, był wcześniej nerwowy i agresywny. Coraz częściej na wywiady dla bezpieczeństwa jeździ dwóch pracowników socjalnych.

Reklama

Kiedyś był pomysł, by stworzyć policję socjalną. A może przydałaby się Państwu ochrona?

Dobrze, że zatrudniamy mężczyznę – dzięki niemu czujemy się trochę bezpieczniej. Taki jest trend w ośrodkach pomocy, by zatrudniać panów. Mamy kilku agresywnych klientów, ale zwykle sobie z nimi radzimy, bo ich znamy. Inaczej jest w „pięćsetkach”, są tam osoby nowe i nie wiemy czego się można po nich spodziewać.

Jest jeszcze jeden problem z 500 plus – ludzie muszą je zwracać.

Zdarza się, że dziecko idzie do pracy lub rodzic zmienia pracę i nas o tym nie informuje. Kiedyś można było oszukać ośrodek pomocy, ale dzisiaj mamy wiele danych w systemie i wcześniej czy później to wychodzi na jaw. Mamy już w gminie przypadki, że rodziny muszą zwracać 500+.

Reklama

Pobierały je niezgodnie z prawem?

Nie, ale w czasie pobierania zasiłku nastąpiła zmiana, zmienił się dochód przez co rodzina przestała spełniać kryterium dochodowe. Teraz musi zwracać po kilka tysięcy złotych plus odsetki. Mówią, że nie wiedzieli, że mają obowiązek informować o zmianie swojej sytuacji, ale my im to tłumaczymy, a zapis ten widnieje też na decyzji, którą otrzymują.

Podobno średnia płaca w pomocy społecznej to 3100 zł.

Być może, bo w wielu ośrodkach pracują osoby z długim stażem. Ja mam teraz młodą kadrę,  której wynagrodzenie jest dużo niższe. Wiemy, że nigdy nie będziemy zarabiać kokosów, bo jesteśmy jednostką samorządową i jesteśmy na utrzymaniu gminy. To irytujące, bo zadań nam przybywa. Podnoszenie kwalifikacji należy do naszych obowiązków, ale nie pociąga za sobą wzrostu wynagrodzenia.

Reklama

To stresująca praca, ludzie wciąż czegoś chcą, mają pretensje. Uodporniła się Pani na ich żal do świata i do was?

Nie da się tego zrobić. Nieraz tutaj płakałam, a moje pracownice mnie pocieszały. Na wszystkich szkoleniach mówią nam, że mamy nie zabierać pracy do domu, ale jak mam o tym nie myśleć? Zwłaszcza, że jestem też kuratorem społecznym i przewodniczącą Zespołu Interdyscyplinarnego. Ludzie dzwonią do mnie wieczorami, w nocy, w weekendy.

Co mówią?

Różne są sytuacje: że dziecko uciekło, że partner się awanturuje, że u sąsiada słychać krzyki itp. Czasem takie telefony maja miejsce po kilku dniach od zdarzenia. Tłumaczę, że sprawy dotyczące przemocy należy zgłaszać natychmiast na policję. Osoby dzwoniące anonimowo do pomocy społecznej chcą mieć czyste sumienie – zgłosiłem, a oni niech się martwią.  

Reklama

Skoro to nie ten adres, to dlaczego Pani odbiera?

Odbieram, pomagam, bo nie jestem gruboskórna. Reagujemy na każdy sygnał. Taki nasz zawód. Mąż mi kiedyś powiedział: ty byś ludziom wszystko oddała. Może to błąd.

Bo ludzie potrafią tę dobroć wykorzystać?

Potrafią, choć, jak mówił Gogol: „Dobro i zło należy pamiętać wiecznie. Dobro, ponieważ wspomnienie, że kiedyś nam je wyświadczono, uszlachetnia nas. Zło, ponieważ od chwili, w której je nam wyrządzono, spoczywa na nas obowiązek odpłacenia za nie dobrem.” My, pracownicy pomocy społecznej, nie jesteśmy pamiętliwi.

Ale pamiętacie?

Wie pan, ja traktuję klientów pomocy społecznej jak równych sobie, nie intruzów. Dużo z nimi rozmawiam, a jestem bardzo tolerancyjna i cierpliwa. Podchodzę do tych osób tak jak sama chciałabym być traktowana.

Reklama

A jak traktują się mieszkańcy gminy Zakrzewo? W roku 2016 założono tutaj 5 Niebieskich Kart dla sprawców przemocy domowej.

To było o pięć za dużo. W tym roku mamy złożonych przez policję osiem Niebieskich Kart. Dwóch sprawców przemocy w rodzinie zostało skazanych  wyrokiem sądu za znęcanie się nad członkami rodzin. To idzie w złym kierunku.

Dlaczego?

Trudno powiedzieć, często przyczyną jest nadużywanie alkoholu, stresujący tryb życia, czasem problemy zdrowotne, nieregularne dochody, obwinianie bliskich za swoje niepowodzenia.

Czy dzięki programowi 500+ zmieniła się liczba klientów pomocy?

Tak, ubywa nam rodzin z dziećmi. Nie przychodzą do nas, bo radzą sobie z wydatkami, chcą być samodzielni, ale wiele z nich pozostaje w kontakcie z pracownikami socjalnymi. Za to zwiększyły nam się zasiłki specjalne celowe np. na węgiel czy leki.

Reklama

Mówi Pani o osobach starszych, które zostały same?

Dokładnie. Ich dzieci wyjechały często za granicę i dzwonią do nas – zróbcie coś z mamą, z tatą.

Przecież ciąży na nich obowiązek alimentacyjny…

Obowiązek to ma państwo - tak mówią. Musimy im tłumaczyć, że muszą zająć się mamą i tatą, babcią, dziadkiem. Niestety coraz częściej ludzie tego nie czują. Nie chcą tego czuć. Bywa, że rodziców już nie ma, a majątek dziadków przejmują wnuki. Biorą np. dom, a nie chcą zapłacić nawet za usługi opiekuńcze.

Godzina opieki kosztuje obecnie 17 złotych.

Tak, ale nawet jeśli ktoś ma zapłacić połowę z tego i przemnoży jedną godzinę dziennie przez trzydzieści dni, to wychodzi 255 złotych. To nie chce skorzystać z tej formy pomocy, twierdząc, że jest to za dużo.

Reklama

W pomocy społecznej pracuje Pani 24 lata. Potwierdza Pani istnienie zjawiska dziedziczenia świadczeń?

Nie powiedziałabym o dziedziczeniu świadczeń, jest za to coś takiego jak łańcuszek pomocy społecznej np. córka pisze o pomoc, to następnego dnia pisze też jej matka, potem ciotka, kuzynka, itd. Informują się, że teraz GOPS daje np. na węgiel.

W przyszłym roku mogłaby Pani przejść na emeryturę. Skorzysta Pani z tego prawa?

Nie wiem. Lubię pracować, pomagać ludziom i rozwiązywać ich problemy.  Mój mąż powiedział, że będę pracować do samej śmierci...

Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama