Mężczyzna zapewnia, że konia, który od lat stoi naprzeciwko urzędu miejskiego, przy głównej ulicy miasta zniszczyć nie chciał. Protestuje przeciwko nazywaniu go wandalem, ponieważ, jak podkreśla, celowości w jego działaniu nie było.
Wracaliśmy z imprezy większą grupą. Kiedy szliśmy ulicą Żymierskiego jedna z koleżanek krzyknęła „wsiadaj na konia, jedziemy do monopolowego”, a ja uległem tej sugestii
– wspomina 39–latek, dawny mieszkaniec Jastrowia, dziś żyjący w Holandii. Dosiąść zwierzęcia naszemu rozmówcy się nie udało, a w wyniku próby, jaką podjął koń się przewrócił. Nieszczęśliwie, bo na kamień, wskutek czego „doznał obrażeń”. Ich zakres jest sprzeczny. Pan Piotr, opierając się na informacji otrzymanej od funkcjonariusza, który spisywał jego zeznania twierdzi, że pomnik uszkodzony został wyłącznie w części karku.
Tak zapisano w protokole
– zaznacza.
Urzędnik Ryszard Sarna wskazuje natomiast na pęknięcia w części grzbietowej i bocznej oraz na uszkodzenie nogi. Dopytany nas o rozbieżności wyjaśnia, że pracownikom urzędu nic nie wiadomo o tym, by koń przed 17 kwietnia, a więc przed czasem, w którym doszło do zdarzenia posiadał jakiekolwiek wady, tak więc całkowitym kosztem naprawy urząd zamierza obciążyć naszego rozmówcę. Ten, mimo poczucia odpowiedzialności, chce sytuację wyjaśnić.
Nie mam zamiaru płacić za uszkodzenia, których nie spowodowałem
Reklama
– tłumaczy.
Mam świadomość, że zrobiłem coś, czego nie powinienem był robić
– przyznaje mężczyzna, zaznacza jednak, że gdyby koń przytwierdzony był do podłoża w sposób gwarantujący większą stabilność do wywrócenia być może by nie doszło. Dalej – jego zdaniem wskazane byłoby, aby przed tym symbolem polsko–niemieckiej współpracy stanęła stosowana tabliczka ostrzegająca śmiałków przed dosiadaniem zwierzęcia i zwracająca uwagę na odpowiedzialność finansową, jaką ci mogą ponieść w związku z ewentualnymi zniszczeniami powstałymi w wyniku niedostosowania się do zakazu. Wówczas i on, i być może inni poszliby po rozum do głowy i uznali, że nie warto próbować.
Mało tego, nasz rozmówca, gdyby miał podpowiadać urzędnikom, rozważyłby również montaż ogrodzenia konia, które stanęłoby na drodze ewentualnym „ułanom”.
Nasz rozmówca swojej winy nie podważa. Więcej – chce odpowiedzieć za nią świadomie, dlatego, jak słyszymy, sam zgłosił się na komisariat i dobrowolnie poddał karze. Mało tego, tytułem zadośćuczynienia wpłacił już 5.000 złotych. Przypomnijmy, pracownicy magistratu koszt naprawy zniszczeń oszacowali na 2.000 zł. Reszta pieniędzy stanowi zabezpieczenie na poczet kary grzywny.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
czy to nie czasami mlody fikol
Ręce opadają..... Weź chłopie lepiej nie przyjeżdżaj do kraju, bo wstyd dla ciebie i twojej rodziny przynosisz.
ten polski holender u siebie w hol zapłaciłby 15 tys euro za taki numer. ale tam bałby sie wyjsc z domu zaby go ciapaci nie okopali
Facet będąc na procentach chciał się popisać jaki dobry jest w rodeo i wyszło jak wyszło. Holender, może staniesz w zawody w prawdziwym dzikim mustangiem i pokażesz jaki z ciebie kowboj.
A w ogóle, to winni są ci, którzy tego konia postawili. Bo gdyby go tam nie było, to pan by go nie zdemolował. Ot, co!
Co za baran. Stoi fontanna to musi pisać ,,zakaz kąpieli"", stoi koń to obowiązkowo napis ,,zakaz dosiadania"". Powinno się do niego podłączyć dodatkowo pastucha na 360V to by taki baran zrozumiał że pomników się nie dosiada.
Po kilku piwach poniosła ułańska fantazja to teraz nic innego nie pozostało jak płakać i płacić.
nie jesteś wandalem. jesteś de_bilem
czy to nie czasami mlody fikol
Ręce opadają..... Weź chłopie lepiej nie przyjeżdżaj do kraju, bo wstyd dla ciebie i twojej rodziny przynosisz.
ten polski holender u siebie w hol zapłaciłby 15 tys euro za taki numer. ale tam bałby sie wyjsc z domu zaby go ciapaci nie okopali