Wiedziałam, że nie jest to lekki kawałek chleba, ale skoro radziłam sobie w trudnych sytuacjach, to uważałam, że nadaję się na pracownika socjalnego. Tak sobie to tłumaczyłam jakieś dwadzieścia lat temu.
Skończyłam technikum rolnicze na kierunku technik hodowca, zootechnik. Pierwszego dnia stażu powiedzieli mi, że bukaciarnia to miejsce nie dla mnie i żebym poszła do gminy. Uparłam się, byłam zootechnikiem, nie urzędniczką.
Inaczej pracuje się ze zwierzętami inaczej z ludźmi,jednak do jednych i drugich trzeba mieć wrażliwość i cierpliwość. Po stażu dostałam pracę w pegeerze w Białobłociu – byłam zootechnikiem i brygadzistą przez kilka lat. Później z rodziną przeprowadziliśmy się do Józefowa, gdzie byłam magazynierem.
Reklama
Przez rok byłam bezrobotna, a że było wolne miejsce w administracji GOPSu w Złotowie, to skorzystałam. Tam miałam pierwszy kontakt z klientami pomocy społecznej i tam zdecydowałam się na podjęcie studiów na kierunku pracownik socjalny, a później na pedagogice. Od trzynastu lat kieruję ośrodkiem w Zakrzewie.
On jest lekarzem, psychologiem i księdzem, bo ludzie się przed nim otwierają. Kiedyś ciężko było namówić klientów do mówienia o swoich problemach, wychodzili z założenia „nie mów nikomu co się dzieje w domu”. Obecnie mają zaufanie do swoich pracowników socjalnych, otwierają się, mówią o wielu sprawach, bolączkach i problemach, proszą o pomoc w ich rozwiązaniu.
Reklama
Oj nie, nam się kitu nie wciśnie, bo my naszych klientów dobrze znamy. Co do pomocy rzeczowej, to u nas bardzo dobrze działa współpraca ze sponsorami i byłymi naszymi klientami. Niedawno potrzebowaliśmy pilnie kuchenki gazowej i następnego dnia już ją mieliśmy, od sponsora.
W przypadku „pięćsetek” nie przeprowadzamy wywiadów środowiskowych i nie wiemy, czego się po tych ludziach spodziewać. Proszę zauważyć, że płace idą do góry, a kryterium dochodowe pozostaje bez zmian. Jeśli oboje rodzice mają najniższą pensję, to już mogą nie kwalifikować się do otrzymania 500+ na pierwsze dziecko. I ludzie tu płaczą, krzyczą, że rząd dał im na jedno dziecko, a na drugie nie. Cięgi od niezadowolonych klientów dostajemy my.
Reklama
A wcale tak dobrze nie jest. W małych ośrodkach jak Zakrzewo ludzie się znają i wiedzą, kto bierze jakie pieniądze. I przychodzą do nas z pretensjami, że sąsiad dostaje, a oni nie.
Jak najbardziej. Niestety dzisiaj boję się częściej. Niedawno musieliśmy wezwać policję, bo pan rzucał pod naszym adresem groźby. Wściekł się, że musiał dać swoje zaświadczenie o zarobkach, a przecież on nie mieszka ze swoją partnerką… Ostatnio też dwukrotnie policja musiała asystować przy wywiadzie środowiskowym prowadzonym przez pracownika socjalnego. Bałam się puścić ją samą, bo pan, do którego jechała, był wcześniej nerwowy i agresywny. Coraz częściej na wywiady dla bezpieczeństwa jeździ dwóch pracowników socjalnych.
Reklama
Dobrze, że zatrudniamy mężczyznę – dzięki niemu czujemy się trochę bezpieczniej. Taki jest trend w ośrodkach pomocy, by zatrudniać panów. Mamy kilku agresywnych klientów, ale zwykle sobie z nimi radzimy, bo ich znamy. Inaczej jest w „pięćsetkach”, są tam osoby nowe i nie wiemy czego się można po nich spodziewać.
Zdarza się, że dziecko idzie do pracy lub rodzic zmienia pracę i nas o tym nie informuje. Kiedyś można było oszukać ośrodek pomocy, ale dzisiaj mamy wiele danych w systemie i wcześniej czy później to wychodzi na jaw. Mamy już w gminie przypadki, że rodziny muszą zwracać 500+.
Reklama
Nie, ale w czasie pobierania zasiłku nastąpiła zmiana, zmienił się dochód przez co rodzina przestała spełniać kryterium dochodowe. Teraz musi zwracać po kilka tysięcy złotych plus odsetki. Mówią, że nie wiedzieli, że mają obowiązek informować o zmianie swojej sytuacji, ale my im to tłumaczymy, a zapis ten widnieje też na decyzji, którą otrzymują.
Być może, bo w wielu ośrodkach pracują osoby z długim stażem. Ja mam teraz młodą kadrę, której wynagrodzenie jest dużo niższe. Wiemy, że nigdy nie będziemy zarabiać kokosów, bo jesteśmy jednostką samorządową i jesteśmy na utrzymaniu gminy. To irytujące, bo zadań nam przybywa. Podnoszenie kwalifikacji należy do naszych obowiązków, ale nie pociąga za sobą wzrostu wynagrodzenia.
Reklama
Nie da się tego zrobić. Nieraz tutaj płakałam, a moje pracownice mnie pocieszały. Na wszystkich szkoleniach mówią nam, że mamy nie zabierać pracy do domu, ale jak mam o tym nie myśleć? Zwłaszcza, że jestem też kuratorem społecznym i przewodniczącą Zespołu Interdyscyplinarnego. Ludzie dzwonią do mnie wieczorami, w nocy, w weekendy.
Różne są sytuacje: że dziecko uciekło, że partner się awanturuje, że u sąsiada słychać krzyki itp. Czasem takie telefony maja miejsce po kilku dniach od zdarzenia. Tłumaczę, że sprawy dotyczące przemocy należy zgłaszać natychmiast na policję. Osoby dzwoniące anonimowo do pomocy społecznej chcą mieć czyste sumienie – zgłosiłem, a oni niech się martwią.
Reklama
Odbieram, pomagam, bo nie jestem gruboskórna. Reagujemy na każdy sygnał. Taki nasz zawód. Mąż mi kiedyś powiedział: ty byś ludziom wszystko oddała. Może to błąd.
Potrafią, choć, jak mówił Gogol: „Dobro i zło należy pamiętać wiecznie. Dobro, ponieważ wspomnienie, że kiedyś nam je wyświadczono, uszlachetnia nas. Zło, ponieważ od chwili, w której je nam wyrządzono, spoczywa na nas obowiązek odpłacenia za nie dobrem.” My, pracownicy pomocy społecznej, nie jesteśmy pamiętliwi.
Wie pan, ja traktuję klientów pomocy społecznej jak równych sobie, nie intruzów. Dużo z nimi rozmawiam, a jestem bardzo tolerancyjna i cierpliwa. Podchodzę do tych osób tak jak sama chciałabym być traktowana.
Reklama
To było o pięć za dużo. W tym roku mamy złożonych przez policję osiem Niebieskich Kart. Dwóch sprawców przemocy w rodzinie zostało skazanych wyrokiem sądu za znęcanie się nad członkami rodzin. To idzie w złym kierunku.
Trudno powiedzieć, często przyczyną jest nadużywanie alkoholu, stresujący tryb życia, czasem problemy zdrowotne, nieregularne dochody, obwinianie bliskich za swoje niepowodzenia.
Tak, ubywa nam rodzin z dziećmi. Nie przychodzą do nas, bo radzą sobie z wydatkami, chcą być samodzielni, ale wiele z nich pozostaje w kontakcie z pracownikami socjalnymi. Za to zwiększyły nam się zasiłki specjalne celowe np. na węgiel czy leki.
Reklama
Dokładnie. Ich dzieci wyjechały często za granicę i dzwonią do nas – zróbcie coś z mamą, z tatą.
Obowiązek to ma państwo - tak mówią. Musimy im tłumaczyć, że muszą zająć się mamą i tatą, babcią, dziadkiem. Niestety coraz częściej ludzie tego nie czują. Nie chcą tego czuć. Bywa, że rodziców już nie ma, a majątek dziadków przejmują wnuki. Biorą np. dom, a nie chcą zapłacić nawet za usługi opiekuńcze.
Tak, ale nawet jeśli ktoś ma zapłacić połowę z tego i przemnoży jedną godzinę dziennie przez trzydzieści dni, to wychodzi 255 złotych. To nie chce skorzystać z tej formy pomocy, twierdząc, że jest to za dużo.
Reklama
Nie powiedziałabym o dziedziczeniu świadczeń, jest za to coś takiego jak łańcuszek pomocy społecznej np. córka pisze o pomoc, to następnego dnia pisze też jej matka, potem ciotka, kuzynka, itd. Informują się, że teraz GOPS daje np. na węgiel.
Nie wiem. Lubię pracować, pomagać ludziom i rozwiązywać ich problemy. Mój mąż powiedział, że będę pracować do samej śmierci...
Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze